Dziś pogrzeb najważniejszej
osoby w mym życiu. Dla niej tak naprawdę żyłam. Ubrałam się i wzięłam
parasol. Padało opicie. Odpuściłam sobie szkołę do końca tygodnia. Nie
chce tam iść bez niego. Pogrzeb jak pogrzeb ale na tym najbardziej
płakałam. Wreszcie nadszedł czas gdzie wrzucaliśmy kwiatki do grobu.
Zrobiłam to ale zaraz potem pobiegłam zapłakana. Nie reagowałam na
wołania Andiego i Abby. Ktoś chwycił mnie za rękę i przykuł do ściany
bloku. Przez łuzy nie mogłam rozpoznać kto to. Otarł mi łuzy spływające po policzku i
przybliżył się na tyle że czułam jego oddech na mojej twarzy.
-k-kim
j-je-jesteś- jąkałam się
-Louis jestem-jego melodyjny głos zawładną mym
ciałem-co robisz tu sama, zapłakana
-to chyba nie twój interes?- spytałam
oschle. Jego słowa z powrotem sprowadziły mnie na ziemię. Znów zaczęłam
płakać
-nie płacz nie lobię tego. A wracając, może nie mój ale jak widzę
biegnącą spłakaną dziewczynę to mi jej żal- mówił uwodzicielskim
głosem- a do tego cała mokra bo pada deszcz
-sam jesteś mokry. Ja już muszę iść- wyrwałam mu się i stanęłam dalej tyłem. Rozejrzałam się, nie
znam tej okolicy.
-zgubiłaś się?- spytał
-nie dobrze znam tą okolice-
powiedziałam nerwowo
-ta widzę. Choć ze mną- zaproponował
-niby dlaczego
miałabym to zrobić?-spytałam odwracając się do niego. On podszedł do
mnie i przejechał od góry do dołu po mojej gołej ręce
-bo pada deszcz,
zaraz się ściemni, będziesz chora, nie wiesz gdzie jesteś- zasypał mnie
masą argumentów
-przekonałeś mnie-delikatnie się uśmiechnełam co
odwzajemnił.
-choć-wizą mnie za rękę ale mu się wyrwałam. Nie dał za
wygraną i objął mnie w pasie. Przybliżył mnie do siebie przez co czułam
niesamowite ciepło. Dobrze ponieważ jest już chłodno a ja mam sukienkę z
krótkim rękawkiem.
-a tam w ogolę jestem Margaret- szepnęłam Doszliśmy
do wielkiego zamku otworzył drzwi do bramy. Zaprosił mnie ręką do
środka. Weszłam ale z obawami. Moim oczom ukazał się piękny ogród. Na
100% urządzany przez projektanta. Znów chwycił mnie w taki i zaprowadził
pod drzwi, otworzył je. Przepuścił mnie w drzwiach a po chwili już
ściągałam szpilki z nóg. Od razu lepiej
-dam ci moją koszule to się wykąpiesz- uśmiechną się. Ja ino przytaknęłam. Wziął mnie za rękę i
zaprowadził do góry, wziął z szafki podkoszulek i mi go wręczył.
Zaprowadził do łazienki a z górnej półki wyciągną ręcznik i mi go
dał.
-dzięki- powiedziałam niepewnie
-nie ma za co- znów obdarował mnie
swoim uśmiechem. Wyszedł a ja zamknęłam drzwi na klucz. Zdjęłam mokrą sukienkę i górną część bielizny. Na szczęście dolna część była sucha. Ściągnęłam ją weszłam pod prysznic. Zamknęłam oczy a przed nimi miałam
widok Alexa w trumnie. Łuzy zmieszały się z kroplami wody. Płakałam jak
oszalała. Nałożyłam na siebie żel prze sprawdzałam jak pachnie,
czekoladą. Mniam! Wykąpana ubrałam dolną część bielizny i koszule
Louisa. Mokre rzeczy położyłam na grzejniku. Przejrzała się w lustrze.
Makijażu rano nie robiłam bo wiedziałam że będę płakać. Oczy miałam
podpuchnięte a do tego cała blada. Wyszłam i zeszłam po schodach do
kuchni gdyż tam uprzedzał że będzie. Oparłam się o framugę patrząc jak
on robi kanapki. Wow! Myślałam że człowiek po-tatuowany, groźny nie
potrafi gotować. Widocznie nie ocenia się książki po okładce.
-ładnie
wyglądasz- powiedział patrząc na mnie. I w tedy sobie przypomniałam że stoję przed nieznanym mi chłopakiem w za dużej koszuli i koronkowej bieliźnie. Szybko ściągnęłam podkoszulek w duł na co się zaśmiał. Cała
oblałam się rumieńcami-a w rumieńcach jeszcze ładniej
-haha bardzo
śmieszne- powiedziałam sarkastycznie. Ściągając bardziej koszule.
-a czy
ja się śmieję?- podniósł mój podbródek do góry, tak abym patrzyłam na
niego. Zatopiłam się w jego tęczówkach. Poczułam jak jego ręka odciąga
moją od ściągania koszuli w duł koszuli. Mój oddech przyspieszył. Położyłam dłoń na
jego wyrzeźbionym torsie, by nie przysuwał się bliżej.-jesteś
głodna?
-nie-szepnęłam
-właśnie słyszę- zaśmiał się gdy zaburczało mi w
brzuchu. Wskazał ręką stół, zgodnie z życzeniem usiadłam a on podał talerz z górą kanapek i herbatę. Zrobiła wielkie oczy. Dużo tego-dasz
sobie rade
-że sama? Pogięło cie?-spytałam a on pokiwał głową-nie ma
szans nawet jednej setnej nie zjem
-chcesz się przekonać?-spytał
-no-
powiedziałam z cwaniackim uśmiechem
-to już- usiadł obok mnie i zaczął
karmić. Wybuchłam śmiechem i prawie bym spadła z krzesła gdyby nie to że
mnie złapał.
-żartujesz?- ledwo łapałam powietrze
-czy ja wyglądam jak
bym żartował?- podniósł brew
-no-wybuchła następną falą śmiechu.
-już
jedz-zgodnie z jego życzeniem wzięłam kanapkę po 2 odpadłam
-mam dość-
powiedziałam
-tak?-spytał i już chciał mnie karmić ale zatrzymałam jego
rękę
-nie proszę- zrobiłam kota ze shreka
-ja też- zrobił słodką minę
-ale
ja bardziej- nie wytrzymała i znowu zaczęłam się śmiać. Wszystko wróciło
Alex. Zrobiłam się smutna nagle z nieprzestającej się śmiać dziewczyny
powstała smutna i nie do życia dziewczyna.
-co się stało?- spytał
-nic po
prostu jak mnie zaczepiłeś to biegłam z pogrzebu mojego chłopaka i teraz wszystko wróciło- powiedziałam na skraju płaczu.
-hej nie płacz-przytulił
mnie. Nie wiedziałam czy to odwzajemnić ale jednak odwzajemniłam gest.-czas
spać
Zaniósł mnie do pokoju i położył na łóżku. Przykrył kołdrą i
powiedział
-jak coś to będę w pokoju obok
-dobrze- delikatnie się
uśmiechnełam i zamknęła oczy. Za dużo wrażeń jak na jeden dzień.
_________________________
Witam!!! Mamy pierwszy rozdział. Jak wrażenia?
Super!! =) :) :p ;) :o
OdpowiedzUsuń