piątek, 16 maja 2014

5. Smutna prawda...

5. Biegłam po chodniku. Biegiem dokąd mnie nogi niosą ale wiem do kąt prowadzi ta droga- zamek Louisa. Zadzwoniłam do bramy i po chwili usłyszałam jak drzwi wydają znak że są otwarte. Weszłam na posesję szybko zamykając drzwi. Pobiegłam w stronę drzwi w których stał Louis. Przytuliłam się do niego i rozpłakałam. Louis zamkną drzwi i wizą mnie na ręce. 
-co się stało?-spytał. Mi jakaś siła kazała powiedzieć:
-ktoś mnie gonił
-kto widziałaś twarz?- spytał
-nie- szepnęłam a on położył mnie na łóżku. 
-już kochanie spokojnie-wtulił mnie do swojego torsu. Nagle znowu film się urwał a ja stałam w białej przestrzeni przede mną stał Alex. Dokładnie tak samo wyglądał jak w poprzednich snach.
-kłamie- powiedział przez zaciśnięte zęby
-Alex kto? Powidz tylko kto- szepnęłam z łuzami w oczach. Miałam nadzieje że mi powie
-kłamie-powtórzył 
-kochane kto kłamie- po moich policzkach spływały łuzy. On chciał się do mnie zbliżyć ale nie mógł coś go trzymało w jednym miejscu.
-on-wyszeptał i znikną. 
-Margaret obuć się- z snu próbowała wybudzić mnie Joanna. Otworzyłam oczy i jak poparzona wleciałam w jej ramiona.
-ci! To tylko zły sen. Nie płacz wszystko będzie dobrze. Co ci się śniło?-spytała
-już 3 noc z rzędu. Od kąt poznałam Louisa cały czas śni mi się on i Alex. On wyglądał dokładnie tak jak w szpitalu.- rozpłakałam się 
-odkąd poznałaś Louisa?-spytała 
-no tak- przytaknęła. 
*** POV Louis***
Obudziłem się i położyłem laptop na kolana poklikałem i już widziałem Margaret jak tak dalej pójdzie to ją przelecę. Pięknie wygląda w tych krótkich-krótkich spodenkach. Boże jakie ona ma nogi a jaki tyłek. Postanowiłem do niej zadzwonić po 2 sygnałach odebrała
-hej- usłyszałem jej melodyjny głos
-hej to o której mam po ciebie przyjechać?- spytałem
-o 25, 30 lutego- powiedziała 
-ok to będę za 10 min- nie czekając na jej odpowiedź rozłączyłem się i pobiegłem do samochodu. Może jeszcze nie przebierze tych spodenek.  
***POV Margaret***
Czy on zawsze musi stawiać na swoim? Poszła do garderoby i szybko znalazłam jakieś ciuchy i się przebrałam. Zrobiłam makijaż i uczesałam wysokiego koka. 
-a ty gdzie się wybierasz? Nie mów że do szkoły- przestraszyła mnie "mama"
-chciała ale Louis powiedział że nie pójdę tak do szkoły i zabiera mnie do siebie- powiedziałam obawiając się je reakcji
-nie sądziłam że to powiem ale ma racje- uśmiechnęła się i wyszła zaraz po niej ja i zeszłam na dół prawie usłyszałam że ktoś wjechał na podjazd. Poprawiłam torebkę i wyszłam z domu uprzedzając wszystkich. Louis wysiadł z samochodu i pomógł mi dojść choć to nie było potrzebne.
-to odwieziesz mnie do szkoły?- wystawiłam ząbki
-nie do mnie do domu- zrobił to samo
-będę płakać- powiedziałam niby obrażona. 
-nie płacz i tak nie masz książek-stwierdził
-bo mi Joanna nie pozwoliła. Do tego zgodziła się na twój pomysł. Co graniczyło i graniczy z cudem- zdziwiłam się
- ma się to coś- zaśmiał się i skręcił w ulice gdzie mieszkał
-szkoda że ja nie mam tego czegoś-popatrzyła za okno
-masz, masz- powiedział
-ta gdzie? Nie widzę- zaczęłam siebie oglądać
-ej mała, mała- powiedział i pomógł wysiąść. Weszliśmy do domu i po ściągnięciu butów, skierowaliśmy się do salonu.
-pięknie ci w gipsie- uśmiechną się
-wmawiaj sobie- skarciłam go wzrokiem 
-na prawdę, chcesz coś do picia?-spytał
-nie dzięki- zrobiłam ogromnego "banana" 
-to co robimy?- usiadł obok mnie
-no nie wiem możemy tak pojechać do mnie do szkoły- uśmiechnełam się zadziornie
-mam lepszy pomysł. Film- jego entuzjazm w głosie 
-i tak mój pomysł był lepszy ale ten jest niezły- zaśmiałam się
-to co oglądamy?-spytał 
-nie wiem wybieraj- wzruszyłam ramionami
***POV Louis***
I jaki fil mamy obejrzeć. Musze ją do siebie zbliżyć. Romansideł nie będę oglądać. Myśl Louis myśl. WIEM! Horror! Wybrałem płytę z podobno najstraszniejszy horrorem ja nic strasznego w tym nie widzę ale ok. Usiadłem obok niej na kanapie gdy film się znaczą. 
-co wybrałeś?- spytała
-horror-powiedziałem a jej źrenice się powiększyły.-nie bój się jakby co to jestem obok- uśmiechnąłem się
-ja się nie boje- powiedziała i twardo oglądała. Gdy główna bohaterka wchodziła do pomieszczenia gdzie czkała na nią śmierć, Margaret wydarła się żeby tego nie robiła bo umrze. Gdy weszła i dostała siekierą w łep to Margaret schowała się w moją klatkę. O to chudziło. 
-wyłączyć?- spytałem ciągnąc ją do siebie. 
-nie ten film jest ok- powiedziała i oglądała dalej ale nie oderwała się ode mnie. Czasami chwała wzrok w mój podkoszulek. Louis jesteś geniuszem!

-i jak ci się film podobał?- spytałem
-był wspaniały- powiedziała zamyślona 
-połowę filmu chowałaś głowę w moją klatkę- stwierdziłem- no chyba że ona jest wspaniała
-nie schlebiaj sobie- wystawiła mi język
-ale to czysta prawda- wyszczerzyłem się 
-tak, tak- powiedziała z ironią
-sugerujesz coś-spytałem. 
 -ja ależ z kąt- przyłożyła sobie rękę do piersi. 
-a mi się wydaje że jednak tak- zacząłem ją łaskotać. Po sekundzie siedziałem na niej okrakiem a ona ze śmiechu nie mogła nic powiedzieć. 
-proszę- krzyknęła pomiędzy napadami śmiechu
-o co?- spytałem 
-przestań- krzyknęła 
-a co będę z tego miał- spytałem trzymając jej ręce i zbliżyłem moją twarz do jej czułem jej oddech. -moją wdzięczność- te słowa wypłynęły z jej malinowych ust. Ile ona może nimi zrobić... Louis stop! Opanuj się
-trochę mało- wyszeptałem 
-zrobię naleśniki- zaproponowała
-a na to mogę się zgodzić-uśmiechnąłem się. Zeszedłem z niej i usiadłem obok.
-muszę zrobić te naleśniki?-spytała
-nom chyba że chcesz jeszcze łaskotek- zagroziłem a ona energicznie pokiwała głową, że nie.
***POV Margaret***
Zgodnie z obietnicą zrobiłam te naleśniki. Zjedliśmy a potem Louis włożył wszystko do zmywarki. Gdy usiedliśmy na kanapie zadzwonił jego telefon. 
-Niall- powiedziała i wyszedł z pokoju. No to teraz przyszedł czas na rozejrzenie się po pokoju. Ściany biało szare. Jedna ogromna ściana z ogromnymi oknami i wyjściem na taras. Można to zasłonić białymi storami. Kanapy skażane czarne z dodatkiem białych poduszek. Na ścianie widnieje foto-tapeta Londynu. A na ścianie przede mną bio-kominek a nad nim telewizor. Na środku szary włochaty dywan i mały stolik kawowy. Nieźle się urządził ale dla mnie mało kolorów. To samo w kuchni biało czarne meble ale limonkowe ściana. Przynajmniej tyle. Louis musiał skończyć rozmowę bo wrócił ale zdenerwowany. A już było tak miło. Przeskoczył kanapę i usiadł obok mnie 
-zaraz chłopcy przyjadą małe problemy z Harrym- próbował udawać że wszystko w jak najlepszym porządku.
-ok spoko. Obejrzymy sobie horror tym razem zamiast w ciebie będę się przytulać do innego- powiedziałam z udawanym podnieceniem na co wybuchną śmiechem a ja zaraz za nim.
-nie akurat przytulać to tylko do mnie - udawał obrażonego.
-oooo jak przykro- próbowałam stłumić śmiech. 
 -tak przykro- schował głowę w poduszkę
-no już nie fochaj jak małe dziecko- prosiłam próbując zabrać mu poduszką- Louis no!
- a co będę z tego mieć?-jego głos był stłumiony przez poduszkę
-naleśniki ci zrobię na obita- uśmiechnęłam się 
-naleśniki na śniadanie obiad i święta- powiedział Louis jak z reklamy
-a masz do tego jakieś ale?-postanowiłam „zabić go własną bronią”- foch
-nie błagam Margaret nie obrażaj się- prosił przytulając mnie 
-a co będę z tego mieć?- spytałam
-nie wiem wymyśl coś a co do mojego to chce masaż- ułsmiechną się
-jeszcze czego?- powiedziałam zbulwersowana 
-no proszę- zrobił słotnie oczka. I jak się tu im oprzeć?
-ok- powiedziałam obracaj teatralnie oczami.Drzwi się otworzyły a za nich wyszła czwórka chłopaków ci którzy z Louisem przyjechali pod szkołę.
-a ty nie w szkole?- spytał Louis Harrego
-nie chciało mi się napiszesz usprawiedliwienie?-spytał z uśmiechem 
-a mam inne wyjście?- spytał
-nie bardzo- powiedział przepijając piątkę z Louisem. Nie lobię go. Zawsze się ze mnie nabijał w szkole
-hej modelko- powiedział Zany
-hej modelu- uśmiechnełam się. Po chwili wszyscy przywitali się TYLKO z Louisem. Nie mnie tu w ogulę nie ma widzi mnie ino Zayn i Louis. Nie lobię ich.
-Chłopaki to jest Margaret Margaret to jest: Niall, Liam a Harrrego już znasz. Chyba- przedstawił
-hej- uśmiechnełam się do pierwszej dwójki. Harrego nie lubię chyba wspominałam. Oni odpowiedzieli tym samym. 
-Louis dowiedzieliśmy się wszystkiego ale tu chodzi o Alexsa może lepiej jakby Mrgaret tego nie słuchała- powiedział Liam? No chyba tak, dobrze zbudowany brunet, z pięknymi brązowymi oczami. Tak to Liam.
-ej! Nie nigdzie nie pójdę chce to słyszeć- powiedziałam zła
-Margaret ale tu są rzeczy o których lepiej żebyś nie wiedziała- uprzedził Zayn 
-ale chce wiedzieć, zrozum. Tyle rzeczy przede mną ukrywał. Chce wiedzieć- mój głos się łamał. Wszystkie wspomnienia wracają. 
-dobra mówcie- rozkazał Louis. Objął mnie w tali zmuszając do przybliżenia.
-Alex nie był niewiniątkiem. Mordował ludzi na polecenie Maxa i groził. Mordował w sposób okrutny bo torturował. Sprzedawał narkotyki i przewoził je przez granice. Często widziany był w burdelu- ostatnie zdanie Liam powiedział szeptem. Po moim policzku nieopanowanie zaczęły spływać łuzy. 
-ej mała nie płacz- próbował pocieszyć mnie Zayn dając dziwne znaki do Louisa.
-Margaret nie płacz- Louis mnie przytulił a ja schowałam głowę w zagłębienie jego szyji 
-czyli mnie okłamywał?- spytałam patrząc na Liama
-tak- spuścił głowę- przykro mi 
-chcesz iść spać?- spytał Louis
-nie, mówcie dalej-powiedziałam ocierając łuzy. Mocno objęłam go w pasie potrzebowałam wsparcia. -Max, to jest ten co ci się przyglądał i mówiłaś że często ich razem widziałaś-te słowa skierował do mnie a resztę ogólnie do wszystkich- pracował dla niego. W całym domu Maxa rozstawiłem kamery. Jego brat który przeją pałeczkę niczego nie znajdzie. Tak dowiemy się więcej
-to teraz pozostaje czekać- powiedział bez emocji Louis
-a i Louis pamiętasz jak cie napadła ta banda?-spytał Niall
-tych 10 zamaskowanych?- jego mięśnie się napięły
-no jednym z ich był Alex- odpowiedział a ja już czułam jak złość w nim rośnie 
-dlaczego to zrobili?- spytałam zachrypniętym głosem
-my i oni to dwie różne gangi które się nienawidzą. Po prostu chcieli osłabić najsilniejszego- powiedział Zayn a Louis uśmiechną się na jego komplement.
-aha a co by zrobili ze mną jakbym się z wami spotykała a Alex by żył?- pewnie zapytacie się dlaczego o to pytam. Czysta ciekawość. 
-kurwa tobie dalej coś grozi- powiedział oświecony Liam a Louis coś wyszeptał zrozumiałam tylko że „plan nie...” a co dale to już inna beczka.
-a moim przyjaciołom?- spytałam 
-nie... chyba- powiedział zamyślony.
-co to znaczy chyba?- przestraszona podniosłam się z miejsca
-nie bój się sprawdzimy to ale ty jesteś bardziej narażona- powiedział Zayn i popatrzył dziwnie na Louisa. On położył mnie na swojej klatce i zaczną masować ranę.
-nie bój się o nich- wyszeptał mi do ucha 
-łatwo powiedzieć nie wiadomo co mogą im zrobić- zaczęłam bawić się rękoma
-ale ja wiem i dlatego bardzo się o ciebie martwię- mówił patrząc się na Zayna do którego byłam obrócona tyłem. Wylądowało to tak jakby on mu mówił co ma powiedzieć. Nagle mój telefon zadzwonił. Spojrzałam na ekran a tam Andy. Spojrzałam przestraszona na Louia a on kazał odebrać.
-skarbie jesteś dalej u Louisa?-spytał zdyszany a w tle słyszałam niespokojny oddech Joanny
-tak a co się dzieje?- spytałam przestraszona 
-nie ważne niech cie nie spuszcza z oczu-rozkazał
-Andy gadaj!- krzyknęłam nie za głośno 
-jacyś ludzie nas gonili- powiedział w miarę spokojnie
-kurwa-tylko na tyle było mnie stać 
-ej mała spokojnie- próbował mnie uspokoić 
-nie nie będę spokojna bo przed chwilą chłopcy mówi że grozi wam niebezpieczeństwo! Gdzie jesteście?- spłatam 
-za przestankiem- szepną 
-zaraz przyjadę-powiedziałam i się rozłączyłam-ktoś ich gonił
-gdzie są- spytał Zayn 
-za przestankiem obok szkoły- powiedziałam a po moim policzku polecało stado łes.
-ej mała nie płacz już po nich jedziemy- potarł moje ramię i poszli z Liamem. Zalałam się szlochem a Louis mnie mocno przytulił. Pocierał moje plecy. Wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju gdzie wcześniej spałam. 
-prześpij się, jak przyjadą to obudzę cię- szepną przykrywając mnie po sam nos. 
-nie chce-powiedziałam jak mała dziewczynka 
-no proszę po twoich oczach widać, że jesteś zmęczona
-ale mnie obudzisz?- spytałam 
-tak obudzę- puścił mi oczko i wyszedł. Co prawda to prawda zmęczona byłam. Stypko zasnęłam.
***POV Louis***
Wyszedłem z pokoju i usłyszałem krzyki dziewczyny.
-puść mnie kurwa bo zabije!- krzyknęła. Szybko zbiegłe na dół.
-cicho bo Margaret tyle co zasnęła- powiedziałem zły. Nie chce żeby się obudziła to wtulanie się we mnie a do tego płakanie w koszule. Nie to nie dla mnie, dla mnie dziewczyna jest na jedną, jedyną nic nieznaczącą noc.
-jak byś mi powiedziała że jakaś małpa po mnie przyjedzie to by mnie tu nie było. Wygrzewałabym się pod kołdrą i piłabym kawę-syknęła w stronę Liama. Dziwne Liam nad wszystkim zawsze panuje i zawsze on jest tym dobrym (nie licząc Zayna)
-dobra już spokój do salonu i wszystko im wytłumaczyć ja muszę się napić- powiedziałam. Weszłam do kuchni i wylągłem z lodówki piwo. Sybko je piłam. Poszedłem do salonu a tam te przybłędy słuchały Zayna. 
-i co wszystko jasne?- spytałem 
-no, choć mam pomysł- powiedział Liam z chytrym uśmiechem. Wyszliśmy na zewnątrz...
***POV Margaret***
Otworzyłam zaspana oczy. Wyszłam z łóżka i skierowałam się do łazienki. W lustrze zobaczyłam rozmazany makijaż. No tak płakałam i poszłam spać z makijaże na twarzy. Zmyłam jego resztki i zeszłam na dół. W salonie siedzieli wszyscy łącznie z moimi przyjaciółmi. Szybkim krokiem podeszłam i przytuliłam od tyłu Joanne. Mały uśmiech wdarł się na moją twarz. 
-wyspana?- spytał Zayn 
-nom- pogłębiłam uśmiech. Następne słowa pokierowałam do Louisa- miałeś mnie obudzić
-nie miałem serca- powiedział z ręką na sercu. 
-stało się wam coś- popatrzyłam na moich przyjaciół 
-tak spaliłam z 30 kilo- powiedziała oburzona Joanna 
-ta od razu 50- powiedziałam siadając obok niej. Stojąc o kulach szybko się męczę.
-a kto tam wie- zaśmiała się. Oparłam głowę o jej ramię 
-co się stało?-wreszcie odezwał się Andy 
___________________________________________________
I jest 5!!! Trzymajcie kciuki by we wtorek i środę była ładna pogoda bo jadę na wycieczkę klasową ;) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz