-nic
po prostu myślałam że mimo tajemnic Alexa byliśmy szczęśliwi a tu
nic-powiedziałam bawiąc się palcami.
-ej mała już widzę uśmiech-
powiedział Zayn klękając przede mną
-Zayn przestań- prosiłam
-nie do puki
się nie uśmiechniesz- zrobił słodkie oczka. Wymusiłam uśmiech a on
zwycięsko poklaskał rękami.
-to my się będziemy zbierać-stwierdziła
Joanna
-nom- przytaknęłam
-to was odwieziemy. Nie wiadomo co temu
palantowi przyjdzie do głowy- powiedział Louis. Razem z Liamem i Zaynem
wyszedł z domu pomagając mi. Zaraz za mną szła Joanna szepcząca coś z
Andy.
Chciałam otworzyć drzwi kluczem ale były otwarte. Popatrzyłam się
na resztę przerażona.
-zostańcie tu- powiedział Louis i z Zaynem i Liamem
weszli do domu. Odczekałam 2 minuty i poszłam za nimi, wbrew rozkazów
Joanny. Stanęła w salonie a tam wszystko po przewracane do góry nogami. Telewizor był na
podłodze cały w szczepkach a na ścianie napisane czerwoną farbą „Nie
ładnie zdradzać swoich. Już nie żyjesz!!!”. Nie wiadomo kiedy po moich
policzkach zaczęły płynąć łuzy.
-Margaret mówiłem żebyś nie
wchodziła-powiedział Louis
-ciekawość zwyciężyła- próbowałam udawać że
wszystko gra. Ale tak nie było w środku rozpadałam się na miliony
kawałków. Czy ja zawsze muszę mieć pod górkę. Najpierw przeprowadzka do
LA potem śmierć Alexa, który okazuje że jest szują. Na deser psychopaci którzy chcą cię zabić. Zajebiście!!
-i teraz musimy zrobić ten remont-
powiedział triumfalnie Joanna
-jutro idziemy pochodzić po sklepach-
uśmiechnęłam się blado.
-a narazię idziecie do mnie bo tu nie
zostaniecie-powiedział Louis
-a ja idę na zakupy- powiedział wesoło
Zayn. Myślałam, że faceci nie lubią zakupów, widać miliłam się.
-to kup
dobry alarm i...- zastanawiał się Louis
-naboje do bronie bo nie powiem
kto sobie szczelał do kaczek- powiedział zły
-co celność ćwiczyłem-
powiedział obrażony Louis
-jak dzieci- skomentowała Joanna
-dobra weźcie najważniejsze rzeczy i jedziemy do Louisa-powiedział Liam. Weszłam do
pokoju a tam na łóżku leżał manekin dziewczyny a w serce miała wbity
nuż. Pisnęłam i zasłoniłam oczy zalewając się płaczem. Poczułam rękę na
ramieniu przez co się wzdrygnęłam.
-spokojnie to tylko ja, Louis-
obróciłam się na pięcie i przytuliłam mocno
-boje się- wyszeptałam
-przy
mnie nie masz czego- pocałował moje czoło-choć spakujemy cię
-ok-
otarłam łuzy i spakowałam parę rzeczy z łazienki wzięłam kosmetyczkę. Wrzuciła do walizki i zamknęłam-gotowa
-to super pamiętasz co mi
obiecałaś- spytał zabawnie poruszając brwiami
-a wiesz że ja też mam
jedno życzenie- uśmiechnełam się promienie
-proś o co chcesz- zaśmiał się
-to tak lody z bitą śmietaną- zaczęłam wymyślać
-ok nie w ogolę nie miałem skojarzeń w ogolę- zaczną się śmiać a ja wlałam go w bok.
-jedziemy ja
chce na zakupy- powiedział Zayn
-no jedziemy-przewrócił oczami
Położyłam rzeczy u Louisa w pokoju bo oczywiście pokoje gościnne zajęli moi
przyjaciele. Jeszcze się szczerzyli głupio. Zeszłam na duł bo musiałam
zadzwonić do taty że muszę zrobić remont bo miałam napad nie będę wtajemniczać go w szczegóły. To samo zrobiła Joanna i Andy. W sumie mamy
pieniądze na zbudowanie 3 domów. Tak to jest mieć ojców prawników.
Jutro pan ściąga mi gips! Nie wiem w takim razie po co mi go zakładali
ale ok niech im będzie. Podobno wyszło coś źle wybadaniach. Pozamieniali
zdjęcia. Z moją nogą jest wszystko w porządku. A więc plany na jutro: po
ściągnięciu gipsu idziemy po farby i zamulić meble. Potem pozbywamy się
dosłownie wszystkiego. Liam mówił że kamery są w całym domu. Do tego te
odrazy dotykały moich rzeczy wszystko wyżce oprócz ciuchów to dobrze
wypiorę.
Nadszedł wieczór. Położyłam się na łóżko zakrywając twarz
rękoma. Poczułam jak miejsce obok się ugina i osoba robi ten sam ruch.
To Louis.
-mam dość- stwierdziłam
-ja też- popatrzył się na mnie w tym
samym momencie co ja. Nasze oczy się spotkały. Nie mogłam odwrócić wzroku
coś mnie przy nim trzymało.
-masz piękne oczy
-dzięki- odwróciłam wzrok
gdyż się zarumieniłam
-mamo , tato sory że przeszkadzam ale zostawiła
telefon na dole a dzwoni- Andy rzucił we mnie komórką.
-zastrzeżony-
wyszeptałam przestraszona -daj na głośno mówiący- powiedział Louis.
<><><><> Rozmowa telefoniczna <><><><>
-no
widzę że się świetnie bawisz z Tomilsonem- usłyszałam głos jakby znajomy
-kim jesteś?- spytałam
-dobrze mnie znasz kocie- powiedział zadziornie.
Louis podszedł do okna i zaczął się rozglądać
-Tomilson i tak mnie nie
zobaczysz
-daj mi spokój nie mam nic wspólnego z wami!- krzyknęłam
-masz
jesteś moja Alex cię nam dał- po drugiej stronie było słychać śmiech.
-jak to wasza?- spytałam zmieszana
-tak to. Alex postawił cię zamiast
prochów które zgubił- w jego głosie było słychać obojętność
-ona nie
jest wasza- powiedział Louis
-zamknij się- sykną
-nie nie zamknę się ona
jest moja a teraz dowodzenia- i się rozłączył.
<><><><>Koniec rozmowy telefonicznej<><><><>
Co znaczy jego?! I czemu
mi się wydaje że znam ten głos!!!
-Czemu ja muszę mieć wiecznie pod górkę-
rozpłakałam się
-nie płacz- przytulił mnie-no proszę. Choć spać
-tylko
wezmę sypki prysznic- powiedziałam i wzięłam moją standardową piżamę.
***POV Louis***
Poszedłem do drugiej łaziki i szybko się wykąpałem.
Ubrany w bokserki i spodnie nad kolano. Powróciłem do pokoju a na łóżku
leżała Margaret. W tych seksownych spodenkach. Tylko że zamiast bokserki
miała zadłużą bluzkę. Szkoda ale i tak mam ochotę ją przelecieć.
Wpatrywała się w moją umięśnioną klatkę.
-fajna nie?-spytałem na co się
zarumieniła spuszczając głowę. Zaśmiałem się podchodząc do niej i
podniosłem podbródek- słoto się rumienisz.
-Louis przestań- poprosiła
jeszcze bardziej się rumieniąc
-ale co ja robię?- spytałem siadając tuż
obok jej.
***POV Margaret ***
Czemu mam
motylki w brzuchu. Przecież się nie zakochałam. Chociaż czuje się tak
jak z Alexem a nawet lepiej. Kurwa ja się w nim! Zakochałam się w
człowieku którego znam 3 dni. Cholera jasna jak to możliwe. Wpatrywałam
się w jego oczy a on w moje zbladliśmy się do siebie a gdy już prawie
czułam jego usta na swoich i oczywiście ktoś musiał nam przerwać.
-Margaret złaś mi tu na dół!- krzyknęła Joanna
-biegnę- krzyknęłam i
"zbiegłam" po schodach na sam dół.
-co chcesz -ten kolor mi się podoba do
pokoju- powiedziała Joanna patrząc na jakaś panele w tablecie
-no
ładny- uśmiechnęłam się
-jeszcze go zobaczę jutro- stwierdziła
-to mogę
już iść?- spytałam
-nom raczej tak- uśmiechnęła się
-boże z tobą kobieto- przewróciłam oczami i wyszłam do tymczasowego mojego pokoju. Louis leżał
na brzuchu. Z tego wszystkiego przygryzłam dolną wargę. Kurwa ale on ma
tyłek.
-no wiem że ślicznie wyglądam- zaśmiał się
-podziwiałam pościel-
wystawiłam mu język cała zarumieniona
-pamiętasz że masz mi zrobić masaż- wyszczerzył się
-jutro błagam jutro- prosiłam
-niech ci będzie- ziewał- idziemy spać
-dobry pomysł- stwierdziłam i weszłam pod kołdrę. On zrobił
to samo. Położył rękę na mojej tali i przybliżył mnie do siebie.
_______________________________________________
Mam nadzieje że rozdział się podoba!!!
To sprawdzamy ile was jest!!! Komentujcie :)
5. Biegłam po chodniku. Biegiem dokąd mnie nogi niosą ale wiem do kąt prowadzi ta droga- zamek
Louisa. Zadzwoniłam do bramy i po chwili usłyszałam jak drzwi wydają
znak że są otwarte. Weszłam na posesję szybko zamykając drzwi. Pobiegłam
w stronę drzwi w których stał Louis. Przytuliłam się do niego i
rozpłakałam. Louis zamkną drzwi i wizą mnie na ręce.
-co się
stało?-spytał. Mi jakaś siła kazała powiedzieć:
-ktoś mnie gonił
-kto
widziałaś twarz?- spytał
-nie- szepnęłam a on położył mnie na łóżku.
-już
kochanie spokojnie-wtulił mnie do swojego torsu. Nagle znowu film się
urwał a ja stałam w białej przestrzeni przede mną stał Alex. Dokładnie tak
samo wyglądał jak w poprzednich snach.
-kłamie- powiedział przez
zaciśnięte zęby
-Alex kto? Powidz tylko kto- szepnęłam z łuzami w oczach.
Miałam nadzieje że mi powie
-kłamie-powtórzył
-kochane kto kłamie- po
moich policzkach spływały łuzy. On chciał się do mnie zbliżyć ale nie mógł coś go trzymało w jednym miejscu.
-on-wyszeptał i znikną.
-Margaret
obuć się- z snu próbowała wybudzić mnie Joanna. Otworzyłam oczy i jak
poparzona wleciałam w jej ramiona.
-ci! To tylko zły sen. Nie płacz wszystko będzie dobrze. Co ci się śniło?-spytała
-już 3 noc z rzędu. Od kąt poznałam Louisa cały
czas śni mi się on i Alex. On wyglądał dokładnie tak jak w szpitalu.-
rozpłakałam się
-odkąd poznałaś Louisa?-spytała
-no tak- przytaknęła.
*** POV Louis***
Obudziłem się i położyłem laptop na kolana poklikałem i
już widziałem Margaret jak tak dalej pójdzie to ją przelecę. Pięknie
wygląda w tych krótkich-krótkich spodenkach. Boże jakie ona ma nogi a
jaki tyłek. Postanowiłem do niej zadzwonić po 2 sygnałach
odebrała
-hej- usłyszałem jej melodyjny głos
-hej to o której mam po
ciebie przyjechać?- spytałem
-o 25, 30 lutego- powiedziała
-ok to będę za
10 min- nie czekając na jej odpowiedź rozłączyłem się i pobiegłem do
samochodu. Może jeszcze nie przebierze tych spodenek.
***POV Margaret***
Czy on zawsze musi stawiać na swoim? Poszła
do garderoby i szybko znalazłam jakieś ciuchy i się przebrałam. Zrobiłam
makijaż i uczesałam wysokiego koka.
-a ty gdzie się wybierasz? Nie mów
że do szkoły- przestraszyła mnie "mama"
-chciała ale Louis powiedział że
nie pójdę tak do szkoły i zabiera mnie do siebie- powiedziałam obawiając
się je reakcji
-nie sądziłam że to powiem ale ma racje- uśmiechnęła się i
wyszła zaraz po niej ja i zeszłam na dół prawie usłyszałam że ktoś
wjechał na podjazd. Poprawiłam torebkę i wyszłam z domu uprzedzając wszystkich. Louis wysiadł z samochodu i pomógł mi dojść choć to nie było
potrzebne.
-to odwieziesz mnie do szkoły?- wystawiłam ząbki
-nie do mnie
do domu- zrobił to samo
-będę płakać- powiedziałam niby obrażona.
-nie
płacz i tak nie masz książek-stwierdził
-bo mi Joanna nie pozwoliła. Do
tego zgodziła się na twój pomysł. Co graniczyło i graniczy z cudem-
zdziwiłam się
- ma się to coś- zaśmiał się i skręcił w ulice gdzie
mieszkał
-szkoda że ja nie mam tego czegoś-popatrzyła za okno
-masz, masz-
powiedział
-ta gdzie? Nie widzę- zaczęłam siebie oglądać
-ej mała, mała-
powiedział i pomógł wysiąść. Weszliśmy do domu i po ściągnięciu butów,
skierowaliśmy się do salonu.
-pięknie ci w gipsie- uśmiechną się
-wmawiaj
sobie- skarciłam go wzrokiem
-na prawdę, chcesz coś do picia?-spytał
-nie
dzięki- zrobiłam ogromnego "banana"
-to co robimy?- usiadł obok mnie
-no
nie wiem możemy tak pojechać do mnie do szkoły- uśmiechnełam się
zadziornie
-mam lepszy pomysł. Film- jego entuzjazm w głosie
-i tak mój pomysł był lepszy ale ten jest niezły- zaśmiałam się
-to co oglądamy?-spytał
-nie wiem wybieraj- wzruszyłam ramionami
***POV
Louis***
I jaki fil mamy obejrzeć. Musze ją do siebie zbliżyć. Romansideł nie będę oglądać. Myśl Louis
myśl. WIEM! Horror! Wybrałem płytę z podobno najstraszniejszy horrorem
ja nic strasznego w tym nie widzę ale ok. Usiadłem obok niej na kanapie
gdy film się znaczą.
-co wybrałeś?- spytała
-horror-powiedziałem a jej
źrenice się powiększyły.-nie bój się jakby co to jestem obok- uśmiechnąłem się
-ja się nie boje- powiedziała i twardo oglądała. Gdy główna bohaterka wchodziła do pomieszczenia gdzie czkała na nią
śmierć, Margaret wydarła się żeby tego nie robiła bo umrze. Gdy weszła i
dostała siekierą w łep to Margaret schowała się w moją klatkę. O to chudziło.
-wyłączyć?- spytałem ciągnąc ją do siebie.
-nie ten film jest
ok- powiedziała i oglądała dalej ale nie oderwała się ode mnie. Czasami
chwała wzrok w mój podkoszulek. Louis jesteś geniuszem!
-i jak ci się
film podobał?- spytałem
-był wspaniały- powiedziała zamyślona
-połowę
filmu chowałaś głowę w moją klatkę- stwierdziłem- no chyba że ona jest
wspaniała
-nie schlebiaj sobie- wystawiła mi język
-ale to czysta prawda- wyszczerzyłem się
-tak, tak- powiedziała z ironią
-sugerujesz coś-spytałem.
-ja ależ z kąt- przyłożyła sobie rękę do piersi.
-a mi się wydaje że
jednak tak- zacząłem ją łaskotać. Po sekundzie siedziałem na niej
okrakiem a ona ze śmiechu nie mogła nic powiedzieć.
-proszę- krzyknęła
pomiędzy napadami śmiechu
-o co?- spytałem
-przestań- krzyknęła
-a co będę z
tego miał- spytałem trzymając jej ręce i zbliżyłem moją twarz do jej
czułem jej oddech. -moją wdzięczność- te słowa wypłynęły z jej malinowych ust. Ile ona może nimi zrobić... Louis stop! Opanuj się
-trochę mało- wyszeptałem
-zrobię naleśniki- zaproponowała
-a na to mogę się zgodzić-uśmiechnąłem się. Zeszedłem z niej i usiadłem
obok.
-muszę zrobić te naleśniki?-spytała
-nom chyba że chcesz jeszcze
łaskotek- zagroziłem a ona energicznie pokiwała głową, że nie.
***POV
Margaret***
Zgodnie z obietnicą zrobiłam te naleśniki. Zjedliśmy a potem
Louis włożył wszystko do zmywarki. Gdy usiedliśmy na kanapie zadzwonił
jego telefon.
-Niall- powiedziała i wyszedł z pokoju. No to teraz
przyszedł czas na rozejrzenie się po pokoju. Ściany biało szare. Jedna
ogromna ściana z ogromnymi oknami i wyjściem na taras. Można to zasłonić
białymi storami. Kanapy skażane czarne z dodatkiem białych poduszek.
Na ścianie widnieje foto-tapeta Londynu. A na ścianie przede mną
bio-kominek a nad nim telewizor. Na środku szary włochaty dywan i mały
stolik kawowy. Nieźle się urządził ale dla mnie mało kolorów. To samo w
kuchni biało czarne meble ale limonkowe ściana. Przynajmniej tyle. Louis
musiał skończyć rozmowę bo wrócił ale zdenerwowany. A już było tak miło.
Przeskoczył kanapę i usiadł obok mnie
-zaraz chłopcy przyjadą małe
problemy z Harrym- próbował udawać że wszystko w jak najlepszym porządku.
-ok spoko. Obejrzymy sobie horror tym razem zamiast w ciebie będę
się przytulać do innego- powiedziałam z udawanym podnieceniem na co
wybuchną śmiechem a ja zaraz za nim.
-nie akurat przytulać to tylko do
mnie - udawał obrażonego.
-oooo jak przykro- próbowałam stłumić śmiech.
-tak przykro- schował głowę w poduszkę
-no już nie fochaj jak małe
dziecko- prosiłam próbując zabrać mu poduszką- Louis no!
- a co będę z
tego mieć?-jego głos był stłumiony przez poduszkę
-naleśniki ci zrobię na obita- uśmiechnęłam się
-naleśniki na śniadanie obiad i święta-
powiedział Louis jak z reklamy
-a masz do tego jakieś ale?-postanowiłam
„zabić go własną bronią”- foch
-nie błagam Margaret nie obrażaj się-
prosił przytulając mnie
-a co będę z tego mieć?- spytałam
-nie wiem
wymyśl coś a co do mojego to chce masaż- ułsmiechną się
-jeszcze czego?-
powiedziałam zbulwersowana
-no proszę- zrobił słotnie oczka. I jak się
tu im oprzeć?
-ok- powiedziałam obracaj teatralnie oczami.Drzwi się otworzyły a za nich wyszła czwórka chłopaków ci którzy z Louisem przyjechali
pod szkołę.
-a ty nie w szkole?- spytał Louis Harrego
-nie chciało mi się
napiszesz usprawiedliwienie?-spytał z uśmiechem
-a mam inne wyjście?-
spytał
-nie bardzo- powiedział przepijając piątkę z Louisem. Nie lobię
go. Zawsze się ze mnie nabijał w szkole
-hej modelko- powiedział Zany
-hej
modelu- uśmiechnełam się. Po chwili wszyscy przywitali się TYLKO z
Louisem. Nie mnie tu w ogulę nie ma widzi mnie ino Zayn i Louis. Nie lobię ich.
-Chłopaki to jest Margaret Margaret to jest: Niall, Liam a
Harrrego już znasz. Chyba- przedstawił
-hej- uśmiechnełam się do pierwszej dwójki. Harrego nie lubię chyba wspominałam. Oni odpowiedzieli tym
samym.
-Louis dowiedzieliśmy się wszystkiego ale tu chodzi o Alexsa może
lepiej jakby Mrgaret tego nie słuchała- powiedział Liam? No chyba tak,
dobrze zbudowany brunet, z pięknymi brązowymi oczami. Tak to Liam.
-ej!
Nie nigdzie nie pójdę chce to słyszeć- powiedziałam zła
-Margaret ale tu
są rzeczy o których lepiej żebyś nie wiedziała- uprzedził Zayn
-ale chce
wiedzieć, zrozum. Tyle rzeczy przede mną ukrywał. Chce wiedzieć- mój głos
się łamał. Wszystkie wspomnienia wracają.
-dobra mówcie- rozkazał Louis.
Objął mnie w tali zmuszając do przybliżenia.
-Alex nie był
niewiniątkiem. Mordował ludzi na polecenie Maxa i groził. Mordował w sposób okrutny bo torturował. Sprzedawał narkotyki i przewoził je przez
granice. Często widziany był w burdelu- ostatnie zdanie Liam powiedział
szeptem. Po moim policzku nieopanowanie zaczęły spływać łuzy.
-ej mała
nie płacz- próbował pocieszyć mnie Zayn dając dziwne znaki do
Louisa.
-Margaret nie płacz- Louis mnie przytulił a ja schowałam głowę w
zagłębienie jego szyji
-czyli mnie okłamywał?- spytałam patrząc na
Liama
-tak- spuścił głowę- przykro mi
-chcesz iść spać?- spytał
Louis
-nie, mówcie dalej-powiedziałam ocierając łuzy. Mocno objęłam go w
pasie potrzebowałam wsparcia. -Max, to jest ten co ci się przyglądał i mówiłaś że często ich razem widziałaś-te słowa skierował do mnie a resztę ogólnie do wszystkich- pracował dla niego. W całym domu Maxa rozstawiłem kamery. Jego brat który przeją pałeczkę niczego nie znajdzie.
Tak dowiemy się więcej
-to teraz pozostaje czekać- powiedział bez emocji
Louis
-a i Louis pamiętasz jak cie napadła ta banda?-spytał Niall
-tych 10
zamaskowanych?- jego mięśnie się napięły
-no jednym z ich był Alex-
odpowiedział a ja już czułam jak złość w nim rośnie
-dlaczego to
zrobili?- spytałam zachrypniętym głosem
-my i oni to dwie różne gangi które się nienawidzą. Po prostu chcieli osłabić najsilniejszego-
powiedział Zayn a Louis uśmiechną się na jego komplement.
-aha a co by
zrobili ze mną jakbym się z wami spotykała a Alex by żył?- pewnie
zapytacie się dlaczego o to pytam. Czysta ciekawość.
-kurwa tobie dalej
coś grozi- powiedział oświecony Liam a Louis coś wyszeptał zrozumiałam
tylko że „plan nie...” a co dale to już inna beczka.
-a moim
przyjaciołom?- spytałam
-nie... chyba- powiedział zamyślony.
-co to
znaczy chyba?- przestraszona podniosłam się z miejsca
-nie bój się
sprawdzimy to ale ty jesteś bardziej narażona- powiedział Zayn i
popatrzył dziwnie na Louisa. On położył mnie na swojej klatce i zaczną masować ranę.
-nie bój się o nich- wyszeptał mi do ucha
-łatwo
powiedzieć nie wiadomo co mogą im zrobić- zaczęłam bawić się rękoma
-ale
ja wiem i dlatego bardzo się o ciebie martwię- mówił patrząc się na
Zayna do którego byłam obrócona tyłem. Wylądowało to tak jakby on mu mówił
co ma powiedzieć. Nagle mój telefon zadzwonił. Spojrzałam na ekran a tam
Andy. Spojrzałam przestraszona na Louia a on kazał odebrać.
-skarbie
jesteś dalej u Louisa?-spytał zdyszany a w tle słyszałam niespokojny
oddech Joanny
-tak a co się dzieje?- spytałam przestraszona
-nie ważne
niech cie nie spuszcza z oczu-rozkazał
-Andy gadaj!- krzyknęłam nie za
głośno
-jacyś ludzie nas gonili- powiedział w miarę
spokojnie
-kurwa-tylko na tyle było mnie stać
-ej mała spokojnie- próbował mnie uspokoić
-nie nie będę spokojna bo przed chwilą chłopcy mówi że grozi wam niebezpieczeństwo! Gdzie jesteście?- spłatam
-za
przestankiem- szepną
-zaraz przyjadę-powiedziałam i się rozłączyłam-ktoś ich gonił
-gdzie są- spytał Zayn
-za przestankiem obok szkoły-
powiedziałam a po moim policzku polecało stado łes.
-ej mała nie płacz
już po nich jedziemy- potarł moje ramię i poszli z Liamem. Zalałam się
szlochem a Louis mnie mocno przytulił. Pocierał moje plecy. Wziął mnie na
ręce i zaniósł do pokoju gdzie wcześniej spałam.
-prześpij się, jak
przyjadą to obudzę cię- szepną przykrywając mnie po sam nos.
-nie
chce-powiedziałam jak mała dziewczynka
-no proszę po twoich oczach widać, że jesteś zmęczona
-ale mnie obudzisz?- spytałam
-tak obudzę- puścił mi
oczko i wyszedł. Co prawda to prawda zmęczona byłam. Stypko zasnęłam.
***POV Louis***
Wyszedłem z pokoju i usłyszałem krzyki
dziewczyny.
-puść mnie kurwa bo zabije!- krzyknęła. Szybko zbiegłe na
dół.
-cicho bo Margaret tyle co zasnęła- powiedziałem zły. Nie chce żeby
się obudziła to wtulanie się we mnie a do tego płakanie w koszule. Nie
to nie dla mnie, dla mnie dziewczyna jest na jedną, jedyną nic nieznaczącą noc.
-jak byś mi powiedziała że jakaś małpa po mnie przyjedzie
to by mnie tu nie było. Wygrzewałabym się pod kołdrą i piłabym kawę-syknęła w stronę Liama. Dziwne Liam nad wszystkim zawsze panuje i
zawsze on jest tym dobrym (nie licząc Zayna)
-dobra już spokój do salonu i wszystko im wytłumaczyć ja muszę się napić- powiedziałam. Weszłam do
kuchni i wylągłem z lodówki piwo. Sybko je piłam. Poszedłem do salonu a
tam te przybłędy słuchały Zayna.
-i co wszystko jasne?- spytałem
-no, choć mam pomysł- powiedział Liam z chytrym uśmiechem. Wyszliśmy na zewnątrz...
***POV Margaret***
Otworzyłam zaspana oczy. Wyszłam z łóżka i
skierowałam się do łazienki. W lustrze zobaczyłam rozmazany makijaż. No
tak płakałam i poszłam spać z makijaże na twarzy. Zmyłam jego resztki i
zeszłam na dół. W salonie siedzieli wszyscy łącznie z moimi przyjaciółmi. Szybkim krokiem podeszłam i przytuliłam od tyłu Joanne.
Mały uśmiech wdarł się na moją twarz.
-wyspana?- spytał Zayn
-nom-
pogłębiłam uśmiech. Następne słowa pokierowałam do Louisa- miałeś mnie obudzić
-nie miałem serca- powiedział z ręką na sercu.
-stało się wam
coś- popatrzyłam na moich przyjaciół
-tak spaliłam z 30 kilo-
powiedziała oburzona Joanna
-ta od razu 50- powiedziałam siadając obok
niej. Stojąc o kulach szybko się męczę.
-a kto tam wie- zaśmiała się.
Oparłam głowę o jej ramię
-co się stało?-wreszcie odezwał się Andy
___________________________________________________
I jest 5!!! Trzymajcie kciuki by we wtorek i środę była ładna pogoda bo jadę na wycieczkę klasową ;)
4. Pokój Louisa. Siedziałam
na jego uszku i wpatrywałam się w obrazki. Nagle drzwi się otworzyły i
zobaczyłam właściciela mieszkania. Podszedł do mnie i złączył nasze usta
w pocałunek. Taki namiętny. Położył nas i zaczął rękami szukać końca
mojej tuniki. Nagle się oderwał i powiedział
- kocham cię- film jakby się urwał. Srałam w białej przestrzeni a naprzeciwko postać Alexa jak z ostatniego snu.
-on kłamie- powiedział zły
-kto Alex? Kto?- spytałam
-kłamie- wpadł w furie
-ale kto powiedz mi- szepnęłam z braku sił
- on!- krzykną
-on znaczy kto?-spytałam a on znikną
-Alex!!!
Obudziłam się cała mokra. Nie mogłam ustabilizować oddechu. Jednak po
godzinie w końcu mi się udało. Zasnęłam.
Rano miała na 3 lekcje więc wstałam o 8 i odplątałam te bandorze. Wyciągałam coś plastikowego żeby usztywniało.
Kostka była cała spuchnięta. Mój telefon wydał charakterystyczny dźwięk
znaczący, że przyszła wiadomość. Przed sprawdzeniem co zawiera
sprawdziłam od kogo. Numer nie znany.
8. 15
Od : 512 036 678
I jak ta kostka? Xx Louis
Bez zastanowienia odpisałam
„
8.15
Do: 512 036 678
Masz wyczucie. Akurat bandaż ściągnęłam
Na odpowiedź czekałam 30 sekund. Nie żebym liczyła ale... Dobra nie pogrążam
się
8. 16
Od: Louis
I?
Po 2 minutach odpisałam niech poczeka a z resztą muszę zrobić
dosłownie 3 kroki do łazienki.
8. 18
Do: Louis
Spuchnięta masakrycznie. ZW
Wzięłam szopki prysznic i w bieliźnie, szlafroku wróciła do łóżka.
8. 35
Do: Louis
Jestem!
8.35
Od: Louis
Spoko. A ty sobie odwinęłaś tą kostkę i normalnie chodzisz?!
I teraz skłamać czy nie?
8.36
Do Louis
Nie no z kąt *.#
Wzięłam z szafki nocnej nowy elastyczny bandaż i przyłożyła na swoje
miejsce to coś plastikowego rozmiar buta pozwiększa mi z 36 na 37.
Odczytałam wiadomość która tyle co przyszła
8. 40
Oo: Louisa
Już ci wieże. Na którą masz do szkoły?
Po co mu to wiedzieć
8. 40
Do: Louis
Na 9. 20
Zawinęłam bandaż i pobiegła się ubrać jak zwykle (od trzech dni) chodzę na czarno. Oczywiście buty pożyczyłam od Joanna. Wzięłam telefon i przeczytałam następnego SMS.
8. 45
Od: Louis
Przyjadę po ciebie nie będziesz się tłukła z tą kostką autobusami
Jaki on opiekuńczy.
8. 46
Do: Louis
Nie che cię fatygować dam sobie radę
-o nie w tym nie pójdziesz-
gdy skończyłam wysyłać SMS, do garderoby wbiegł Joanna która miała
lekcje popołudniu. Wyciągnęła z szafy kolorowy zestaw i mi go dała (to ja mam jeszcze te kujonki?)
-w tym i
bez dyskusji
-dobrze mamo- powiedziałam i poszłam do łazienki.
Przeczytałam SMS.
8. 48
Od: Louis
Nie będziesz mnie fatygować i będę o 9
Odpisałam
tylko ok i ubrałam się. Zrobiłam koka i makijaż i byłam gotowa. Dobrze
że te adidasy prawie przykrywają mi bandaż. Andy załatwił mi zwolnienie
lekarskie do końca miesiąca więc dziś ze szkoły wychodzę dwie godziny
wcześniej. Łi!!! A zapomniałabym, kupili mi kule żebym nie musiała kogoś
prosić o pomoc. Kocham ich! Zbiegłam (na tyle ile było to możliwe) na dół
i poprawiłam włosy. Z okna zobaczyłam, że Louis już jest więc wszam
uprzedzając "mamę".
-hej- powiedziałam wsiadając do
samochodu.
-cześć-uśmiechną się- śliczne wyglądasz
-dzięki. Joanna mnie namówiła na kolorowe ciuchy- powiedziałam zapinając pasy
- i bardzo
dobrze. Alex to przeszłość a trzeba żyć tym co teraz i jutro- odpalił
silnik i odjechaliśmy. Przez całą drogę był jakiś dziwny nie śmiał się
tyle co zawsze. Był czasami jakby nie obecny. Podjechaliśmy pod budynek
szkoły podziękowałam mu i ruszyłam do klasy. Wszyscy się na mnie
dziwnie patrzyli i szeptali coś. Nie przejmowałam się tym.Usiadłam na
ławce i zaczęłam się zastanawiać. Co miały znaczyć te sny? Spacer z
Louisem i... nie ważne. Potem pojawia się Alex i mówi że kłamie. Ale kto?
Louis? Alle jak? Po co? Z jakiego powodu?
Z ogromną pomocą kul zeszłam
na du i z sztucznym uśmiechem podałam nauczycielowi od WF zwolnienie.
-to
wszystko?- spytał
-tak- powiedziałam z udawaną uprzejmością w głosie.
Wyszłam do góry i odłożyłam do szewki niepotrzebne książki i zostawiłam
te z pracą domową. Postanowiłam nie tłuc się autobusami postanowiłam
wybrać się pieszo a co mi tam 2 kilometry o kulach. Dobra zwariowałam
poczekam to 20 minut na autobus. W 10 min dotarłam do ławki na
przystanku. Łi!!! Jestem z siebie dumna. Nagle jakieś auto się
zatrzymało a z niego wysiadł Zayn.
-podwieźć cię?
-nie dzięki poradzę
sobie- uśmiechnełam się
-tak z tą nogą sobie poradzisz. Wsiadają-
powiedział a ja posłusznie wykonałam to.
-dzięki- powiedziałam gdy
staliśmy pod domem
-nie ma za co- uśmiechną się i podał mi kule z tylnego
siedzenia.-długo będziesz to nosić?
-za tydzień już mogę to wywalić. Przynajmniej tak mi doktor powiedział- uśmiechnełam się
-to
świetnie-powiedział uradowany
-idziesz na kawę?-spytałam
-nie dzięki ma
coś do załatwienia na mieście- powiedział mniej entuzjastycznie
-to innym
razem pa- uśmiechnełam się ostatni raz. Posłużył moje słowa z tym samym
gestem i wyszłam z pojazdu, skierowałam się do domu. Rzuciłam torbę na
kanapę i poszłam po sok. Wróciłam z powrotem i wyciągnęłam książki.
Zrobiłam wszystkie zadania i wrzuciłam wszystko z powrotem do torby.
Położyłam się i włączyłam telewizor. Akurat leciały wiadomości
przełączyła bym gdyby nie to że na ekranie pojawiło się zdjęcie gościa
który się mi w wczoraj i z którym chłopcy mieli pogadać po
naszym wyjeździe z opuszczonego magazynu. I teraz nasuwa się pytanie: Czy
oni go zabili? W końcu w wiadomościach mówią że został brutalnie pobity
a potem zaszczelony. Nie to nie możliwe.
-jestem!- usłyszałam głos
Andiego. Już jest szesnasta?- idziemy na imprezę?
-w połowie
tygodnia?-popatrzyłam na niego z podniesioną brwią.
-a co? Jutro mamy na
dziewiątą- uśmiechną się
-jutro jest środa czyli mamy na 7. 30 i nic mi
nie próbuj wmawiać- powiedziałam i przykryłam się kocem
-boli cię
noga?-spytał
-nie swędzi, pewnie że boli i to jak cholera- powiedziałam
niemile
-zrobić ci herbaty?- spytał
-jak ci się chce- uśmiechała
się
-już lecę- pocałował mnie w czoło i poszedł do kuchni
-jestem!-
usłyszałam głos Joanny
-hej-powiedziałam gdy stanęła w
salonie
-sprawdzałaś tą nogę bardzo spuchnęła?- spytała zatroskana
-trochę bardziej niż strasznie- powiedziałam a ona z kwaśną miną kazała
pokazać. Odwinęłam bandaż a jej oczy jak i moje były co najmie duże.-
rano była mniej spuchnięta
-Andy! Jedziemy z nią do twojego wujka.
Zamiast ją zbadać niech zrobi prześwietlenie- powiedziała
-spoko-
uśmiechną się. Wizą mnie na ręce i pojechaliśmy do szpitala.
***POV
Louis***
Leżałem na łóżku może z godzinę. Myślałem o wszystkim ale zawsze wszystko prowadziło do Margaret. Nie mogę przestać o niej myśleć. A Liam
mówił "nie spędzaj z nią tyle czasu bo się przywiążesz". To nie! Ale kuźwa
czy ja się do niej przywiązałem? Czy myślenie o jej pięknych oczach,
nogach. Aż chce się... Louis stop! Wykonasz swój plan i ona znika z
twojego życia. Ciekawie co teraz robi? A sprawdźmy napiszmy do miej SMS.
18.30
Do: Margaret
Co tam porabiasz
Na odpowiedź nie musiałem długo czekać
18. 31
Od: Margaret
Jadę ze szpitala
Na tą wiadomość się przestraszyłem przecież Max nie żyje. Harry
zabił go wczoraj więc dlaczego? Po chwili odpisałem
18.32
Do: Margaret
Co ci się
stało?
Patrzyłem w ekran oczekując wiadomości. I jest!
18. 34
Od: Margaret
Nic po prostu
mama Joanna i Andy martwili się bo noga mi bardzie spuchła
No i co jej
odpisać przecież musi wyjść tak że się o nią martwię.
-Niall- krzyknąłem
z nadzieją że on mi pomoże jednak odesłał mnie z kwitkiem do
Zayna.-Zayn
-czego?- spytał wchodząc do pokoju.
-jak napisać by wyszło że
się o nią troszczę?-spytałem podając mu telefon. Przeczytał popstrykał i podał mi do zatwierdzenia. Przeczytał ją i wysłałem
18. 35
Do: Margaret
O a czemu do mnie nie
dzwoniłaś? Trzeba było pisać to bym ci pomógł i odwiózł do domu
Na odpowiedź troszeczkę musiałem czekać ale pewnie musiała się gdzieś
przemieścić.
18.40
Od: Margaret
Ale przecież nic się nie stało mam tylko delikatnie
złamaną nogę
-no i co ja mam jej odpisać?- spytałem bezradnie Zayn
czytał razem ze mną i stwierdził
-napisz jej tak „nic się nie stało? Ona
jest złamana”-muszę przyznać że Zayn to ma łep. Zrobiłem tak jak
powiedział. Na odpowić czekałem z 10 sekund. Nie ja w cale nie liczyłem.
Ale na serio.
18.41
Ale jest DELIKATNIE złamana a to duża różnica
-napisz jej
że przyjedziesz jutro po nią to zabierzesz ją do szkoły- poradził
przyjaciel
-a nie lepiej żebym zabrał ją do siebie dopóki jej lokatorzy
się uczą?- spytałem
-szypo się uczysz- chytrze się uśmiechną.
-oglądałem
filmy- ruwnież to zrobiłem i odpisałem
18. 42
Do: Margaret
To jutro zamiast do szkoły zabieram cię do mnie
Drzwi do mojego pokoju się otworzyły a w nich staną
Liam z laptopem
-ciesz się że twoja królewna nie zamyka laptopa bo mogłoby
być ciężko ale proszę o to ona- podał mi na kolana przedmiot który
trzymał. Na ekranie zobaczyłem Mrgaret która leży na łóżku i odpisuje na SMS. A wiecie co było najleprze jej koszulka podwinęła się tak że było
widać jej brzuch. Przepiękny widok. Po chwili usadowiła swój telefon na
brzuchu. Jak ja chciałbym być na miejscu owego przedmiotu. Mój telefon zawirował. Otworzyłem wiadomość i przeczytałem treść z uśmiechem.
18. 44
Od: Margaret
Tak
tak wmawiaj sobie ja i tak idę do szkoły
18.44
Do: Margaret
Wiesz że ja zawsze stawiam na
swoim. Dobra kończę bo mnie Liam woła papa
Ta skłamałem ale co z tego.
Wole patrzeć na jej ciało niż pisać SMS.
-dobra spada do domu pa- przedział Liam
-ja też- dodał Zayn i wyszli. Ja zająłem patrzeniem się w
ekran. Nie żałowałem tej decyzji bo Margaret zdjęła spodnie i bluzkę i stanęła w samej bieliźnie. Kolega na dole się odzywa. Ubrała mega krótkie
spodenki i bokserkę. O matko jak ona seksownie w tym wygląda. Zaczęła
chodzić po pokoju o kulach i zobaczyłem gips. Wzięła torbę i spakowała rzeczy do tornistra. Ktoś wszedł do jej pokoju chłopak. Obstawiam że to
Andy. Będą z nim problemy wiem to.
_____________________________________________
Wiem długo ale w tym tygodniu miałam urwanie głowy. A więc tak:
Chce wiedzieć ile was tu jest i czy jest sens dalej to pisać. A więc komentujcie!!!
Szliśmy do szkoły w boskich nastrojach. No tak na pół
godziny bo potem wszyscy zaczęli mi o nim przypominać. Zaczęłam się
zastanawiać co miał znaczyć ten sen? W sumie czy wszystkie sny muszą coś
znaczyć? Dobra nie zaprzątam sobie tym głowy no bo po co skoro i tak to
nic nie do? Do szkoły podjechały 5 samochody. Ale takie ful wypas. Wszystkie pary oczu zwróciły się w tamtą stronę i zobaczyłam
"przystojniaka" naszej szkoły- Harrego. Z drugiego samochodu wysiadł
Louis!
-a nie mówiłam- Joanna powiedziała swój stały monolog.
Popatrzyłam na nią z przymrużonymi oczami i poprawiłam torbę na
ramieniu. Spojrzałam w tym kierunku jeszcze raz i spotkałam się ze
wzrokiem Louisa. Uśmiechną się co odwzajemniłam. Wrócił do rozmowy
z mulatem a ja popatrzyłam na Andiego, który nie krył wściekłości.
-on
jest nie bezpieczny nie spotykaj się z nim- ostrzegł
-znacie go
osobiście? Rozmawialiście z nim? Nie kurwa to się odwalcie od niego-
powiedziałam i chciałam wejść do szkoły ale koś staną mi na drodze. Spojrzałam w górę i zobaczyłam Louisa.
-o której
kończysz?-spytał
-piętnasta- uśmiechnełam się
-a co masz ostatnie?-
odwzajemnił gest
-WF- powiedziałam mniej entuzjastycznie
-przyjadę po
ciebie zabieram cie gdzieś- poruszał brwiami
- no nie wiem nawet dnia się
nie znamy- zrobiłam zamyśloną minę
-no to się prawie poznamy muszę
lecieć- pocałował mnie w policzek i poszedł. Po moim karku przeszły
przyjemne ciarki. Zaraz, zaraz czy on mnie pocałował?
-co to było?-
spytała moja przyjaciółka
-buziak w policzek a tak na serio to nie wiem-
zrobiłam zdezorientowaną minę
-przepraszam- Andy mnie przytulił co
odwzajemniłam
-ja też- szepnęłam mu do ucha
-dobra dzieciaki pod klasę
raz, w podskokach- poganiała nas Joanna
-ej! To że jesteś starsza o rok
nie znaczy, że możesz się wymądrzać- powiedziałam zła
-mogę a tak w ogolę
to za minute dzwonek- powiedziała patrząc na zegarek.
-to szybko- Andy wizą mnie za rękę i pobiegliśmy na 3 piętro. W porę zdążyliśmy.
Nadeszła
lekcja WF, ani jednego przyjaciela tylko znienawidzony nauczyciel. Przebrałam się w strój gimnastyczny, ubrałam buty do ćwiczeń i
pobiegłam na zbiórkę. Pan David po sprawdzeniu obecności kazał wsiąść piłkę do koszykówki. Nie nawadze jej. Mój wzrost tego nie ułatwia.
Oczywiście ja musiałam trafić do najgorszej drożyny i jako pierwsi
gramy. Gdy próbowałam wrzucić piłkę do kosza ktoś podstawił mi nogę i
upadłam. Skuliłam się z nieprawdopodobnym bólem kostki.
- Margaret wszystko w porządku?- spytała jedna z dziewczyn
-boli- szepnęłam
-zaprowadźcie ją do higienistki- powiedział
oschle nauczyciel. Emyli,bo tak miała na imię, pomogła mi wyjść po
schodach bo kulałam. Kiedy staliśmy obok drzwi wyjściowych, otworzyły
się, popatrzyliśmy się w tamtą stronę a tam Louis. Uśmiechnęłam się blado
a on podszedł.
-co ci się stało?- spytał
- wypadek na lekcji-odpowiedziałam
-a dokładniej?- dopytywał się
-Katy podłożyła jej nogę- wtrąciła się Emyli
- o ta szuja! Wiedziałam że ktoś mi podłożył nogę ale że ona?- powiedziałam zła
- zgaduje że idziecie do higienistki. Pomogę- wziął mnie jak pannę młodą. Dosłownie 3 metry dalej otworzyliśmy drzwi do gabinetu.
-dzień dobry Margaret. Coś ostatnio często się widzimy- pielęgniarka uśmiechała się
-ostatnio mamy koszykówkę na WFie-
uśmiechnełam się
-to wszystko tłumaczy- umyła ręce. Louis położył mnie na łóżku, leżaku? Huj wie co to. Ja nigdy się tego nie domyśle. Wymacała mi
całą kostkę i stwierdziła:
- nie jest złamana ani skręcona ale
opuchlizna będzie ponieważ twoja kość jest bardzo bardzo stłuczona i
jest narażona na złamanie. Ja bym to usztywniła i masz ją oszczędzać
-dobrze-przytaknęłam
-i nici z WF do końca miesiąca- dodała.
Kocham ją!!! Włożyła coś i owinęła bandażem. Mówiła że nie ma sensu jechać do szpitala po gips bo to nie złamanie a usztywnienie to tak dla
bezpieczeństwa. -dziękuje do widzenia- uśmiechnełam się- i nici z
szpilek- powiedziałam gdy drzwi się zamknęły
-i tak ich nie nosiłaś-
stwierdziła
-co fakt to fakt- przyznałam
-dobra zwolnię cię z reszty
lekcji i zabieram cie- powiedział Louis trzymając mnie pod rękę
-a
gdzie?- spytałam
-gdzieś na pewno- nie spostrzegłam się a doszliśmy do
szatni
- przebież się a ja cię zwolnię
-ok- kuląc poszłam do szatni.
Ubranie leginsów było najgorsze ale dałam sobie radę. Zresztą mojej
nodze dużo nie przybyło na bandażu. U butów prawie sznurówki mi brakło
bo tak ją rozciągnęłam Wyszłam a o ścianę opierał się Louis.
-gotowa?-
spytał
- no-powiedziałam
- to choć- znów wizą mnie pod ramię i
zaprowadził pod same drzwi samochodu.
- a dowiem się gdzie jedziemy?-
spytałam
-najpierw do mnie a potem zobaczysz- wyszczerzył się. Posłusznie
wsiadłam do samochodu i byłam gotowa do drobi. Gdy Louis wszedł do pojazdu zadzwonił do niego telef
-muszę odebrać-powiedział
-spoko-
wzruszyłam ramionami
-no co stary... no nie za bardzo ale mów... coś ty
się znowu wpakował... to załatw chłopaków od czarnej roboty i zlikwidują
trupa... jak to nie jednego poszczeliłeś?... idiota dobra kończę.
Załatw tych chłopaków pa- rozłączył się. Czy on powiedział „zlikwidują
trupa” ,„jak to nie jednego poszczerbiłeś". Nie przesłyszałam się. Na
pewno się przesłyszałam. A morze Joanna miała rację? Nie to nie możliwe.
Chociaż. Przecież wiesz że ktoś zabił ludzi, i to kumpel Louisa-
odezwała się moja podświadomość
- gotowa do drogi?- spytał
-nom. Ale powiedz gdzie jedziemy?- prosiłam
-gdzieś na pewno- uśmiechną się
-no ale proszę- zrobiłam słodkie oczka
-nie-odpowiedział i ruszyliśmy z parkingu. Sypko znaleźliśmy się przed dobrze znanym mi budynkiem szypo ,jak na
moją nieszczęsną nogę, znaleźliśmy się w środku.
-dobra posiekaj tu, zaraz
wracam- zaprowadził mnie do salonu. Usiadłam na sofie a 10 minut później
pojawił się Louis.
-łap- rzucił mi bluzę
- po co mi to?-
spytałam
-ciekawość to pierwszy stopień do piekła- pomógł mi wstać
-czyli
niczego się nie dowiem?- spytałam
-dowiesz się, że wrócisz późno- uśmiechną się
-a ok to murze napisać do Andiego. Jeszcze mi na zawał
padnie- powiedziałam podchodząc do auta. Wsiadłam a z torby wyciągnęłam mój telefon szypo napisałam SMS
15. 10
Do: Andy *.*
Wrócę wieczorem nie czekajcie na mnie
xM
Nie musiałam długo czekać na odpowiedź
15.11
Od: Andy *.*
Jak jesteś z nim to powiedz mu,
że jak ci się coś stanie to zabije XD
- Louis, Andy uprzedza że jak mi się coś stanie to zabije cie.
-zapamiętam- powiedział patrząc na drogę-a i
trzymaj się mnie dobra?
-spoko nigdzie mi się nie śni iść. A z resztą
jak? Z tym czymś na nodze daleko nie zajdę-zaśmiałam się
-no obawiam się
że byś spadła.-na moment spojrzał na mnie. Dojechaliśmy na obrzeża L.A . Louis zaparkował pod starym
magazynem gdzie było dużo samochodów. Założyłam bluzę gdyż już czułam chłód- pewnie się zastanawiasz dlaczego cię tu zabrałem. Otóż odpowiedź
jest prosta, każdy pewnie mówił ci jaki jestem
-ale ja w to nie wieże bo
wiem jak się przy mnie zachowujesz. I chociaż znamy się dzień wiem że
nic mi nie zrobisz-wtrąciłam się
-no i to jest prawda ale ja na serio biorę udział w akcjach. Nie zabijam zbytnio ludzi ale jak trzeba to muszę. Mam nadzieje, że teraz nie zerwiesz znajomości bo jestem przestępcą-
popatrzył mi w oczy.
-Louis znamy się zbyt krótko bym mogła cię osądzać- powiedziałam a na jego ustach pojawił się uśmiech.
-czyli nie
boisz się mnie?-spytał z niedowierzaniem
-na razie nie- szepnęłam a on
mnie przytulił. Odwzajemniłam niepewnie gest.
-to choć- wyszedł a potem pomógł mi. Weszliśmy tam i zobaczyłam tłum- to jest mój świat
-ok-
powiedziałam z minimalnym strachem. Kogo ty chcesz oszukać- odezwało się
moje sumienie.
-nie bój się- objął mnie w tali i przybliżył do siebie.
Nie ufam mu.
-Louis szybciej- przed nami pokazał się mulat z którym rano
rozmawiał
- no idę, idę- powiedział i podeszliśmy do nich. Przybliżyłam
się bardziej a on wzmocnił uścisk. Wiedział że się boje. Czułam to.
-dobra a
więc widzisz tego gościa to on- pokazał na jakiegoś chłopaka.
-ok to
załatwcie tę faorsę i po sprawie- powiedział bez stresowo Louis. Owinęłam
ręce woku jego tali.
-cześć Margaret- powiedziała do mnie
-cześć. Z kąt
wież jak mam na imię?-spytałam
-to ja zaraz wracam- powieszał Louis i się
gdzieś zmył
-dzisiaj rano Louis mi o tobie opowiadał- podrapał się po
karku
-ok- uśmiechnełam się
-mogłabyś być modelka- wypalił
-dlaczego tak
sądzisz?-spytałam z podniesionymi brwiami
-ładna jesteś po prostu- skomplementował mnie przez co oblałam się czerwienią. Rumieńce!!!
***POV Louis***
-na
pewno ten plan wypali- spytał Harry
-pewnie- mówiłem patrząc na Margaret.
Przygryzłem wargę, śliczne jej w moich rzeczach
-pamiętaj że nie dawno jej chłopak zginą, jest delikatna- ostrzegł jak bym był debilem
-no wiem halo
przecież wiesz jaka jest sytuacja- poparzyłem na niego jak na debila
-no
wiem choć do nich- powiedział i ruszyliśmy w ich stroną.
***POV
Margaret***
Po 15 minutowej rozmowie stwierdzam, że Zayn (bo tak ma na
imię) jest miły. Czułam na sobie czyiś wzrok. Zaczęłam się rozglądać
poszukując tego ktosia. Okazał się nim ten o którym rozmawiał Louis z
Zaynem.
-jesteśmy-za sobą usłyszałam znajomy głos. Popatrzyłam się za
siebie i spotkałam ze wzrokiem Louisa. -Louis bo ten gościu nie może
oderwać ode mnie oczu- powiedziałam
-który?- spytał zły
-ten naprzeciwko
ringu w skórzanej kurtce- szepnęła a Louis zaczął się rozglądać jak
zobaczył że to o niego chodzi, zacisną pięść a na jego szyi było widać
żyły
-spokojnie Louis zaraz idziemy tam z Niallem to mu najwyżej
dokopiemy- powiedział Harry? Kurwa z jakiego kosmosu on się tu wziął?
-dobra choć wracamy bo jeszcze spuszczę cie z oka i porwie cie-
powiedział
-czekaj- powiedziałam i przyjrzałam się mu dokładniej.- ja go
znam nieraz go wadziłam z Alexem
-na pewno?-spytał
-tak- popatrzyłam na
niego
-to Louis nie masz czego żałować- powiedział Zayn i poszedł z
Harrym. Louis objiął mnie w tali przybliżając bliżej siebie. Wyszliśmy z
tłumu a w dodatku na zewnątrz i strasznie było mi zimno. Wskazywały na to
ciarki.
-zimno ci-stwierdził. Przytulił mnie
bardziej i zaprowadził do auta, pomógł wsiąść.
-już włączyłem
ogrzewanie
-ok- uśmiechnełam się. Wyciągnęłam telefon i zobaczyłam 10
nieodebranych połączeń od Joanna i 2 od Anodiego. Jeden mądry. A do tego 5
wiadomości od mojej przyjaciułki. Przeczytałam parę i w szybkich pisało,
że mam wracać, że się martwi, że mnie udusi.
-mm nadopiekuńczą przyjaciółkę-odezwałam się
-bo?-spytał
-10 nieodebranych połączeń i 5
wiadomości- popatrzyłam na niego
-jak mój kumpel- uśmiechną się
-no popatrz-
odwzajemniłam gest
-to trzeba odwieźć cię do domu. Mama się martwi-
zaśmiał się
-lepiej bym tego nie ujęła-zaśmiałam się. Louis odwiózł mnie
do domu podziękowałam i chciałam oddać bluzę ale powiedział, że jeszcze
będziemy się widzieć to mu ją oddam. Weszłam do domu a z góry zbiegła
"mama".
-wiesz jak się o ciebie martwiłam!- krzyknęła
-pisała SMS-
powiedziałam ściągając buty.-pomożesz mi wyjść na górę
-no jasne a co ci
się stało?-spytała
-na Wf mi Katy nogę podłożyła- moja kwaśna mina. I <3 moje miny.
_____________________________________________________________
Przepraszam że tak długo ale mam konkurs i muszę się nauczyć 8 kartek. Do tego prawie kostke złamałam i mnie nieźle boli. Przepraszam ;(