Szliśmy do szkoły w boskich nastrojach. No tak na pół
godziny bo potem wszyscy zaczęli mi o nim przypominać. Zaczęłam się
zastanawiać co miał znaczyć ten sen? W sumie czy wszystkie sny muszą coś
znaczyć? Dobra nie zaprzątam sobie tym głowy no bo po co skoro i tak to
nic nie do? Do szkoły podjechały 5 samochody. Ale takie ful wypas. Wszystkie pary oczu zwróciły się w tamtą stronę i zobaczyłam
"przystojniaka" naszej szkoły- Harrego. Z drugiego samochodu wysiadł
Louis!
-a nie mówiłam- Joanna powiedziała swój stały monolog.
Popatrzyłam na nią z przymrużonymi oczami i poprawiłam torbę na
ramieniu. Spojrzałam w tym kierunku jeszcze raz i spotkałam się ze
wzrokiem Louisa. Uśmiechną się co odwzajemniłam. Wrócił do rozmowy
z mulatem a ja popatrzyłam na Andiego, który nie krył wściekłości.
-on
jest nie bezpieczny nie spotykaj się z nim- ostrzegł
-znacie go
osobiście? Rozmawialiście z nim? Nie kurwa to się odwalcie od niego-
powiedziałam i chciałam wejść do szkoły ale koś staną mi na drodze. Spojrzałam w górę i zobaczyłam Louisa.
-o której
kończysz?-spytał
-piętnasta- uśmiechnełam się
-a co masz ostatnie?-
odwzajemnił gest
-WF- powiedziałam mniej entuzjastycznie
-przyjadę po
ciebie zabieram cie gdzieś- poruszał brwiami
- no nie wiem nawet dnia się
nie znamy- zrobiłam zamyśloną minę
-no to się prawie poznamy muszę
lecieć- pocałował mnie w policzek i poszedł. Po moim karku przeszły
przyjemne ciarki. Zaraz, zaraz czy on mnie pocałował?
-co to było?-
spytała moja przyjaciółka
-buziak w policzek a tak na serio to nie wiem-
zrobiłam zdezorientowaną minę
-przepraszam- Andy mnie przytulił co
odwzajemniłam
-ja też- szepnęłam mu do ucha
-dobra dzieciaki pod klasę
raz, w podskokach- poganiała nas Joanna
-ej! To że jesteś starsza o rok
nie znaczy, że możesz się wymądrzać- powiedziałam zła
-mogę a tak w ogolę
to za minute dzwonek- powiedziała patrząc na zegarek.
-to szybko- Andy wizą mnie za rękę i pobiegliśmy na 3 piętro. W porę zdążyliśmy.
Nadeszła
lekcja WF, ani jednego przyjaciela tylko znienawidzony nauczyciel. Przebrałam się w strój gimnastyczny, ubrałam buty do ćwiczeń i
pobiegłam na zbiórkę. Pan David po sprawdzeniu obecności kazał wsiąść piłkę do koszykówki. Nie nawadze jej. Mój wzrost tego nie ułatwia.
Oczywiście ja musiałam trafić do najgorszej drożyny i jako pierwsi
gramy. Gdy próbowałam wrzucić piłkę do kosza ktoś podstawił mi nogę i
upadłam. Skuliłam się z nieprawdopodobnym bólem kostki.
- Margaret wszystko w porządku?- spytała jedna z dziewczyn
-boli- szepnęłam
-zaprowadźcie ją do higienistki- powiedział
oschle nauczyciel. Emyli,bo tak miała na imię, pomogła mi wyjść po
schodach bo kulałam. Kiedy staliśmy obok drzwi wyjściowych, otworzyły
się, popatrzyliśmy się w tamtą stronę a tam Louis. Uśmiechnęłam się blado
a on podszedł.
-co ci się stało?- spytał
- wypadek na lekcji-odpowiedziałam
-a dokładniej?- dopytywał się
-Katy podłożyła jej nogę- wtrąciła się Emyli
- o ta szuja! Wiedziałam że ktoś mi podłożył nogę ale że ona?- powiedziałam zła
- zgaduje że idziecie do higienistki. Pomogę- wziął mnie jak pannę młodą. Dosłownie 3 metry dalej otworzyliśmy drzwi do gabinetu.
-dzień dobry Margaret. Coś ostatnio często się widzimy- pielęgniarka uśmiechała się
-ostatnio mamy koszykówkę na WFie-
uśmiechnełam się
-to wszystko tłumaczy- umyła ręce. Louis położył mnie na łóżku, leżaku? Huj wie co to. Ja nigdy się tego nie domyśle. Wymacała mi
całą kostkę i stwierdziła:
- nie jest złamana ani skręcona ale
opuchlizna będzie ponieważ twoja kość jest bardzo bardzo stłuczona i
jest narażona na złamanie. Ja bym to usztywniła i masz ją oszczędzać
-dobrze-przytaknęłam
-i nici z WF do końca miesiąca- dodała.
Kocham ją!!! Włożyła coś i owinęła bandażem. Mówiła że nie ma sensu jechać do szpitala po gips bo to nie złamanie a usztywnienie to tak dla
bezpieczeństwa. -dziękuje do widzenia- uśmiechnełam się- i nici z
szpilek- powiedziałam gdy drzwi się zamknęły
-i tak ich nie nosiłaś-
stwierdziła
-co fakt to fakt- przyznałam
-dobra zwolnię cię z reszty
lekcji i zabieram cie- powiedział Louis trzymając mnie pod rękę
-a
gdzie?- spytałam
-gdzieś na pewno- nie spostrzegłam się a doszliśmy do
szatni
- przebież się a ja cię zwolnię
-ok- kuląc poszłam do szatni.
Ubranie leginsów było najgorsze ale dałam sobie radę. Zresztą mojej
nodze dużo nie przybyło na bandażu. U butów prawie sznurówki mi brakło
bo tak ją rozciągnęłam Wyszłam a o ścianę opierał się Louis.
-gotowa?-
spytał
- no-powiedziałam
- to choć- znów wizą mnie pod ramię i
zaprowadził pod same drzwi samochodu.
- a dowiem się gdzie jedziemy?-
spytałam
-najpierw do mnie a potem zobaczysz- wyszczerzył się. Posłusznie
wsiadłam do samochodu i byłam gotowa do drobi. Gdy Louis wszedł do pojazdu zadzwonił do niego telef
-muszę odebrać-powiedział
-spoko-
wzruszyłam ramionami
-no co stary... no nie za bardzo ale mów... coś ty
się znowu wpakował... to załatw chłopaków od czarnej roboty i zlikwidują
trupa... jak to nie jednego poszczeliłeś?... idiota dobra kończę.
Załatw tych chłopaków pa- rozłączył się. Czy on powiedział „zlikwidują
trupa” ,„jak to nie jednego poszczerbiłeś". Nie przesłyszałam się. Na
pewno się przesłyszałam. A morze Joanna miała rację? Nie to nie możliwe.
Chociaż. Przecież wiesz że ktoś zabił ludzi, i to kumpel Louisa-
odezwała się moja podświadomość
- gotowa do drogi?- spytał
-nom. Ale powiedz gdzie jedziemy?- prosiłam
-gdzieś na pewno- uśmiechną się
-no ale proszę- zrobiłam słodkie oczka
-nie-odpowiedział i ruszyliśmy z parkingu. Sypko znaleźliśmy się przed dobrze znanym mi budynkiem szypo ,jak na
moją nieszczęsną nogę, znaleźliśmy się w środku.
-dobra posiekaj tu, zaraz
wracam- zaprowadził mnie do salonu. Usiadłam na sofie a 10 minut później
pojawił się Louis.
-łap- rzucił mi bluzę
- po co mi to?-
spytałam
-ciekawość to pierwszy stopień do piekła- pomógł mi wstać
-czyli
niczego się nie dowiem?- spytałam
-dowiesz się, że wrócisz późno- uśmiechną się
-a ok to murze napisać do Andiego. Jeszcze mi na zawał
padnie- powiedziałam podchodząc do auta. Wsiadłam a z torby wyciągnęłam mój telefon szypo napisałam SMS
15. 10
Do: Andy *.*
Wrócę wieczorem nie czekajcie na mnie
xM
Nie musiałam długo czekać na odpowiedź
15.11
Od: Andy *.*
Jak jesteś z nim to powiedz mu,
że jak ci się coś stanie to zabije XD
- Louis, Andy uprzedza że jak mi się coś stanie to zabije cie.
-zapamiętam- powiedział patrząc na drogę-a i
trzymaj się mnie dobra?
-spoko nigdzie mi się nie śni iść. A z resztą
jak? Z tym czymś na nodze daleko nie zajdę-zaśmiałam się
-no obawiam się
że byś spadła.-na moment spojrzał na mnie. Dojechaliśmy na obrzeża L.A . Louis zaparkował pod starym
magazynem gdzie było dużo samochodów. Założyłam bluzę gdyż już czułam chłód- pewnie się zastanawiasz dlaczego cię tu zabrałem. Otóż odpowiedź
jest prosta, każdy pewnie mówił ci jaki jestem
-ale ja w to nie wieże bo
wiem jak się przy mnie zachowujesz. I chociaż znamy się dzień wiem że
nic mi nie zrobisz-wtrąciłam się
-no i to jest prawda ale ja na serio biorę udział w akcjach. Nie zabijam zbytnio ludzi ale jak trzeba to muszę. Mam nadzieje, że teraz nie zerwiesz znajomości bo jestem przestępcą-
popatrzył mi w oczy.
-Louis znamy się zbyt krótko bym mogła cię osądzać- powiedziałam a na jego ustach pojawił się uśmiech.
-czyli nie
boisz się mnie?-spytał z niedowierzaniem
-na razie nie- szepnęłam a on
mnie przytulił. Odwzajemniłam niepewnie gest.
-to choć- wyszedł a potem pomógł mi. Weszliśmy tam i zobaczyłam tłum- to jest mój świat
-ok-
powiedziałam z minimalnym strachem. Kogo ty chcesz oszukać- odezwało się
moje sumienie.
-nie bój się- objął mnie w tali i przybliżył do siebie.
Nie ufam mu.
-Louis szybciej- przed nami pokazał się mulat z którym rano
rozmawiał
- no idę, idę- powiedział i podeszliśmy do nich. Przybliżyłam
się bardziej a on wzmocnił uścisk. Wiedział że się boje. Czułam to.
-dobra a
więc widzisz tego gościa to on- pokazał na jakiegoś chłopaka.
-ok to
załatwcie tę faorsę i po sprawie- powiedział bez stresowo Louis. Owinęłam
ręce woku jego tali.
-cześć Margaret- powiedziała do mnie
-cześć. Z kąt
wież jak mam na imię?-spytałam
-to ja zaraz wracam- powieszał Louis i się
gdzieś zmył
-dzisiaj rano Louis mi o tobie opowiadał- podrapał się po
karku
-ok- uśmiechnełam się
-mogłabyś być modelka- wypalił
-dlaczego tak
sądzisz?-spytałam z podniesionymi brwiami
-ładna jesteś po prostu- skomplementował mnie przez co oblałam się czerwienią. Rumieńce!!!
***POV Louis***
-na
pewno ten plan wypali- spytał Harry
-pewnie- mówiłem patrząc na Margaret.
Przygryzłem wargę, śliczne jej w moich rzeczach
-pamiętaj że nie dawno jej chłopak zginą, jest delikatna- ostrzegł jak bym był debilem
-no wiem halo
przecież wiesz jaka jest sytuacja- poparzyłem na niego jak na debila
-no
wiem choć do nich- powiedział i ruszyliśmy w ich stroną.
***POV
Margaret***
Po 15 minutowej rozmowie stwierdzam, że Zayn (bo tak ma na
imię) jest miły. Czułam na sobie czyiś wzrok. Zaczęłam się rozglądać
poszukując tego ktosia. Okazał się nim ten o którym rozmawiał Louis z
Zaynem.
-jesteśmy-za sobą usłyszałam znajomy głos. Popatrzyłam się za
siebie i spotkałam ze wzrokiem Louisa. -Louis bo ten gościu nie może
oderwać ode mnie oczu- powiedziałam
-który?- spytał zły
-ten naprzeciwko
ringu w skórzanej kurtce- szepnęła a Louis zaczął się rozglądać jak
zobaczył że to o niego chodzi, zacisną pięść a na jego szyi było widać
żyły
-spokojnie Louis zaraz idziemy tam z Niallem to mu najwyżej
dokopiemy- powiedział Harry? Kurwa z jakiego kosmosu on się tu wziął?
-dobra choć wracamy bo jeszcze spuszczę cie z oka i porwie cie-
powiedział
-czekaj- powiedziałam i przyjrzałam się mu dokładniej.- ja go
znam nieraz go wadziłam z Alexem
-na pewno?-spytał
-tak- popatrzyłam na
niego
-to Louis nie masz czego żałować- powiedział Zayn i poszedł z
Harrym. Louis objiął mnie w tali przybliżając bliżej siebie. Wyszliśmy z
tłumu a w dodatku na zewnątrz i strasznie było mi zimno. Wskazywały na to
ciarki.
-zimno ci-stwierdził. Przytulił mnie
bardziej i zaprowadził do auta, pomógł wsiąść.
-już włączyłem
ogrzewanie
-ok- uśmiechnełam się. Wyciągnęłam telefon i zobaczyłam 10
nieodebranych połączeń od Joanna i 2 od Anodiego. Jeden mądry. A do tego 5
wiadomości od mojej przyjaciułki. Przeczytałam parę i w szybkich pisało,
że mam wracać, że się martwi, że mnie udusi.
-mm nadopiekuńczą przyjaciółkę-odezwałam się
-bo?-spytał
-10 nieodebranych połączeń i 5
wiadomości- popatrzyłam na niego
-jak mój kumpel- uśmiechną się
-no popatrz-
odwzajemniłam gest
-to trzeba odwieźć cię do domu. Mama się martwi-
zaśmiał się
-lepiej bym tego nie ujęła-zaśmiałam się. Louis odwiózł mnie
do domu podziękowałam i chciałam oddać bluzę ale powiedział, że jeszcze
będziemy się widzieć to mu ją oddam. Weszłam do domu a z góry zbiegła
"mama".
-wiesz jak się o ciebie martwiłam!- krzyknęła
-pisała SMS-
powiedziałam ściągając buty.-pomożesz mi wyjść na górę
-no jasne a co ci
się stało?-spytała
-na Wf mi Katy nogę podłożyła- moja kwaśna mina. I <3 moje miny.
_____________________________________________________________
Przepraszam że tak długo ale mam konkurs i muszę się nauczyć 8 kartek. Do tego prawie kostke złamałam i mnie nieźle boli. Przepraszam ;(
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz