niedziela, 27 kwietnia 2014

2. Koszmar...

Szłam z Louisem za rękę śmialiśmy się i rozmawialiśmy w końcu staną na przeciwko mnie i znaczą się zbliżać. Dzieliły nas milimetry kiedy ktoś odciągną mnie od niego. 
-kłamie- zobaczyłam Alexa wyglądał dokładnie tak jak w szpitalu. Rozcięta brew i warga, cały siny, połamany i najważniejsze nie miał bandażu a jego brzuch był przebity ta wylot.
-kto kłamie?-spyałam
-kocham cię Margaret- usłyszałam głos Louisa za mną odwróciłam głowę w jego stronę a gdy z powrotem popatrzyłam się na Alexa go już nie było
- kto kłamie!?- krzyknęłam ponownie.-kto kłamie?!! Kto!?!! Alex?!
-Margaret obuć się-poczułam jak ktoś szarpie za moje ramię. Otworzyłam oczy i zobaczyła Louisa za blisko mnie. Otarł łuzy spływające mi po twarzy.
-Alex? Tak miał na imię?- pytał
-tak ale z kąt ty to wiesz?- spytałam lustrując każdy skrawek jego twarzy
-krzyczałaś przez sen- odsuną się
-och... Przepraszam obudziłam cię- usiadłam prosto
-spoko i tak nie spałem- uśmiechną się. -idź spać
-łatwo powiedzieć trudniej zrobić- spuściłam głowę
-chcesz żebym został puki nie zaśniesz?-spytał 
-nie musisz i tak nie usnę- popatrzyłam się na niego. Westchną głośno, usiadł obok nie i obiął ramieniem. 
-wygadaj się ulży ci i zaśniesz- potarł moje ramie
-dzięki- uśmiechnełam się- nie chce zadręczać cię moimi problemami
-nie będziesz zadręczać- przytulił mnie gdyż zaczęłam płakać-nie płacz nie lubię jak to robisz
-znamy się tylko 5 godzin a ty już tego nie lubisz- szepnęłam
-popatrz ale przypadek- dobra mała idź spać bo nie wstaniesz do szkoły
-nie chce tam iść- przyznała
-no proszę dla mnie. Dla gościa którego znasz 5 godzin- zrobił słodkie oczka
-ok- szepnęłam i się położyłam przykrył mnie pod sam czubek nosa i poszedł do siebie. Po chwili już byłam w mojej krainie. Rano obudził mnie głos Louisa:
-mała wstawaj-otworzyłam oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej 
-która godzina?-spytałam
-siódma- uśmiechną się-
za półtory godziny muszę być w szkole-stwierdziłam 
-to się ubieraj i cię odwiozę do domu- czy jego "banan" nigdy nie zniknie?
-tak jeszcze tego brakuje. Powiesz mi jak trafić do centrum i dam sobie radę- uśmiechnęłam się
-ta a wiesz ile to drogi. I tak cię odwiozę- wyszedł. Poszłam do łazienki wzięłam rzeczy z ręcznika sprawdzając czy są suche. Wzięłam sypki prysznic i ubrałam wczorajsze rzeczy. Zbiegłam po schodach na duł i weszłam do kuchni. 
-to pokażesz mi drogę?-spytałam
-tak idziesz korytarzem prosto i tam masz garaż wchodzisz do 2 auta zaraz wracam- uśmiechną się
-ale ja o drogę do centrum pytam- popatrzyłam na niego jak na debila 
-no popatrz. Ale i tak skorzystasz z tej co ci wytłumaczyłem
- chcesz się przekonać?-spytałam
-no-wizą mnie na ręce i zaniósł do samochodu. 
-wariat-zaśmiałam się
-miło mi. A ja nazywam się Louis-powiedział a ja wybuchłam śmiechem. 

Otworzyłam drzwi do domu. Weszłam i ściągnęłam buty. 
-hej!- krzyknęłam do swoich współlokatorów
-boże wiesz jak się o ciebie martwiliśmy- z góry zbiegł Andy i mnie przytulił
-pojebało cie wiesz kto to był?-spytała Joanna
-że o kogo chodzi?- spytałam 
-o tego co cie przywiózł- pokazała ręką na kierunek w który odjechał. 
-tak to był Louis- pokiwałam twierdząco głową
-nie to nie Louis. Chociaż tak ma na imię. To przestępca, zbrodniarz, sprzedaje narkotyki- wyjechała na mnie 
-nie to jest Louis który wyrwał mnie z dołka psychicznego. A teraz wybaczcie muszę się przebrać- powiedziałam i wybiegłam na górę. Nie stroiłam się. Nie miałam dla kogo. Ubrałam trampki, co w moim przypadku nie było korzystne bo mam tylko metr sześćdziesiąt pięć centymetrów zwrotu. Wzięłam torbę i zbiegłam na dół. 
-Margaret błagam. Alex to przeszłość a teraz jest teraz-powiedziała Joanna
-jutro ok jutro-prosiłam
-ok kochane wy moje jedziemy-Andy poczochrał nas po głowie. 
-jedziemy- zaśmiałam się
___________________________________
 http://www.polyvore.com/bez_tytu%C5%82u_79/set?id=120250539 -stylizacja Margaret do szkoły

I jak się wam podoba? Przepraszam że tak wam dałam strój ale u mnie lubi się wszystko walić :)

To sprawdzamy ile was jest. Na dobry początek 5 komentarzy następny rozdział 

czwartek, 24 kwietnia 2014

1. Na każdego przyjdzie czas...

Dziś pogrzeb najważniejszej osoby w mym życiu. Dla niej tak naprawdę żyłam. Ubrałam się i wzięłam parasol. Padało opicie. Odpuściłam sobie szkołę do końca tygodnia. Nie chce tam iść bez niego. Pogrzeb jak pogrzeb ale na tym najbardziej płakałam. Wreszcie nadszedł czas gdzie wrzucaliśmy kwiatki do grobu. Zrobiłam to ale zaraz potem pobiegłam zapłakana. Nie reagowałam na wołania Andiego i Abby. Ktoś chwycił mnie za rękę i przykuł do ściany bloku. Przez łuzy nie mogłam rozpoznać kto to. Otarł mi łuzy spływające po policzku i przybliżył się na tyle że czułam jego oddech na mojej twarzy.
-k-kim j-je-jesteś- jąkałam się
-Louis jestem-jego melodyjny głos zawładną mym ciałem-co robisz tu sama, zapłakana
-to chyba nie twój interes?- spytałam oschle. Jego słowa z powrotem sprowadziły mnie na ziemię. Znów zaczęłam płakać
-nie płacz nie lobię tego. A wracając, może nie mój ale jak widzę biegnącą spłakaną dziewczynę to mi jej żal- mówił uwodzicielskim głosem- a do tego cała mokra bo pada deszcz
-sam jesteś mokry. Ja już muszę iść- wyrwałam mu się i stanęłam dalej tyłem. Rozejrzałam się, nie znam tej okolicy.
-zgubiłaś się?- spytał
-nie dobrze znam tą okolice- powiedziałam nerwowo
-ta widzę. Choć ze mną- zaproponował
-niby dlaczego miałabym to zrobić?-spytałam odwracając się do niego. On podszedł do mnie i przejechał od góry do dołu po mojej gołej ręce
-bo pada deszcz, zaraz się ściemni, będziesz chora, nie wiesz gdzie jesteś- zasypał mnie masą argumentów
-przekonałeś mnie-delikatnie się uśmiechnełam co odwzajemnił. 
-choć-wizą mnie za rękę ale mu się wyrwałam. Nie dał za wygraną i objął mnie w pasie. Przybliżył mnie do siebie przez co czułam niesamowite ciepło. Dobrze ponieważ jest już chłodno a ja mam sukienkę z krótkim rękawkiem. 
-a tam w ogolę jestem Margaret- szepnęłam Doszliśmy do wielkiego zamku otworzył drzwi do bramy. Zaprosił mnie ręką do środka. Weszłam ale z obawami. Moim oczom ukazał się piękny ogród. Na 100% urządzany przez projektanta. Znów chwycił mnie w taki i zaprowadził pod drzwi, otworzył je. Przepuścił mnie w drzwiach a po chwili już ściągałam szpilki z nóg. Od razu lepiej
-dam ci moją koszule to się wykąpiesz- uśmiechną się. Ja ino przytaknęłam. Wziął mnie za rękę i zaprowadził do góry, wziął z szafki podkoszulek i mi go wręczył. Zaprowadził do łazienki a z górnej półki wyciągną ręcznik i mi go dał.
-dzięki- powiedziałam niepewnie
-nie ma za co- znów obdarował mnie swoim uśmiechem. Wyszedł a ja zamknęłam drzwi na klucz. Zdjęłam mokrą sukienkę i górną część bielizny. Na szczęście dolna część była sucha. Ściągnęłam ją weszłam pod prysznic. Zamknęłam oczy a przed nimi miałam widok Alexa w trumnie. Łuzy zmieszały się z kroplami wody. Płakałam jak oszalała. Nałożyłam na siebie żel prze sprawdzałam jak pachnie, czekoladą. Mniam! Wykąpana ubrałam dolną część bielizny i koszule Louisa. Mokre rzeczy położyłam na grzejniku. Przejrzała się w lustrze. Makijażu rano nie robiłam bo wiedziałam że będę płakać. Oczy miałam podpuchnięte a do tego cała blada. Wyszłam i zeszłam po schodach do kuchni gdyż tam uprzedzał że będzie. Oparłam się o framugę patrząc jak on robi kanapki. Wow! Myślałam że człowiek po-tatuowany, groźny nie potrafi gotować. Widocznie nie ocenia się książki po okładce. 
-ładnie wyglądasz- powiedział patrząc na mnie. I w tedy sobie przypomniałam że stoję przed nieznanym mi chłopakiem w za dużej koszuli i koronkowej bieliźnie. Szybko ściągnęłam podkoszulek w duł na co się zaśmiał. Cała oblałam się rumieńcami-a w rumieńcach jeszcze ładniej
-haha bardzo śmieszne- powiedziałam sarkastycznie. Ściągając bardziej koszule.
-a czy ja się śmieję?- podniósł mój podbródek do góry, tak abym patrzyłam na niego. Zatopiłam się w jego tęczówkach. Poczułam jak jego ręka odciąga moją od ściągania koszuli w duł koszuli. Mój oddech przyspieszył. Położyłam dłoń na jego wyrzeźbionym torsie, by nie przysuwał się bliżej.-jesteś głodna?
-nie-szepnęłam
-właśnie słyszę- zaśmiał się gdy zaburczało mi w brzuchu. Wskazał ręką stół, zgodnie z życzeniem usiadłam a on podał talerz z górą kanapek i herbatę. Zrobiła wielkie oczy. Dużo tego-dasz sobie rade
-że sama? Pogięło cie?-spytałam a on pokiwał głową-nie ma szans nawet jednej setnej nie zjem
-chcesz się przekonać?-spytał
-no- powiedziałam z cwaniackim uśmiechem
-to już- usiadł obok mnie i zaczął karmić. Wybuchłam śmiechem i prawie bym spadła z krzesła gdyby nie to że mnie złapał.
-żartujesz?- ledwo łapałam powietrze
-czy ja wyglądam jak bym żartował?- podniósł brew
-no-wybuchła następną falą śmiechu.
-już jedz-zgodnie z jego życzeniem wzięłam kanapkę po 2 odpadłam
-mam dość- powiedziałam
-tak?-spytał i już chciał mnie karmić ale zatrzymałam jego rękę
-nie proszę- zrobiłam kota ze shreka 
-ja też- zrobił słodką minę
-ale ja bardziej- nie wytrzymała i znowu zaczęłam się śmiać. Wszystko wróciło Alex. Zrobiłam się smutna nagle z nieprzestającej się śmiać dziewczyny powstała smutna i nie do życia dziewczyna. 
-co się stało?- spytał
-nic po prostu jak mnie zaczepiłeś to biegłam z pogrzebu mojego chłopaka i teraz wszystko wróciło- powiedziałam na skraju płaczu.
-hej nie płacz-przytulił mnie. Nie wiedziałam czy to odwzajemnić ale jednak odwzajemniłam gest.-czas spać 
Zaniósł mnie do pokoju i położył na łóżku. Przykrył kołdrą i powiedział
-jak coś to będę w pokoju obok
-dobrze- delikatnie się uśmiechnełam i zamknęła oczy. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień.
_________________________

Witam!!! Mamy pierwszy rozdział. Jak wrażenia?