Szłam z Louisem za rękę śmialiśmy się i rozmawialiśmy w końcu staną na przeciwko mnie i znaczą się
zbliżać. Dzieliły nas milimetry kiedy ktoś odciągną mnie od niego.
-kłamie- zobaczyłam Alexa wyglądał dokładnie tak jak w szpitalu. Rozcięta
brew i warga, cały siny, połamany i najważniejsze nie miał bandażu a
jego brzuch był przebity ta wylot.
-kto kłamie?-spyałam
-kocham cię
Margaret- usłyszałam głos Louisa za mną odwróciłam głowę w jego stronę a
gdy z powrotem popatrzyłam się na Alexa go już nie było
- kto kłamie!?- krzyknęłam ponownie.-kto kłamie?!! Kto!?!! Alex?!
-Margaret obuć
się-poczułam jak ktoś szarpie za moje ramię. Otworzyłam oczy i
zobaczyła Louisa za blisko mnie. Otarł łuzy spływające mi po twarzy.
-Alex? Tak miał na imię?- pytał
-tak ale z kąt ty to wiesz?-
spytałam lustrując każdy skrawek jego twarzy
-krzyczałaś przez sen-
odsuną się
-och... Przepraszam obudziłam cię- usiadłam prosto
-spoko i tak
nie spałem- uśmiechną się. -idź spać
-łatwo powiedzieć trudniej zrobić-
spuściłam głowę
-chcesz żebym został puki nie zaśniesz?-spytał
-nie
musisz i tak nie usnę- popatrzyłam się na niego. Westchną głośno, usiadł
obok nie i obiął ramieniem.
-wygadaj się ulży ci i zaśniesz- potarł moje
ramie
-dzięki- uśmiechnełam się- nie chce zadręczać cię moimi
problemami
-nie będziesz zadręczać- przytulił mnie gdyż zaczęłam
płakać-nie płacz nie lubię jak to robisz
-znamy się tylko 5 godzin a ty
już tego nie lubisz- szepnęłam
-popatrz ale przypadek- dobra mała idź spać
bo nie wstaniesz do szkoły
-nie chce tam iść- przyznała
-no proszę dla
mnie. Dla gościa którego znasz 5 godzin- zrobił słodkie oczka
-ok- szepnęłam i się położyłam przykrył mnie pod sam czubek nosa i poszedł do
siebie. Po chwili już byłam w mojej krainie. Rano obudził mnie głos
Louisa:
-mała wstawaj-otworzyłam oczy i podniosłam się do pozycji siedzącej
-która godzina?-spytałam
-siódma- uśmiechną się-
za półtory godziny muszę być w szkole-stwierdziłam
-to się ubieraj i cię odwiozę do domu-
czy jego "banan" nigdy nie zniknie?
-tak jeszcze tego brakuje. Powiesz mi
jak trafić do centrum i dam sobie radę- uśmiechnęłam się
-ta a wiesz ile
to drogi. I tak cię odwiozę- wyszedł. Poszłam do łazienki wzięłam rzeczy z
ręcznika sprawdzając czy są suche. Wzięłam sypki prysznic i ubrałam
wczorajsze rzeczy. Zbiegłam po schodach na duł i weszłam do kuchni.
-to
pokażesz mi drogę?-spytałam
-tak idziesz korytarzem prosto i tam masz
garaż wchodzisz do 2 auta zaraz wracam- uśmiechną się
-ale ja o drogę do centrum pytam- popatrzyłam na niego jak na debila
-no popatrz. Ale i tak
skorzystasz z tej co ci wytłumaczyłem
- chcesz się
przekonać?-spytałam
-no-wizą mnie na ręce i zaniósł do samochodu.
-wariat-zaśmiałam się
-miło mi. A ja nazywam się Louis-powiedział a ja
wybuchłam śmiechem.
Otworzyłam drzwi do domu. Weszłam i ściągnęłam buty.
-hej!- krzyknęłam do swoich współlokatorów
-boże wiesz jak się o ciebie
martwiliśmy- z góry zbiegł Andy i mnie przytulił
-pojebało cie wiesz kto
to był?-spytała Joanna
-że o kogo chodzi?- spytałam
-o tego co cie przywiózł- pokazała ręką na kierunek w który odjechał.
-tak to był Louis-
pokiwałam twierdząco głową
-nie to nie Louis. Chociaż tak ma na imię. To
przestępca, zbrodniarz, sprzedaje narkotyki- wyjechała na mnie
-nie to
jest Louis który wyrwał mnie z dołka psychicznego. A teraz wybaczcie muszę się przebrać- powiedziałam i wybiegłam na górę. Nie stroiłam się.
Nie miałam dla kogo. Ubrałam trampki, co w moim przypadku nie było
korzystne bo mam tylko metr sześćdziesiąt pięć centymetrów zwrotu. Wzięłam torbę i zbiegłam na dół.
-Margaret błagam. Alex to przeszłość a teraz jest teraz-powiedziała Joanna
-jutro ok jutro-prosiłam
-ok kochane wy
moje jedziemy-Andy poczochrał nas po głowie.
-jedziemy- zaśmiałam się
___________________________________
http://www.polyvore.com/bez_tytu%C5%82u_79/set?id=120250539 -stylizacja Margaret do szkoły
I jak się wam podoba? Przepraszam że tak wam dałam strój ale u mnie lubi się wszystko walić :)
To sprawdzamy ile was jest. Na dobry początek 5 komentarzy następny rozdział
Super czekam na next! Tylko prosze byle szybko!! :) ;) =)
OdpowiedzUsuń