piątek, 2 maja 2014

3. Prawdziwe "ja"...

Szliśmy do szkoły w boskich nastrojach. No tak na pół godziny bo potem wszyscy zaczęli mi o nim przypominać. Zaczęłam się zastanawiać co miał znaczyć ten sen? W sumie czy wszystkie sny muszą coś znaczyć? Dobra nie zaprzątam sobie tym głowy no bo po co skoro i tak to nic nie do? Do szkoły podjechały 5 samochody. Ale takie ful wypas. Wszystkie pary oczu zwróciły się w tamtą stronę i zobaczyłam "przystojniaka" naszej szkoły- Harrego. Z drugiego samochodu wysiadł Louis! 
-a nie mówiłam- Joanna powiedziała swój stały monolog. Popatrzyłam na nią z przymrużonymi oczami i poprawiłam torbę na ramieniu. Spojrzałam w tym kierunku jeszcze raz i spotkałam się ze wzrokiem Louisa. Uśmiechną się co odwzajemniłam. Wrócił do rozmowy z mulatem a ja popatrzyłam na Andiego, który nie krył wściekłości. 
-on jest nie bezpieczny nie spotykaj się z nim- ostrzegł
-znacie go osobiście? Rozmawialiście z nim? Nie kurwa to się odwalcie od niego- powiedziałam i chciałam wejść do szkoły ale koś staną mi na drodze. Spojrzałam w górę i zobaczyłam Louisa.
-o której kończysz?-spytał
-piętnasta- uśmiechnełam się
-a co masz ostatnie?- odwzajemnił gest
-WF- powiedziałam mniej entuzjastycznie
-przyjadę po ciebie zabieram cie gdzieś- poruszał brwiami
- no nie wiem nawet dnia się nie znamy- zrobiłam zamyśloną minę
-no to się prawie poznamy muszę lecieć- pocałował mnie w policzek i poszedł. Po moim karku przeszły przyjemne ciarki. Zaraz, zaraz czy on mnie pocałował? 
-co to było?- spytała moja przyjaciółka 
-buziak w policzek a tak na serio to nie wiem- zrobiłam zdezorientowaną minę
-przepraszam- Andy mnie przytulił co odwzajemniłam
-ja też- szepnęłam mu do ucha
-dobra dzieciaki pod klasę raz, w podskokach- poganiała nas Joanna
-ej! To że jesteś starsza o rok nie znaczy, że możesz się wymądrzać- powiedziałam zła
-mogę a tak w ogolę to za minute dzwonek- powiedziała patrząc na zegarek.
-to szybko- Andy wizą mnie za rękę i pobiegliśmy na 3 piętro. W porę zdążyliśmy.

Nadeszła lekcja WF, ani jednego przyjaciela tylko znienawidzony nauczyciel. Przebrałam się w strój gimnastyczny, ubrałam buty do ćwiczeń i pobiegłam na zbiórkę. Pan David po sprawdzeniu obecności kazał wsiąść piłkę do koszykówki. Nie nawadze jej. Mój wzrost tego nie ułatwia. Oczywiście ja musiałam trafić do najgorszej drożyny i jako pierwsi gramy. Gdy próbowałam wrzucić piłkę do kosza ktoś podstawił mi nogę i upadłam. Skuliłam się z nieprawdopodobnym bólem kostki. 
- Margaret wszystko w porządku?- spytała jedna z dziewczyn
-boli- szepnęłam
-zaprowadźcie ją do higienistki- powiedział oschle nauczyciel. Emyli,bo tak miała na imię, pomogła mi wyjść po schodach bo kulałam. Kiedy staliśmy obok drzwi wyjściowych, otworzyły się, popatrzyliśmy się w tamtą stronę a tam Louis. Uśmiechnęłam się blado a on podszedł.
-co ci się stało?- spytał
- wypadek na lekcji-odpowiedziałam
-a dokładniej?- dopytywał się
-Katy podłożyła jej nogę- wtrąciła się Emyli
- o ta szuja! Wiedziałam że ktoś mi podłożył nogę ale że ona?- powiedziałam zła
- zgaduje że idziecie do higienistki. Pomogę- wziął mnie jak pannę młodą. Dosłownie 3 metry dalej otworzyliśmy drzwi do gabinetu. 
-dzień dobry Margaret. Coś ostatnio często się widzimy- pielęgniarka uśmiechała się 
-ostatnio mamy koszykówkę na WFie- uśmiechnełam się
-to wszystko tłumaczy- umyła ręce. Louis położył mnie na łóżku, leżaku? Huj wie co to. Ja nigdy się tego nie domyśle. Wymacała mi całą kostkę i stwierdziła:
- nie jest złamana ani skręcona ale opuchlizna będzie ponieważ twoja kość jest bardzo bardzo stłuczona i jest narażona na złamanie. Ja bym to usztywniła i masz ją oszczędzać
-dobrze-przytaknęłam
-i nici z WF do końca miesiąca- dodała. Kocham ją!!! Włożyła coś i owinęła bandażem. Mówiła że nie ma sensu jechać do szpitala po gips bo to nie złamanie a usztywnienie to tak dla bezpieczeństwa. -dziękuje do widzenia- uśmiechnełam się- i nici z szpilek- powiedziałam gdy drzwi się zamknęły
-i tak ich nie nosiłaś- stwierdziła 
-co fakt to fakt- przyznałam
-dobra zwolnię cię z reszty lekcji i zabieram cie- powiedział Louis trzymając mnie pod rękę
-a gdzie?- spytałam
-gdzieś na pewno- nie spostrzegłam się a doszliśmy do szatni
- przebież się a ja cię zwolnię
-ok- kuląc poszłam do szatni. Ubranie leginsów było najgorsze ale dałam sobie radę. Zresztą mojej nodze dużo nie przybyło na bandażu. U butów prawie sznurówki mi brakło bo tak ją rozciągnęłam Wyszłam a o ścianę opierał się Louis.
-gotowa?- spytał 
- no-powiedziałam 
- to choć- znów wizą mnie pod ramię i zaprowadził pod same drzwi samochodu.
- a dowiem się gdzie jedziemy?- spytałam
-najpierw do mnie a potem zobaczysz- wyszczerzył się. Posłusznie wsiadłam do samochodu i byłam gotowa do drobi. Gdy Louis wszedł do pojazdu zadzwonił do niego telef
-muszę odebrać-powiedział
-spoko- wzruszyłam ramionami
-no co stary... no nie za bardzo ale mów... coś ty się znowu wpakował... to załatw chłopaków od czarnej roboty i zlikwidują trupa... jak to nie jednego poszczeliłeś?... idiota dobra kończę. Załatw tych chłopaków pa- rozłączył się. Czy on powiedział „zlikwidują trupa” ,„jak to nie jednego poszczerbiłeś". Nie przesłyszałam się. Na pewno się przesłyszałam. A morze Joanna miała rację? Nie to nie możliwe. Chociaż. Przecież wiesz że ktoś zabił ludzi, i to kumpel Louisa- odezwała się moja podświadomość
- gotowa do drogi?- spytał
-nom. Ale powiedz gdzie jedziemy?- prosiłam
-gdzieś na pewno- uśmiechną się
-no ale proszę- zrobiłam słodkie oczka
-nie-odpowiedział i ruszyliśmy z parkingu. Sypko znaleźliśmy się przed dobrze znanym mi budynkiem szypo ,jak na moją nieszczęsną nogę, znaleźliśmy się w środku.
-dobra posiekaj tu, zaraz wracam- zaprowadził mnie do salonu. Usiadłam na sofie a 10 minut później pojawił się Louis. 
-łap- rzucił mi bluzę
- po co mi to?- spytałam
-ciekawość to pierwszy stopień do piekła- pomógł mi wstać
-czyli niczego się nie dowiem?- spytałam
-dowiesz się, że wrócisz późno- uśmiechną się
-a ok to murze napisać do Andiego. Jeszcze mi na zawał padnie- powiedziałam podchodząc do auta. Wsiadłam a z torby wyciągnęłam mój telefon szypo napisałam SMS
 15. 10
Do: Andy *.*
Wrócę wieczorem nie czekajcie na mnie xM
Nie musiałam długo czekać na odpowiedź
 15.11
Od: Andy *.*
Jak jesteś z nim to powiedz mu, że jak ci się coś stanie to zabije XD 
- Louis, Andy uprzedza że jak mi się coś stanie to zabije cie. 
-zapamiętam- powiedział patrząc na drogę-a i trzymaj się mnie dobra?
-spoko nigdzie mi się nie śni iść. A z resztą jak? Z tym czymś na nodze daleko nie zajdę-zaśmiałam się
-no obawiam się że byś spadła.-na moment spojrzał na mnie. Dojechaliśmy na obrzeża L.A . Louis zaparkował pod starym magazynem gdzie było dużo samochodów. Założyłam bluzę gdyż już czułam chłód- pewnie się zastanawiasz dlaczego cię tu zabrałem. Otóż odpowiedź jest prosta, każdy pewnie mówił ci jaki jestem
-ale ja w to nie wieże bo wiem jak się przy mnie zachowujesz. I chociaż znamy się dzień wiem że nic mi nie zrobisz-wtrąciłam się
-no i to jest prawda ale ja na serio biorę udział w akcjach. Nie zabijam zbytnio ludzi ale jak trzeba to muszę. Mam nadzieje, że teraz nie zerwiesz znajomości bo jestem przestępcą- popatrzył mi w oczy.
 -Louis znamy się zbyt krótko bym mogła cię osądzać- powiedziałam a na jego ustach pojawił się uśmiech.
-czyli nie boisz się mnie?-spytał z niedowierzaniem
-na razie nie- szepnęłam a on mnie przytulił. Odwzajemniłam niepewnie gest.
-to choć- wyszedł a potem pomógł mi. Weszliśmy tam i zobaczyłam tłum- to jest mój świat
-ok- powiedziałam z minimalnym strachem. Kogo ty chcesz oszukać- odezwało się moje sumienie.
-nie bój się- objął mnie w tali i przybliżył do siebie. Nie ufam mu. 
-Louis szybciej- przed nami pokazał się mulat z którym rano rozmawiał
- no idę, idę- powiedział i podeszliśmy do nich. Przybliżyłam się bardziej a on wzmocnił uścisk. Wiedział że się boje. Czułam to.
 -dobra a więc widzisz tego gościa to on- pokazał na jakiegoś chłopaka.
-ok to załatwcie tę faorsę i po sprawie- powiedział bez stresowo Louis. Owinęłam ręce woku jego tali.
-cześć Margaret- powiedziała do mnie
-cześć. Z kąt wież jak mam na imię?-spytałam
-to ja zaraz wracam- powieszał Louis i się gdzieś zmył
-dzisiaj rano Louis mi o tobie opowiadał- podrapał się po karku
-ok- uśmiechnełam się
-mogłabyś być modelka- wypalił
-dlaczego tak sądzisz?-spytałam z podniesionymi brwiami
-ładna jesteś po prostu- skomplementował mnie przez co oblałam się czerwienią. Rumieńce!!!
***POV Louis***
-na pewno ten plan wypali- spytał Harry
-pewnie- mówiłem patrząc na Margaret. Przygryzłem wargę, śliczne jej w moich rzeczach 
-pamiętaj że nie dawno jej chłopak zginą, jest delikatna- ostrzegł jak bym był debilem 
-no wiem halo przecież wiesz jaka jest sytuacja- poparzyłem na niego jak na debila
-no wiem choć do nich- powiedział i ruszyliśmy w ich stroną. 
***POV Margaret***
Po 15 minutowej rozmowie stwierdzam, że Zayn (bo tak ma na imię) jest miły. Czułam na sobie czyiś wzrok. Zaczęłam się rozglądać poszukując tego ktosia. Okazał się nim ten o którym rozmawiał Louis z Zaynem.
-jesteśmy-za sobą usłyszałam znajomy głos. Popatrzyłam się za siebie i spotkałam ze wzrokiem Louisa. -Louis bo ten gościu nie może oderwać ode mnie oczu- powiedziałam
-który?- spytał zły
-ten naprzeciwko ringu w skórzanej kurtce- szepnęła a Louis zaczął się rozglądać jak zobaczył że to o niego chodzi, zacisną pięść a na jego szyi było widać żyły
-spokojnie Louis zaraz idziemy tam z Niallem to mu najwyżej dokopiemy- powiedział Harry? Kurwa z jakiego kosmosu on się tu wziął? 
-dobra choć wracamy bo jeszcze spuszczę cie z oka i porwie cie- powiedział
-czekaj- powiedziałam i przyjrzałam się mu dokładniej.- ja go znam nieraz go wadziłam z Alexem
-na pewno?-spytał 
-tak- popatrzyłam na niego
-to Louis nie masz czego żałować- powiedział Zayn i poszedł z Harrym. Louis objiął mnie w tali przybliżając bliżej siebie. Wyszliśmy z tłumu a w dodatku na zewnątrz i strasznie było mi zimno. Wskazywały na to ciarki. 
-zimno ci-stwierdził. Przytulił mnie bardziej i zaprowadził do auta, pomógł wsiąść.
-już włączyłem ogrzewanie
-ok- uśmiechnełam się. Wyciągnęłam telefon i zobaczyłam 10 nieodebranych połączeń od Joanna i 2 od Anodiego. Jeden mądry. A do tego 5 wiadomości od mojej przyjaciułki. Przeczytałam parę i w szybkich pisało, że mam wracać, że się martwi, że mnie udusi.
-mm nadopiekuńczą przyjaciółkę-odezwałam się
-bo?-spytał
-10 nieodebranych połączeń i 5 wiadomości- popatrzyłam na niego
-jak mój kumpel- uśmiechną się
-no popatrz- odwzajemniłam gest
-to trzeba odwieźć cię do domu. Mama się martwi- zaśmiał się
-lepiej bym tego nie ujęła-zaśmiałam się. Louis odwiózł mnie do domu podziękowałam i chciałam oddać bluzę ale powiedział, że jeszcze będziemy się widzieć to mu ją oddam. Weszłam do domu a z góry zbiegła "mama".
-wiesz jak się o ciebie martwiłam!- krzyknęła
-pisała SMS- powiedziałam ściągając buty.-pomożesz mi wyjść na górę
-no jasne a co ci się stało?-spytała
-na Wf mi Katy nogę podłożyła- moja kwaśna mina. I <3 moje miny.
_____________________________________________________________

Przepraszam że tak długo ale mam konkurs i muszę się nauczyć 8 kartek. Do tego prawie kostke złamałam i mnie nieźle boli. Przepraszam ;(

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz