5. Biegłam po chodniku. Biegiem dokąd mnie nogi niosą ale wiem do kąt prowadzi ta droga- zamek
Louisa. Zadzwoniłam do bramy i po chwili usłyszałam jak drzwi wydają
znak że są otwarte. Weszłam na posesję szybko zamykając drzwi. Pobiegłam
w stronę drzwi w których stał Louis. Przytuliłam się do niego i
rozpłakałam. Louis zamkną drzwi i wizą mnie na ręce.
-co się
stało?-spytał. Mi jakaś siła kazała powiedzieć:
-ktoś mnie gonił
-kto
widziałaś twarz?- spytał
-nie- szepnęłam a on położył mnie na łóżku.
-już
kochanie spokojnie-wtulił mnie do swojego torsu. Nagle znowu film się
urwał a ja stałam w białej przestrzeni przede mną stał Alex. Dokładnie tak
samo wyglądał jak w poprzednich snach.
-kłamie- powiedział przez
zaciśnięte zęby
-Alex kto? Powidz tylko kto- szepnęłam z łuzami w oczach.
Miałam nadzieje że mi powie
-kłamie-powtórzył
-kochane kto kłamie- po
moich policzkach spływały łuzy. On chciał się do mnie zbliżyć ale nie mógł coś go trzymało w jednym miejscu.
-on-wyszeptał i znikną.
-Margaret
obuć się- z snu próbowała wybudzić mnie Joanna. Otworzyłam oczy i jak
poparzona wleciałam w jej ramiona.
-ci! To tylko zły sen. Nie płacz wszystko będzie dobrze. Co ci się śniło?-spytała
-już 3 noc z rzędu. Od kąt poznałam Louisa cały
czas śni mi się on i Alex. On wyglądał dokładnie tak jak w szpitalu.-
rozpłakałam się
-odkąd poznałaś Louisa?-spytała
-no tak- przytaknęła.
*** POV Louis***
Obudziłem się i położyłem laptop na kolana poklikałem i
już widziałem Margaret jak tak dalej pójdzie to ją przelecę. Pięknie
wygląda w tych krótkich-krótkich spodenkach. Boże jakie ona ma nogi a
jaki tyłek. Postanowiłem do niej zadzwonić po 2 sygnałach
odebrała
-hej- usłyszałem jej melodyjny głos
-hej to o której mam po
ciebie przyjechać?- spytałem
-o 25, 30 lutego- powiedziała
-ok to będę za
10 min- nie czekając na jej odpowiedź rozłączyłem się i pobiegłem do
samochodu. Może jeszcze nie przebierze tych spodenek.
***POV Margaret***
Czy on zawsze musi stawiać na swoim? Poszła
do garderoby i szybko znalazłam jakieś ciuchy i się przebrałam. Zrobiłam
makijaż i uczesałam wysokiego koka.
-a ty gdzie się wybierasz? Nie mów
że do szkoły- przestraszyła mnie "mama"
-chciała ale Louis powiedział że
nie pójdę tak do szkoły i zabiera mnie do siebie- powiedziałam obawiając
się je reakcji
-nie sądziłam że to powiem ale ma racje- uśmiechnęła się i
wyszła zaraz po niej ja i zeszłam na dół prawie usłyszałam że ktoś
wjechał na podjazd. Poprawiłam torebkę i wyszłam z domu uprzedzając wszystkich. Louis wysiadł z samochodu i pomógł mi dojść choć to nie było
potrzebne.
-to odwieziesz mnie do szkoły?- wystawiłam ząbki
-nie do mnie
do domu- zrobił to samo
-będę płakać- powiedziałam niby obrażona.
-nie
płacz i tak nie masz książek-stwierdził
-bo mi Joanna nie pozwoliła. Do
tego zgodziła się na twój pomysł. Co graniczyło i graniczy z cudem-
zdziwiłam się
- ma się to coś- zaśmiał się i skręcił w ulice gdzie
mieszkał
-szkoda że ja nie mam tego czegoś-popatrzyła za okno
-masz, masz-
powiedział
-ta gdzie? Nie widzę- zaczęłam siebie oglądać
-ej mała, mała-
powiedział i pomógł wysiąść. Weszliśmy do domu i po ściągnięciu butów,
skierowaliśmy się do salonu.
-pięknie ci w gipsie- uśmiechną się
-wmawiaj
sobie- skarciłam go wzrokiem
-na prawdę, chcesz coś do picia?-spytał
-nie
dzięki- zrobiłam ogromnego "banana"
-to co robimy?- usiadł obok mnie
-no
nie wiem możemy tak pojechać do mnie do szkoły- uśmiechnełam się
zadziornie
-mam lepszy pomysł. Film- jego entuzjazm w głosie
-i tak mój pomysł był lepszy ale ten jest niezły- zaśmiałam się
-to co oglądamy?-spytał
-nie wiem wybieraj- wzruszyłam ramionami
***POV
Louis***
I jaki fil mamy obejrzeć. Musze ją do siebie zbliżyć. Romansideł nie będę oglądać. Myśl Louis
myśl. WIEM! Horror! Wybrałem płytę z podobno najstraszniejszy horrorem
ja nic strasznego w tym nie widzę ale ok. Usiadłem obok niej na kanapie
gdy film się znaczą.
-co wybrałeś?- spytała
-horror-powiedziałem a jej
źrenice się powiększyły.-nie bój się jakby co to jestem obok- uśmiechnąłem się
-ja się nie boje- powiedziała i twardo oglądała. Gdy główna bohaterka wchodziła do pomieszczenia gdzie czkała na nią
śmierć, Margaret wydarła się żeby tego nie robiła bo umrze. Gdy weszła i
dostała siekierą w łep to Margaret schowała się w moją klatkę. O to chudziło.
-wyłączyć?- spytałem ciągnąc ją do siebie.
-nie ten film jest
ok- powiedziała i oglądała dalej ale nie oderwała się ode mnie. Czasami
chwała wzrok w mój podkoszulek. Louis jesteś geniuszem!
-i jak ci się
film podobał?- spytałem
-był wspaniały- powiedziała zamyślona
-połowę
filmu chowałaś głowę w moją klatkę- stwierdziłem- no chyba że ona jest
wspaniała
-nie schlebiaj sobie- wystawiła mi język
-ale to czysta prawda- wyszczerzyłem się
-tak, tak- powiedziała z ironią
-sugerujesz coś-spytałem.
-ja ależ z kąt- przyłożyła sobie rękę do piersi.
-a mi się wydaje że
jednak tak- zacząłem ją łaskotać. Po sekundzie siedziałem na niej
okrakiem a ona ze śmiechu nie mogła nic powiedzieć.
-proszę- krzyknęła
pomiędzy napadami śmiechu
-o co?- spytałem
-przestań- krzyknęła
-a co będę z
tego miał- spytałem trzymając jej ręce i zbliżyłem moją twarz do jej
czułem jej oddech. -moją wdzięczność- te słowa wypłynęły z jej malinowych ust. Ile ona może nimi zrobić... Louis stop! Opanuj się
-trochę mało- wyszeptałem
-zrobię naleśniki- zaproponowała
-a na to mogę się zgodzić-uśmiechnąłem się. Zeszedłem z niej i usiadłem
obok.
-muszę zrobić te naleśniki?-spytała
-nom chyba że chcesz jeszcze
łaskotek- zagroziłem a ona energicznie pokiwała głową, że nie.
***POV
Margaret***
Zgodnie z obietnicą zrobiłam te naleśniki. Zjedliśmy a potem
Louis włożył wszystko do zmywarki. Gdy usiedliśmy na kanapie zadzwonił
jego telefon.
-Niall- powiedziała i wyszedł z pokoju. No to teraz
przyszedł czas na rozejrzenie się po pokoju. Ściany biało szare. Jedna
ogromna ściana z ogromnymi oknami i wyjściem na taras. Można to zasłonić
białymi storami. Kanapy skażane czarne z dodatkiem białych poduszek.
Na ścianie widnieje foto-tapeta Londynu. A na ścianie przede mną
bio-kominek a nad nim telewizor. Na środku szary włochaty dywan i mały
stolik kawowy. Nieźle się urządził ale dla mnie mało kolorów. To samo w
kuchni biało czarne meble ale limonkowe ściana. Przynajmniej tyle. Louis
musiał skończyć rozmowę bo wrócił ale zdenerwowany. A już było tak miło.
Przeskoczył kanapę i usiadł obok mnie
-zaraz chłopcy przyjadą małe
problemy z Harrym- próbował udawać że wszystko w jak najlepszym porządku.
-ok spoko. Obejrzymy sobie horror tym razem zamiast w ciebie będę
się przytulać do innego- powiedziałam z udawanym podnieceniem na co
wybuchną śmiechem a ja zaraz za nim.
-nie akurat przytulać to tylko do
mnie - udawał obrażonego.
-oooo jak przykro- próbowałam stłumić śmiech.
-tak przykro- schował głowę w poduszkę
-no już nie fochaj jak małe
dziecko- prosiłam próbując zabrać mu poduszką- Louis no!
- a co będę z
tego mieć?-jego głos był stłumiony przez poduszkę
-naleśniki ci zrobię na obita- uśmiechnęłam się
-naleśniki na śniadanie obiad i święta-
powiedział Louis jak z reklamy
-a masz do tego jakieś ale?-postanowiłam
„zabić go własną bronią”- foch
-nie błagam Margaret nie obrażaj się-
prosił przytulając mnie
-a co będę z tego mieć?- spytałam
-nie wiem
wymyśl coś a co do mojego to chce masaż- ułsmiechną się
-jeszcze czego?-
powiedziałam zbulwersowana
-no proszę- zrobił słotnie oczka. I jak się
tu im oprzeć?
-ok- powiedziałam obracaj teatralnie oczami.Drzwi się otworzyły a za nich wyszła czwórka chłopaków ci którzy z Louisem przyjechali
pod szkołę.
-a ty nie w szkole?- spytał Louis Harrego
-nie chciało mi się
napiszesz usprawiedliwienie?-spytał z uśmiechem
-a mam inne wyjście?-
spytał
-nie bardzo- powiedział przepijając piątkę z Louisem. Nie lobię
go. Zawsze się ze mnie nabijał w szkole
-hej modelko- powiedział Zany
-hej
modelu- uśmiechnełam się. Po chwili wszyscy przywitali się TYLKO z
Louisem. Nie mnie tu w ogulę nie ma widzi mnie ino Zayn i Louis. Nie lobię ich.
-Chłopaki to jest Margaret Margaret to jest: Niall, Liam a
Harrrego już znasz. Chyba- przedstawił
-hej- uśmiechnełam się do pierwszej dwójki. Harrego nie lubię chyba wspominałam. Oni odpowiedzieli tym
samym.
-Louis dowiedzieliśmy się wszystkiego ale tu chodzi o Alexsa może
lepiej jakby Mrgaret tego nie słuchała- powiedział Liam? No chyba tak,
dobrze zbudowany brunet, z pięknymi brązowymi oczami. Tak to Liam.
-ej!
Nie nigdzie nie pójdę chce to słyszeć- powiedziałam zła
-Margaret ale tu
są rzeczy o których lepiej żebyś nie wiedziała- uprzedził Zayn
-ale chce
wiedzieć, zrozum. Tyle rzeczy przede mną ukrywał. Chce wiedzieć- mój głos
się łamał. Wszystkie wspomnienia wracają.
-dobra mówcie- rozkazał Louis.
Objął mnie w tali zmuszając do przybliżenia.
-Alex nie był
niewiniątkiem. Mordował ludzi na polecenie Maxa i groził. Mordował w sposób okrutny bo torturował. Sprzedawał narkotyki i przewoził je przez
granice. Często widziany był w burdelu- ostatnie zdanie Liam powiedział
szeptem. Po moim policzku nieopanowanie zaczęły spływać łuzy.
-ej mała
nie płacz- próbował pocieszyć mnie Zayn dając dziwne znaki do
Louisa.
-Margaret nie płacz- Louis mnie przytulił a ja schowałam głowę w
zagłębienie jego szyji
-czyli mnie okłamywał?- spytałam patrząc na
Liama
-tak- spuścił głowę- przykro mi
-chcesz iść spać?- spytał
Louis
-nie, mówcie dalej-powiedziałam ocierając łuzy. Mocno objęłam go w
pasie potrzebowałam wsparcia. -Max, to jest ten co ci się przyglądał i mówiłaś że często ich razem widziałaś-te słowa skierował do mnie a resztę ogólnie do wszystkich- pracował dla niego. W całym domu Maxa rozstawiłem kamery. Jego brat który przeją pałeczkę niczego nie znajdzie.
Tak dowiemy się więcej
-to teraz pozostaje czekać- powiedział bez emocji
Louis
-a i Louis pamiętasz jak cie napadła ta banda?-spytał Niall
-tych 10
zamaskowanych?- jego mięśnie się napięły
-no jednym z ich był Alex-
odpowiedział a ja już czułam jak złość w nim rośnie
-dlaczego to
zrobili?- spytałam zachrypniętym głosem
-my i oni to dwie różne gangi które się nienawidzą. Po prostu chcieli osłabić najsilniejszego-
powiedział Zayn a Louis uśmiechną się na jego komplement.
-aha a co by
zrobili ze mną jakbym się z wami spotykała a Alex by żył?- pewnie
zapytacie się dlaczego o to pytam. Czysta ciekawość.
-kurwa tobie dalej
coś grozi- powiedział oświecony Liam a Louis coś wyszeptał zrozumiałam
tylko że „plan nie...” a co dale to już inna beczka.
-a moim
przyjaciołom?- spytałam
-nie... chyba- powiedział zamyślony.
-co to
znaczy chyba?- przestraszona podniosłam się z miejsca
-nie bój się
sprawdzimy to ale ty jesteś bardziej narażona- powiedział Zayn i
popatrzył dziwnie na Louisa. On położył mnie na swojej klatce i zaczną masować ranę.
-nie bój się o nich- wyszeptał mi do ucha
-łatwo
powiedzieć nie wiadomo co mogą im zrobić- zaczęłam bawić się rękoma
-ale
ja wiem i dlatego bardzo się o ciebie martwię- mówił patrząc się na
Zayna do którego byłam obrócona tyłem. Wylądowało to tak jakby on mu mówił
co ma powiedzieć. Nagle mój telefon zadzwonił. Spojrzałam na ekran a tam
Andy. Spojrzałam przestraszona na Louia a on kazał odebrać.
-skarbie
jesteś dalej u Louisa?-spytał zdyszany a w tle słyszałam niespokojny
oddech Joanny
-tak a co się dzieje?- spytałam przestraszona
-nie ważne
niech cie nie spuszcza z oczu-rozkazał
-Andy gadaj!- krzyknęłam nie za
głośno
-jacyś ludzie nas gonili- powiedział w miarę
spokojnie
-kurwa-tylko na tyle było mnie stać
-ej mała spokojnie- próbował mnie uspokoić
-nie nie będę spokojna bo przed chwilą chłopcy mówi że grozi wam niebezpieczeństwo! Gdzie jesteście?- spłatam
-za
przestankiem- szepną
-zaraz przyjadę-powiedziałam i się rozłączyłam-ktoś ich gonił
-gdzie są- spytał Zayn
-za przestankiem obok szkoły-
powiedziałam a po moim policzku polecało stado łes.
-ej mała nie płacz
już po nich jedziemy- potarł moje ramię i poszli z Liamem. Zalałam się
szlochem a Louis mnie mocno przytulił. Pocierał moje plecy. Wziął mnie na
ręce i zaniósł do pokoju gdzie wcześniej spałam.
-prześpij się, jak
przyjadą to obudzę cię- szepną przykrywając mnie po sam nos.
-nie
chce-powiedziałam jak mała dziewczynka
-no proszę po twoich oczach widać, że jesteś zmęczona
-ale mnie obudzisz?- spytałam
-tak obudzę- puścił mi
oczko i wyszedł. Co prawda to prawda zmęczona byłam. Stypko zasnęłam.
***POV Louis***
Wyszedłem z pokoju i usłyszałem krzyki
dziewczyny.
-puść mnie kurwa bo zabije!- krzyknęła. Szybko zbiegłe na
dół.
-cicho bo Margaret tyle co zasnęła- powiedziałem zły. Nie chce żeby
się obudziła to wtulanie się we mnie a do tego płakanie w koszule. Nie
to nie dla mnie, dla mnie dziewczyna jest na jedną, jedyną nic nieznaczącą noc.
-jak byś mi powiedziała że jakaś małpa po mnie przyjedzie
to by mnie tu nie było. Wygrzewałabym się pod kołdrą i piłabym kawę-syknęła w stronę Liama. Dziwne Liam nad wszystkim zawsze panuje i
zawsze on jest tym dobrym (nie licząc Zayna)
-dobra już spokój do salonu i wszystko im wytłumaczyć ja muszę się napić- powiedziałam. Weszłam do
kuchni i wylągłem z lodówki piwo. Sybko je piłam. Poszedłem do salonu a
tam te przybłędy słuchały Zayna.
-i co wszystko jasne?- spytałem
-no, choć mam pomysł- powiedział Liam z chytrym uśmiechem. Wyszliśmy na zewnątrz...
***POV Margaret***
Otworzyłam zaspana oczy. Wyszłam z łóżka i
skierowałam się do łazienki. W lustrze zobaczyłam rozmazany makijaż. No
tak płakałam i poszłam spać z makijaże na twarzy. Zmyłam jego resztki i
zeszłam na dół. W salonie siedzieli wszyscy łącznie z moimi przyjaciółmi. Szybkim krokiem podeszłam i przytuliłam od tyłu Joanne.
Mały uśmiech wdarł się na moją twarz.
-wyspana?- spytał Zayn
-nom-
pogłębiłam uśmiech. Następne słowa pokierowałam do Louisa- miałeś mnie obudzić
-nie miałem serca- powiedział z ręką na sercu.
-stało się wam
coś- popatrzyłam na moich przyjaciół
-tak spaliłam z 30 kilo-
powiedziała oburzona Joanna
-ta od razu 50- powiedziałam siadając obok
niej. Stojąc o kulach szybko się męczę.
-a kto tam wie- zaśmiała się.
Oparłam głowę o jej ramię
-co się stało?-wreszcie odezwał się Andy
___________________________________________________
I jest 5!!! Trzymajcie kciuki by we wtorek i środę była ładna pogoda bo jadę na wycieczkę klasową ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz