czwartek, 10 lipca 2014

Przepraszam!!!

Przepraszam ale muszę zawiesić bloga i raczej już nic nie będę pisać. Przepraszam na pewno nie będę pisać przepraszam ale moje życie się skomplikowało. PRZEPRASZAM Marzena powiedziała że chce zacząć pisać bloga to wam za jakiś czas podam do niego link bardzo bardzo przepraszam.

sobota, 5 lipca 2014

9. Zakochani?


Scena +18 gdy się zacznie to napisze a gdy się skończy 
to udzielę ją jakimś czerwonym znakiem. Ponieważ ten rozdział to jak 2 rozdziały
-Marzena
-no Tomilson z kim ty przyjechałeś- usłyszałam za sobą. Jakby ten sam głos co w telefonie. Obruciłam się a gdy zobaczyłam kto to, to zdęniałam

Stał tam nie kto inny jak mój nauczyciel Wf-u. 
-zaskoczona?- spytał wpatrując się we mnie - za niedługo będziesz stać przy mnie a nie przy nim 
-śmieszne- starałam się żeby nie było widać że przestraszona jestem. 
-nie wydaje mi się- ukazał jego chamski uśmieszek- jedno jest pewne do burdelu się nadajesz 
-zamknij się i nie chce cię widzieć do wyścigu- powiedział zły Louis. Słowa mojego prześladowcy bardzo mnie zabolały. Kiedy odszedł po moich oczach spłynęły łuzy. -wiedziałem że tak będzie choć- przytulił mnie. Starałam opanować łuzy i w miarę mi się to udało ale to nie zmienia faktu że mój makijaż pękł w gruzach. 
-uśmiech i choć zrobimy ci nowe oczka- pociągnęła mnie za rękę Perrie. Poszłam z nią a ona nałożyła mi na twarz nowy makijaż. Myślałam że będzie gorzej ale to na prawdę miła dziewczyna. Wrośliśmy do Louisa.
-i jak nowa- puścił oczko do mnie i położył rękę wokół MOJEJ tali. Nie powiem przeszły mi dreszcze przez całe plecy. 
-Louis zaraz zaczynamy- powiedziała jedna brunetka (bardzo skąpo ubrana), pobiegła na start a Louis dał mi buziaka w policzek i znikną gdzieś. Pewnie na start. 
-siadaj- Perrie poklepała miejsce obok siebie na masce. Z uśmiechem wykonałam jej polecenie.-to jak jest z wami
-jakimi wami?- spytałam 
-no a tobą i Louisem kochacie się?- spytała Perrie a mnie zamurowało 
-helow (czytasz tak jak pisze) skarbie Louis nie potrafi kochać- wicią się Mark 
-a może się zmienił- wystawiła mu język-to jak jest?
-nie, nie kochamy się- powiedziałam z podniesioną brwią 
-cały czas jesteś przy nim, on cię przytula i całuje w policzek. Kocie musi coś w tym być- czy ona bawi się w swatkę? 
-jesteśmy przyjaciółmi-stwierdziłam fakt
-połowa dziewczyn marzy żeby na nią spojrzał a ty masz go na co dzień, całuje cię i przytula. Dziewczyno weź się ogarnij i prześpij się z nim zanim nie będzie za późno- znowu ktoś się musiał wtrącić, tym razem musiała być to Eleanor 
-wiesz nie każdy jest taki jak ty- sykną Mark. Geniusz!!!
-masz iść z nami- za mną staną jakaś małpa 
-że ja? Wątpię- powiedziałam. Louis gdzie jesteś!!!
-tak ty. I radze się mnie słuchać- wysyczał przez zaciśnięte zęby. 
-bo co jej zrobisz?-spytał Mark 
-nie wtrącaj się!- krzyknął na co się wzdrygnęłam. Przyjaciel Louisa schował mnie za swoimi plecami. 
-odejdziecie czy czekacie na Tomlinsona który jak się dowie co zamierzacie to was osobiście rozszarpię
-odsuń się-wysyczał przez zęby mięśniak 
-nie to wy spierdalajcie-usłyszałam znajomy głos. Louis nareszcie! 
-mamy rozkaz ją zabrać-powiedział jeden strachliwie. WTF oni mi wyglądają na takich co jednym ciosem go powalą a tu proszę! 
-ja wam rozkazuję iść-sykną. Na jego głos spierdzielili daleko. Wyszłam za plecy Marka i przytuliłam Louisa. Jego mięśnie dalej były napięte. 
-wracajmy- poprosiłam 
-też tak myślę- powiedział i pożegnaliśmy się z wszystkimi. Louis wziął mnie za rękę i poszliśmy do samochodu gdzie na samym tyle była wypchana walizka. Pewno pieniędzy.
-Louis a co jeśli was nie będzie w pobliżu a oni będą?- spytałam 
-nie mam pojęcia ale musicie zmienić szkołę- spojrzał na mnie w trakcje jazdy. 
-nie bój się o to już mam w głowie uczelnie- uśmiechnełam się blado. 
-jesteśmy wysiadaj- zaciągną ręczny i wyszliśmy.

~*~ Miesiąc puzniej~*~

Wreszcie cały dom został skończony. Porozkładałam z Joanną wszystko w domu. Kiedy patrze na: salon, kuchnie, łazienkę, mój pokój, pokój Andiego, pokój Joanny to stwierdzam że warto było się tyle namęczyć. 
-jadę wypełnić lodówkę!- krzyknęła Joanna z dołu 
-spoko!-odpowiedziałam i sączyłam wkładać ciuchy do mojej szafy. Poczułam ręce na moich biodrach, oddech na mojej szyi i znajome perfumy -cześć Louis- uśmiechnełam się 
-hej piękna-pocałował mnie w policzek- widzę że już nie wrócisz do mnie na noc 
-nie dziś już śpię w swoim łóżku- obróciłam się do niego 
-będę płakać- zrobił smutną minkę a ja się uśmiechnełam. 
-będziesz musiał przeżyć-westchnęłam. Nie wiem kiedy zaczęłyśmy się patrzyć w oczy. Coraz bliżej, coraz bliżej. Błagam niech nam nic nie przeszkodzi. Błagam! Nasze usta połączyły się w pocałunek. Odruchowo położyłam rękę na jego policzek a on położył rękę na moim biodrze i przysuną bliżej siebie. Nasz pocałunek stał się zachłanniejszy i wylądowałam na jego kolanach. Przybliżył mnie arz tak że stykaliśmy się klatkami. Zaraz wylądujemy w łóżku. Kurwa na nim siedzimy. I co teraz? Louis dobrał się do mojej bluzki i jednym ruchem ją ściągną. Czy ja tego chce? Tak w końcu go kocham. Tak przyznałam się do tego. Pociągnęłam jego bluzkę w górę i ją ściągnęłam. Louis oderwał się demonie i popatrzył prosto w oczy
-chcesz tego? 
-a ty?- tak bałam się odpowiedzieć 
-Meg nie odwracaj kota ogonem- pierwszy raz mnie tak nazwał a mi już się podoba. A co mu odpowiem?  
 ***POV Louis***
Przez ten miesiąc dużo się zmieniło a mianowicie to że nie zależy mi tylko na ziemskie. Polubiłem Margaret nawet trochę bardziej nisz lubię bo... Ona to, to nie to samo co na przykład taka Perrie czy inna, martwię się o nią. A teraz gdy czekam aż powie czy na prawdę chce się ze mną pierdzielić.
***POV Margaret*** 
Scena +18
 -tak-wreszcie to powiedziałam.
 Louis z uśmiechem na twarzy wznowił pocałunek i położył się na plecach razem ze mną. Z powodu że górowałam nad nim miał łatwiejszy dostęp do rozporka u moich spodni. Za niedługą chwilę byłam już tylko w bieliźnie. Nie pozostałam mu dłużna i jednym ruchem został tylko w bokserkach. Już było widać jak na niego działam. Szybko zmienił pozycję tak, że to ja byłam na dole. Nie przerywając pocałunku odpiął mój stanik i poleciał gdzieś daleko w któraś tam część pokoju. Składał mokre pocałunki od brody po przez szyję, piersi i brzuch. Powrócił do piersi gdzie zaczął się nimi bawić. Z moich ust wydobył się cichy jęk. Dobrał się do moich koronkowych majtek aż w końcu je zdjął. Zjechał językiem po sam dół i dostał się do mojego wejścia zataczał kółka w środku mnie językiem. Doszłam przez co moje plecy wygięły się w łuk z jękiem. Po chwili powrócił do mojej twarzy i zaczął mnie zachłannie całować. Jakąś siłą popchnęłam go tak że siedziałam na nim okrakiem. Nie przerywałam pocałunku tylko zaczęłam poruszać biodrami w kółko przez co z jego ust wydarł się jęk. Zjechałam na dół i ściągnęłam bokserki zobaczyłam dość okazałego przyjaciela chłopaka. Przejechałam językiem przez całą jego długość i włożyłam do buzi. Z jęków Louisa wnioskuję że mu się to podoba. Poczułam ciepłą maź w buzi przez co szybko ją połknęłam. Nasze oddechy były niekontrolowane. Jak na zjeżdżalni przejechałam po całym jego ciele zostając na jego biodrach. Złączyłam nasze usta w pocałunek a on zjechał mną trochę niżej. Zaczął kręcić moimi biodrami przez co jego męskość stawała się coraz większa. Wplotłam palce w jego włosy ciągnąc delikatnie. Oderwał nas od siebie odszukując spodni i wyciągnął folię z której wydostał prezerwatywę znów zmienił pozycję że to on nad mną górował i założył prezerwatywę. Delikatnie wsuną się we mnie i poczułam jak mnie rozpiera. Trochę przyspieszył przez niepohamowanie pękłam. Jego ruchy stały się coraz mocniejsze i gdyby nie wrócił do całowania to przyrzekam, że pani Alex usłyszała by mnie. Oboje doszliśmy w tym samym momencie. Louis wyszedł ze mnie i pozbył się prezerwatywy rzucając celnie do kosza w koncie pokoju. Spojrzał na mnie gdy ja głośno dyszałam. Zresztą on też. 
-byłaś wspaniała- uśmiechną się 
 -ty też- odwzajemniłam gest. Położył mnie obok siebie i przybliżył do siebie przykrywając pościelą.
^^^^^^^^^^^^^^^
Odpowiadało mi leżenie na ma co.
-kocham cię- nawet nie wiem kiedy te słowa opuściły moje usta. Zarumieniona chowałam policzki w kołdrę jak mała dziewczynka gdy coś przeskrobała. Po pewnym czasie usłyszałam głos Louisa 
-też coś do ciebie czuje. Nie wiem czy to miłość ale na pewno nie przyjaźń za dużo dla mnie znaczysz- powiedział. Czy on powiedział... Nie to nie możliwe. Popatrzyłam się na niego a gdy w oczach zobaczyłam że nie kłamie to złożyłam pocałunek na jego ustach i wyszłam z łóżka łapiąc jego podkoszulek. Ubrałam go. 
-idę się wykąpać zaraz wracam- powiedziałam i zostawiła go samego łapiąc czyste rzeczy z szafy. Gdy wróciłam pokój już był ogarnięty. Louis gdy mnie zobaczył usmiechną się i odebrał swoją bluzkę i razem ze spodniami udał się do łazienki. Nie czekałam na niego długo bo po 10 minutach czułam jego obecność zaraz obok mnie. 
-Margaret twoi rodzice przyjechali-usłyszałam Joanne z dołu która właśnie weszła z... O kurwa.

WAŻNE!!!

A więc jeśli będą komętarze to będzie rozdział i tak już będzie zawsze. Teraz mam dużo na głowie choć Wakacje. A tak w ogolę to pochwalicie się gdzie jedziecie to może się spotkamy ;) na 2 tygodnie jadę nad może. Potem na 2 tygodnie gdzieś tam i nie mam kompletnie czasu bo mnie wujek chce wsiąść do siebie.

Wiem zarypałam scenkę +18 ale wy w 15 minut nic lepszego nie wyśmielibyście. Bo maja kochana Gosia dopiero napisała jak już rozdział kończyła -,- no tak ale nie ma się jej co dziwić. Mam nadzieje że następne sceny będą leprze ;) - Marzena *.*

poniedziałek, 16 czerwca 2014

8.

Obudziły mnie promienie słońca. 
-już wstałaś?- usłyszałam głos Louisa zaraz przy moim uchu 
-no przez głupie słońce- ziewałam-zaraz czy my nie mamy dziś malować domu
-nom a co?- spytał Louis 
-jak to co będę malarzem- powiedziałam jakby to była najpiękniejsza rzecz na świecie 
-już się boję-uśmiechną się 
-masz czego-wyskoczyłam szybko z łóżka i pobiegłam wyciągnąć rzeczy do malowania. Ubrałam szybko swoje i byłam gotowa na malowanie. Makijaż sobie odpuściłam schowałam włosy upięte w byle jakiego koka do czapki i wyszłam. 
 -no ile można?- spytał gotowy Louis 
-długo gdzie reszta?- spytałam
-pojechali- powiedział- na stole masz śniadanie Joanna ci zrobiła 
-nie skorzystam dziś. Jedziemy-pociągnęłam go za rękę i zaprowadziłam na dwór. 
-a nie będziesz głodna?- spytał 
-nie ,no wsiadaj- rozkazałam i sama wykonałam te czynność.

Wbiegłam do domu i od razu pokierowałam się do salonu z kąt słyszałam śmiechy. Model stał do mnie tyłem więc wskoczyłam mu na barana i mocno przytuliłam 
-no cześć modelko- Zayn zaczął się kręcić 
-no hej modelu ale stój bo zaraz zlecenie- oszczekałam. Posłusznie wykonał moje polecenie-hej Liam 
-hej Margaret-odpowiedział mi ruwnież uśmiechem 
-nie dostanę- krzyknęła z kuchni Joanna 
-biegnę- powieszał Liam i poszedł do niej. 
-w pokoju masz farby- powiedział a ja upaćkałam swój palec czarną farbą i pomalowałam mu nos-ej 
-ładnie ci w czarnym- zaśmiałam się i wybiegłam na górę łapiąc Louisa za rękę. Oczywiście nie malowaliśmy tylko ścian. Wygłupialiśmy się przez co cała byłam w kolorach. 

-koniec!- krzyknęłam kiedy skończyliśmy malować ostatni pokój 
-czekaj jeszcze nie-powiedział Louis i pomalował mój policzek-teraz już jesteś cała w farbie 
-i muszę się wykąpać! Jedziemy!- krzyknęłam i pociągnęłam Louisa i Zayna (ponieważ ich miałam obok siebie). Droga minęła nam w ciszy. Po 15 minutach byłam już w domu Louisa. 

 Minęły dwa dni od malowania. Andy załatwił jakiegoś fachowca i kładą nam płytka w łazience i kuchni. Wykąpałam się i ubrałam w ciuchy które wybrał mi Louis. W końcu on wie jak mam wyglądać na wyścigu. Zrobiłam mocny makijaż i rozpuściłam włosy. Te spodenki są bardzo obcisłe. Bluzka ma za duży dekolt. A buty, no cóż wole trampki. Zeszłam na du i zobaczyłam Luisa. On może mieć bluzę i rurki a ja nie! Chamstwo!
***POV Louis***
Dobry dobór garderoby Tomlinson. Zaraz się na nią rzucisz ale huj. 
-pamiętaj że masz się mnie trzymać- starałem się powiedzieć to normalnie. Jej nogi... Zaraz padnę
-wiem pamiętam- przewróciła oczami. Otworzyłem drzwi żeby szła pierwsza. Nie dość że wyjdę na gentlemana to jeszcze popatrzę na jej dupę. Same korzyści. Otworzyłem jej drzwi do mojego najnowszego nabytku. Liam ulepszał go chyba z miesiąc więc jest perfekcyjny. Usiadłem na miejscu pasażera i odpaliłem silnik. To teraz powtórz sobie zasady. 
1. Zapomnij dziś nie pieprzysz żadnej laski.
2. Jesteś miły dla Margaret.
3. Nie rzucasz się na nią choć naprawdę mam ochotę.
4. Wygrywasz wyścig i zgarniasz nagrodę. 
 -jesteśmy- powiedziałem kiedy dojechaliśmy na miejsce. Jej mina była warta wszystkiego. 
***POV Margaret***
Tyle ludzi, jeszcze tak skąpo ubranych. Wow! Co druga dziewczyna jest prawie goła. Ja w porównaniu do nich to jak na zimę. No dobra przesadziłam na ale... Louis wysiadł więc zbiłam to samo. Gdy podszedł do mnie chwycił mnie w pasie prowadząc do jakiejś grupki. 
-no nareszcie- powiedziała jedna z dziewczyn 
-no hej Sophia gdzie Mark?- spytał Louis 
-nie mam pojęcia- wzruszyła ramionami 
-Louis!- krzyknęła jakaś brunetka i rzuciła mu się na szyję. Louis puścił mnie i ją odsuną
-Eleanor puść mnie- rozkazał trochę zły. Eleanor bo widocznie tak się nazywała. Puściła go i poparzyła na mnie. 
-kto to?- spytała 
-Margaret-odpowiedział przyciągają mnie do siebie. Ta dziewczyna ma idealny brzuch idealny taki płaski. 
-a następna na jedną noc?- jej słowa mnie zabolały. Bardzo!
- nie, nie jest taka jak ty by się sprzedawać- powiedział i przyciągną mnie mocniej
-wypraszam sobie- powiedziała obrażona
-co się tu dzieje?- spytał dochodzący do nas chłopak 
-to co zwykle- powiedziała blondynka 
- no tak- zaśmiał się 
-dobra a więc tak Margaret to jest Mark- pokazał na chłopaka- Eleanor, Perie- pokazał na brunetkę z która się kłócił i na blondynkę -a to Shopia- pokazał na dziewczynę która jako pierwsza się odezwała.- a to Margaret 
-już mi się podoba- powiedział Mark 
-uważaj na słowa- ostrzegł Louis 
-no  Tomlinson z kim ty przyjechałeś- usłyszałam za sobą. Jakby ten sam głos co w telefonie. Obróciłam się a gdy zobaczyłam kto to, to zdębiałam.
_______________________________________________
I???? Ok a więc będą sceny +18 moja kuzynka będzie je pisać bo mnie ostatnio wybłagała i przepraszam że tak długo ale nie miałam czasu wam nic pisnąć ;)

niedziela, 8 czerwca 2014

7. Początek nowej drogi...

Wstałam przed Louisem. Pewnie dlatego że jestem taka podekscytowana tym że wreszcie nie będę poruszać się na kulach. Ubrałam się w łazience i zrobiłam szybki makijaż. Buty schowałam do stylowej reklamówki. Zeszłam na dół i zrobiła wszystkim śniadanie. Kiedy położyłam naleśniki poczułam rękę na mojej tali jednocześnie kiedy ktoś krzykną "Buuu!!!". Poskoczyłam a sprawca obrócił mnie w swoją stronę. 
-Louis chcesz żebym zawału dostała?- spytałam prawie krzycząc 
-nie ale twoja reakcja- nie wytrzymał i wybuchną śmiechem 
-ha-ha bardzo śmieszne-zabijałam go wzrokiem 
-ale na prawdę- oparł się o blat 
-foch!- powiedziałam i rzuciłam się na ramiona Andiego który właśnie wchodził 
-no wiem że nie da się od mnie oderwać ale ja tu głodny jestem i za 30 min mamy być u doktora- powiedział Andy a ja zrobiłam wielki uśmiech 
-to sobie zjedz a ja lecę po Joanne nareszcie zrobimy ten remont- boże moja podjada mnie dobija. Stanęłam przed schodami i krzyknęłam- Joanna dostawa do sklepów przyszła i do H&M też!
-gdzie?!- w zawrotnym tempie pojawiła się na schodach 
-żart ubieraj się i zarz widzę cię na dole. Jedziemy ściągnąć gips!- krzyknęłam radosna i przeszłam do kuchni. - nabrała się jak zwykle 
-no a jak-Andy odezwał się z pełną buzią. 

-gotowa- uśmiechnęła się Joanna 
-kulczyki masz na ko odzie w przedpokoju- powiedział Louis do Andiego.
-ok to dziewczyny jedziemy- wiedział wesoło Andy i ruszyliśmy w stronę drzwi
***POV Louis***
Dobrze że już pojechali bo przysięgam jeszcze 5 minut i bym się na nią rzucił. Ta spódnica nie pomaga. Dobra Tomilson kolejny ras za dużo o niej myślisz tak? Ty się masz tylko odegrać na jej starych. Mój telefon zadzwonił. Zayn.
<><><><> rozmowa telefoniczna<><><><>
-stary kupiłem alarm i naboje ale jest problem 
-jaki?
-no bo zdobyłem informację że Mięśniak wrócił
-kurwa że David
-no tak  wrócił do zawodu 
-widziałem się z nim ale... kurwa mać 
-ejejej stary spokojnie jesteś od niego lepszy 
-jadę na plac poćwiczyć pa
<><><><> koniec rozmowy telefonicznej<><><><>
-kurwa!- krzyknąłem na cały dom. A mogłem go w tedy nie wkurwiać? Mogłem!!! Zgarnąłem kluczyki do mojego ulubionego wozu i poszedłem do garażu. W zawrotnym tempie byłem już na torze i zacząłem ćwiczyć dryfy i tego typu rzeczy. Dawno się nie ścigałem...
***POV Margaret***
Gips ściągnięty farby wybrane. Meble też. Ciuchy do malowania kupiłam. Gotowa!
-napisze do Louisa czy ma czas to pościąga te kamery- uprzedziłam i napisałam 
13. 48
Do: Louis Masz czas???? =)
A wspominałam że auto Louisa jest szypie i Andy mało co nas nie zabił bo mu się zachciało 240 na liczniku czy tam 200 nie znam się na wozach. I SMS 
13. 50
Od:Louis
 Nom a co? Jak tam noga?
Uśmiechnęłam się i odpisałam 
13. 51
Do: Louisa 
Z nogą w porządku mogę nią ruszać!!! A jeżeli chodzi o to 1 czy 2 to mógł byś ściągnąć kamery u nas w domu? 
-Margaret choć przebieżmy się u sąsiadów- powiedziała Joanna nawet nie wiem kiedy dojechaliśmy. 
- spoko lecę- uśmiechnęłam się. I SMS 
13. 54
Od: Louis 
Za 10 min będę z Liamem. 
Odpisałam tylko krótkie „OK” i pani Alex wpuściła nas do środka powiedziałyśmy że było włamanie i musimy się gdzieś przebrać. Staruszka zgodziła się od razu i zaprowadziła nas do łaziki. Najpierw ja się przebrałam a potem Joanna. Zrobiłam koka i nałożyłam czapkę żeby tak czasem włosów nie zafarbować. U mnie to wszystko możliwe. 

Weszłam z Louisem do domu a za nam reszta. Louis trzymał mnie blisko w pasie. Odpowiadało mi to ponieważ się bałam. Wszystko było tak samo jak wczoraj. Louis spojrzał na mnie i uśmiechną się pocieszycielko. 
-to ja proponuję tak. My usuwamy kamery w salonie a wy wyrzucacie i segregujecie wszystko w salonie- powiedział Zayn. A tak zapomniałam wspomnieć, Louis pisząc że przyjedzie tylko Liam miał na myśli całą czwórkę nawet Harry przyszedł.
-ja idę na górę- powiedział Niall a Harry się do niego dołączył. Chwyciłam koszule Louisa widząc ten napis
-Mała nie bój się jestem tu- powiedział Louis. Uśmiechnęłam się do niego blado i chwyciłam worek 
-to zaczynamy-moje zrezygnowanie w głosie. Kocham je. Ubrałam rękawice i zaczęłam wszystko pakować do worków. Po 30 minutach w salonie zostały tylko meble. Nieźle się w 5 wyrobiliśmy. Liam za ten czas zdążył opanować cały dół a chłopaki górę. Sypko są. Gdy już prawie kończyliśmy kuchnie zadzwonił mój telefon 
-kto do diabła?- spytałam i wyciągnęłam telefon z kieszeni-Louis nieznany 
-daj na głośno mówiący- staną za mną 
<><><><>rozmowa telefoniczna<><><><>
- nie ładnie tak usuwać wszędzie kamery. Ale nie przewidzieliście jednego. A meble? Podsłuchy?
-oj skarbie przewidzieliśmy- starałam się aby mój głos był poważny
-mebli już jutro tu nie będzie 
-a czy ty czasem nie miałaś złamanej nogi? To dobrze że już nie masz będziesz lepsza w łóżku
-a spierdalaj- Louis nie wytrzymał nerwów 
-Tomlison nie bądź zazdrosny a tak na marginesie śliczniutka z was para. Nacieszcie się sobą do puki możecie pa
- i się rozłączył 
<><><><>koniec rozmowy telefonicznej<><><><>
Usiadłam na krześle i zaczęłam płakać. Czemu on mi musi niszczyć życie? I czemu mi się wydaje że go znam?
-Margaret nie płacz proszę- Joanna kucała przede mną 
-czemu kurwa mi się wydaje że go znam? 
-bo znasz- powiedział cicho Zayn 
-jak to?- spytałam 
-nie ważne weźmy się za górę- powiedział Louis i pociągną mnie delikatnie za dłoń. Wyszliśmy do mojego pokoju. Rozstaliśmy się tak że Joanna z Liamem do jej, Zayn z Andym do jego, a chłopaki do gościnnego. Ja z Louisem dostałam najtrudniejsze zadanie. Niestety. Louis od razu usuną manekin z łóżka gdyż po moich oczach zaczęły lecieć łuzy. 
-mała nie płacz za niedługo to się skończy obiecuję- powiedział podnosząc mój podbródek, tak abym patrzyła na niego. Nie mogłam oderwać oczu od jego. Zaczął się zbliżać ale przerwał mu telefon. Znowu zastrzeżony. Louis pokazał głową żebym odebrała. 
<><><><>rozmowa telefoniczna<><><><>
-jak tak was słucham to mi się na płacz zbiera. Ale naprawdę słodcy jesteście. A Tomilson mam ci coś do powiedzenia,sobota 22, na starych magazynach weź auto i rusz dupę, wyścig. Stawkę sobie wymyśl- i się rozłączył 
 <><><><>koniec rozmowy telefonicznej<><><><>
Zaraz padnę, muszę zmienić numer. Zapamiętam to! 
-jadę z tobą-oznajmiłam 
-nie to zbyt niebezpieczne- powiedział zastanowiono-dobra kończymy to
-ok ale jeszcze pomagamy na ten temat- ostrzegłam go i wzięłam się za sprzątanie. 

Wieczorem skończyliśmy dosłownie wszystko nawet meble wynieśliśmy. Ciuchy i jakieś tam zdjęcia albumy i tak dalej mam spakowane w pudła. Wynajęte ciężarówki zabrały wszystko na wysypisko. Wreszcie doczekałam się gorącej kąpieli wszystkie nasze rzeczy wrzuciłam do prania. Wreszcie w piżamie i nie całkiem doschniętych włosach położyłam się no łuku. 
-pamiętasz że miałaś mnie dziś wymasować- przede mną staną uśmiechnięty Louis. Przewróciłam oczami 
-połóż się- rozkazałam. Ściągną bluzkę i położył na brzuchu. Mówiłam już że ma zajebiście umięśniony brzuch i ogólnie wszystko? A jego tyłek. Awwww! Usiadłam na owej części ciała  i zaczęłam masować ramiona. Schodziłam coraz niżej aż do nerek. I tak oto po 15 minutach pan Tomlison został wymasowany.
-ulżyło?- spytałam 
-o tak! A teraz co ty sobie życzysz?- poruszał zabawnie brwiami na co się zaśmiałam 
-jadę z tobą na ten wyścig- uśmiechnęłam się
-a może co innego?- spytał z miną szczeniaka 
-nie, ja musiałam cię wymasować- stawiałam na swoim 
-ale trzymasz się mnie-rozkazał
-ok- uśmiechnełam się i rzuciłam się mu na szyję tak że spadliśmy na pościel śmiejąc się
 -słotka jesteś- powiedział na co się zarumieniłam. Schowałam twarz w włosy. Coś czuję że za dwa dni będzie długa noc.
____________________________________________
Rozdział nie poprawiałam bo chciałam coś dodać a teraz akurat miałam wolną chwilę. Ostatnio rozdziału nie było bo jest zakończenie roku i moja klasa robi akademię dekorację i w ogóle wszystko więc musicie mi to wybaczyć ;)

niedziela, 25 maja 2014

6. Strach...

-nic po prostu myślałam że mimo tajemnic Alexa byliśmy szczęśliwi a tu nic-powiedziałam bawiąc się palcami. 
-ej mała już widzę uśmiech- powiedział Zayn klękając przede mną 
-Zayn przestań- prosiłam 
-nie do puki się nie uśmiechniesz- zrobił słodkie oczka. Wymusiłam uśmiech a on zwycięsko poklaskał rękami. 
-to my się będziemy zbierać-stwierdziła Joanna 
-nom- przytaknęłam 
-to was odwieziemy. Nie wiadomo co temu palantowi przyjdzie do głowy- powiedział Louis. Razem z Liamem i Zaynem wyszedł z domu pomagając mi. Zaraz za mną szła Joanna szepcząca coś z Andy. 

Chciałam otworzyć drzwi kluczem ale były otwarte. Popatrzyłam się na resztę przerażona.
-zostańcie tu- powiedział Louis i z Zaynem i Liamem weszli do domu. Odczekałam 2 minuty i poszłam za nimi, wbrew rozkazów Joanny. Stanęła w salonie a tam wszystko po przewracane do góry nogami. Telewizor był na podłodze cały w szczepkach a na ścianie napisane czerwoną farbą „Nie ładnie zdradzać swoich. Już nie żyjesz!!!”. Nie wiadomo kiedy po moich policzkach zaczęły płynąć łuzy. 
-Margaret mówiłem żebyś nie wchodziła-powiedział Louis 
-ciekawość zwyciężyła- próbowałam udawać że wszystko gra. Ale tak nie było w środku rozpadałam się na miliony kawałków. Czy ja zawsze muszę mieć pod górkę. Najpierw przeprowadzka do LA potem śmierć Alexa, który okazuje że jest szują. Na deser psychopaci którzy chcą cię zabić. Zajebiście!!
-i teraz musimy zrobić ten remont- powiedział triumfalnie Joanna 
-jutro idziemy pochodzić po sklepach- uśmiechnęłam się blado. 
-a narazię idziecie do mnie bo tu nie zostaniecie-powiedział Louis 
-a ja idę na zakupy- powiedział wesoło Zayn. Myślałam, że faceci nie lubią zakupów, widać miliłam się.
-to kup dobry alarm i...- zastanawiał się Louis 
-naboje do bronie bo nie powiem kto sobie szczelał do kaczek- powiedział zły 
-co celność ćwiczyłem- powiedział obrażony Louis 
-jak dzieci- skomentowała Joanna 
-dobra weźcie najważniejsze rzeczy i jedziemy do Louisa-powiedział Liam. Weszłam do pokoju a tam na łóżku leżał manekin dziewczyny a w serce miała wbity nuż. Pisnęłam i zasłoniłam oczy zalewając się płaczem. Poczułam rękę na ramieniu przez co się wzdrygnęłam.
-spokojnie to tylko ja, Louis- obróciłam się na pięcie i przytuliłam mocno 
-boje się- wyszeptałam 
-przy mnie nie masz czego- pocałował moje czoło-choć spakujemy cię
-ok- otarłam łuzy i spakowałam parę rzeczy z łazienki wzięłam kosmetyczkę. Wrzuciła do walizki i zamknęłam-gotowa 
-to super pamiętasz co mi obiecałaś- spytał zabawnie poruszając brwiami
-a wiesz że ja też mam jedno życzenie- uśmiechnełam się promienie 
-proś o co chcesz- zaśmiał się 
-to tak lody z bitą śmietaną- zaczęłam wymyślać 
-ok nie w ogolę nie miałem skojarzeń w ogolę- zaczną się śmiać a ja wlałam go w bok. 
-jedziemy ja chce na zakupy- powiedział Zayn 
-no jedziemy-przewrócił oczami 

Położyłam rzeczy u Louisa w pokoju bo oczywiście pokoje gościnne zajęli moi przyjaciele. Jeszcze się szczerzyli głupio. Zeszłam na duł bo musiałam zadzwonić do taty że muszę zrobić remont bo miałam napad nie będę wtajemniczać go w szczegóły. To samo zrobiła Joanna i Andy. W sumie mamy pieniądze na zbudowanie 3 domów. Tak to jest mieć ojców prawników. Jutro pan ściąga mi gips! Nie wiem w takim razie po co mi go zakładali ale ok niech im będzie. Podobno wyszło coś źle wybadaniach. Pozamieniali zdjęcia. Z moją nogą jest wszystko w porządku. A więc plany na jutro: po ściągnięciu gipsu idziemy po farby i zamulić meble. Potem pozbywamy się dosłownie wszystkiego. Liam mówił że kamery są w całym domu. Do tego te odrazy dotykały moich rzeczy wszystko wyżce oprócz ciuchów to dobrze wypiorę. 

Nadszedł wieczór. Położyłam się na łóżko zakrywając twarz rękoma. Poczułam jak miejsce obok się ugina i osoba robi ten sam ruch. To Louis.
-mam dość- stwierdziłam 
-ja też- popatrzył się na mnie w tym samym momencie co ja. Nasze oczy się spotkały. Nie mogłam odwrócić wzroku coś mnie przy nim trzymało.
-masz piękne oczy 
-dzięki- odwróciłam wzrok gdyż się zarumieniłam
-mamo , tato sory że przeszkadzam ale zostawiła telefon na dole a dzwoni- Andy rzucił we mnie komórką.
-zastrzeżony- wyszeptałam przestraszona -daj na głośno mówiący- powiedział Louis. 
<><><><> Rozmowa telefoniczna <><><><>
-no widzę że się świetnie bawisz z Tomilsonem- usłyszałam głos jakby znajomy 
-kim jesteś?- spytałam 
-dobrze mnie znasz kocie- powiedział zadziornie. Louis podszedł do okna i zaczął się rozglądać
-Tomilson i tak mnie nie zobaczysz
-daj mi spokój nie mam nic wspólnego z wami!- krzyknęłam 
-masz jesteś moja Alex cię nam dał- po drugiej stronie było słychać śmiech. 
 -jak to wasza?- spytałam zmieszana 
-tak to. Alex postawił cię zamiast prochów które zgubił- w jego głosie było słychać obojętność 
-ona nie jest wasza- powiedział Louis 
-zamknij się- sykną
-nie nie zamknę się ona jest moja a teraz dowodzenia- i się rozłączył. 
<><><><>Koniec rozmowy telefonicznej<><><><>
Co znaczy jego?! I czemu mi się wydaje że znam ten głos!!!
-Czemu ja muszę mieć wiecznie pod górkę- rozpłakałam się
-nie płacz- przytulił mnie-no proszę. Choć spać 
-tylko wezmę sypki prysznic- powiedziałam i wzięłam moją standardową piżamę. 
***POV Louis***
 Poszedłem do drugiej łaziki i szybko się wykąpałem. Ubrany w bokserki i spodnie nad kolano. Powróciłem do pokoju a na łóżku leżała Margaret. W tych seksownych spodenkach. Tylko że zamiast bokserki miała zadłużą bluzkę. Szkoda ale i tak mam ochotę ją przelecieć. Wpatrywała się w moją umięśnioną klatkę.
-fajna nie?-spytałem na co się zarumieniła spuszczając głowę. Zaśmiałem się podchodząc do niej i podniosłem podbródek- słoto się rumienisz. 
-Louis przestań- poprosiła jeszcze bardziej się rumieniąc
-ale co ja robię?- spytałem siadając tuż obok jej. 
***POV Margaret ***
Czemu mam motylki w brzuchu. Przecież się nie zakochałam. Chociaż czuje się tak jak z Alexem a nawet lepiej. Kurwa ja się w nim! Zakochałam się w człowieku którego znam 3 dni. Cholera jasna jak to możliwe. Wpatrywałam się w jego oczy a on w moje zbladliśmy się do siebie a gdy już prawie czułam jego usta na swoich i oczywiście ktoś musiał nam przerwać. 
 -Margaret złaś mi tu na dół!- krzyknęła Joanna 
-biegnę- krzyknęłam i "zbiegłam" po schodach na sam dół.
-co chcesz -ten kolor mi się podoba do pokoju- powiedziała Joanna patrząc na jakaś panele w tablecie 
-no ładny- uśmiechnęłam się
-jeszcze go zobaczę jutro- stwierdziła 
-to mogę już iść?- spytałam 
-nom raczej tak- uśmiechnęła się 
-boże z tobą kobieto- przewróciłam oczami i wyszłam do tymczasowego mojego pokoju. Louis leżał na brzuchu. Z tego wszystkiego przygryzłam dolną wargę. Kurwa ale on ma tyłek. 
-no wiem że ślicznie wyglądam- zaśmiał się 
-podziwiałam pościel- wystawiłam mu język cała zarumieniona
-pamiętasz że masz mi zrobić masaż- wyszczerzył się
-jutro błagam jutro- prosiłam 
-niech ci będzie- ziewał- idziemy spać 
-dobry pomysł- stwierdziłam i weszłam pod kołdrę. On zrobił to samo. Położył rękę na mojej tali i przybliżył mnie do siebie.
_______________________________________________
Mam nadzieje że rozdział się podoba!!!

To sprawdzamy ile was jest!!! Komentujcie :)

piątek, 16 maja 2014

5. Smutna prawda...

5. Biegłam po chodniku. Biegiem dokąd mnie nogi niosą ale wiem do kąt prowadzi ta droga- zamek Louisa. Zadzwoniłam do bramy i po chwili usłyszałam jak drzwi wydają znak że są otwarte. Weszłam na posesję szybko zamykając drzwi. Pobiegłam w stronę drzwi w których stał Louis. Przytuliłam się do niego i rozpłakałam. Louis zamkną drzwi i wizą mnie na ręce. 
-co się stało?-spytał. Mi jakaś siła kazała powiedzieć:
-ktoś mnie gonił
-kto widziałaś twarz?- spytał
-nie- szepnęłam a on położył mnie na łóżku. 
-już kochanie spokojnie-wtulił mnie do swojego torsu. Nagle znowu film się urwał a ja stałam w białej przestrzeni przede mną stał Alex. Dokładnie tak samo wyglądał jak w poprzednich snach.
-kłamie- powiedział przez zaciśnięte zęby
-Alex kto? Powidz tylko kto- szepnęłam z łuzami w oczach. Miałam nadzieje że mi powie
-kłamie-powtórzył 
-kochane kto kłamie- po moich policzkach spływały łuzy. On chciał się do mnie zbliżyć ale nie mógł coś go trzymało w jednym miejscu.
-on-wyszeptał i znikną. 
-Margaret obuć się- z snu próbowała wybudzić mnie Joanna. Otworzyłam oczy i jak poparzona wleciałam w jej ramiona.
-ci! To tylko zły sen. Nie płacz wszystko będzie dobrze. Co ci się śniło?-spytała
-już 3 noc z rzędu. Od kąt poznałam Louisa cały czas śni mi się on i Alex. On wyglądał dokładnie tak jak w szpitalu.- rozpłakałam się 
-odkąd poznałaś Louisa?-spytała 
-no tak- przytaknęła. 
*** POV Louis***
Obudziłem się i położyłem laptop na kolana poklikałem i już widziałem Margaret jak tak dalej pójdzie to ją przelecę. Pięknie wygląda w tych krótkich-krótkich spodenkach. Boże jakie ona ma nogi a jaki tyłek. Postanowiłem do niej zadzwonić po 2 sygnałach odebrała
-hej- usłyszałem jej melodyjny głos
-hej to o której mam po ciebie przyjechać?- spytałem
-o 25, 30 lutego- powiedziała 
-ok to będę za 10 min- nie czekając na jej odpowiedź rozłączyłem się i pobiegłem do samochodu. Może jeszcze nie przebierze tych spodenek.  
***POV Margaret***
Czy on zawsze musi stawiać na swoim? Poszła do garderoby i szybko znalazłam jakieś ciuchy i się przebrałam. Zrobiłam makijaż i uczesałam wysokiego koka. 
-a ty gdzie się wybierasz? Nie mów że do szkoły- przestraszyła mnie "mama"
-chciała ale Louis powiedział że nie pójdę tak do szkoły i zabiera mnie do siebie- powiedziałam obawiając się je reakcji
-nie sądziłam że to powiem ale ma racje- uśmiechnęła się i wyszła zaraz po niej ja i zeszłam na dół prawie usłyszałam że ktoś wjechał na podjazd. Poprawiłam torebkę i wyszłam z domu uprzedzając wszystkich. Louis wysiadł z samochodu i pomógł mi dojść choć to nie było potrzebne.
-to odwieziesz mnie do szkoły?- wystawiłam ząbki
-nie do mnie do domu- zrobił to samo
-będę płakać- powiedziałam niby obrażona. 
-nie płacz i tak nie masz książek-stwierdził
-bo mi Joanna nie pozwoliła. Do tego zgodziła się na twój pomysł. Co graniczyło i graniczy z cudem- zdziwiłam się
- ma się to coś- zaśmiał się i skręcił w ulice gdzie mieszkał
-szkoda że ja nie mam tego czegoś-popatrzyła za okno
-masz, masz- powiedział
-ta gdzie? Nie widzę- zaczęłam siebie oglądać
-ej mała, mała- powiedział i pomógł wysiąść. Weszliśmy do domu i po ściągnięciu butów, skierowaliśmy się do salonu.
-pięknie ci w gipsie- uśmiechną się
-wmawiaj sobie- skarciłam go wzrokiem 
-na prawdę, chcesz coś do picia?-spytał
-nie dzięki- zrobiłam ogromnego "banana" 
-to co robimy?- usiadł obok mnie
-no nie wiem możemy tak pojechać do mnie do szkoły- uśmiechnełam się zadziornie
-mam lepszy pomysł. Film- jego entuzjazm w głosie 
-i tak mój pomysł był lepszy ale ten jest niezły- zaśmiałam się
-to co oglądamy?-spytał 
-nie wiem wybieraj- wzruszyłam ramionami
***POV Louis***
I jaki fil mamy obejrzeć. Musze ją do siebie zbliżyć. Romansideł nie będę oglądać. Myśl Louis myśl. WIEM! Horror! Wybrałem płytę z podobno najstraszniejszy horrorem ja nic strasznego w tym nie widzę ale ok. Usiadłem obok niej na kanapie gdy film się znaczą. 
-co wybrałeś?- spytała
-horror-powiedziałem a jej źrenice się powiększyły.-nie bój się jakby co to jestem obok- uśmiechnąłem się
-ja się nie boje- powiedziała i twardo oglądała. Gdy główna bohaterka wchodziła do pomieszczenia gdzie czkała na nią śmierć, Margaret wydarła się żeby tego nie robiła bo umrze. Gdy weszła i dostała siekierą w łep to Margaret schowała się w moją klatkę. O to chudziło. 
-wyłączyć?- spytałem ciągnąc ją do siebie. 
-nie ten film jest ok- powiedziała i oglądała dalej ale nie oderwała się ode mnie. Czasami chwała wzrok w mój podkoszulek. Louis jesteś geniuszem!

-i jak ci się film podobał?- spytałem
-był wspaniały- powiedziała zamyślona 
-połowę filmu chowałaś głowę w moją klatkę- stwierdziłem- no chyba że ona jest wspaniała
-nie schlebiaj sobie- wystawiła mi język
-ale to czysta prawda- wyszczerzyłem się 
-tak, tak- powiedziała z ironią
-sugerujesz coś-spytałem. 
 -ja ależ z kąt- przyłożyła sobie rękę do piersi. 
-a mi się wydaje że jednak tak- zacząłem ją łaskotać. Po sekundzie siedziałem na niej okrakiem a ona ze śmiechu nie mogła nic powiedzieć. 
-proszę- krzyknęła pomiędzy napadami śmiechu
-o co?- spytałem 
-przestań- krzyknęła 
-a co będę z tego miał- spytałem trzymając jej ręce i zbliżyłem moją twarz do jej czułem jej oddech. -moją wdzięczność- te słowa wypłynęły z jej malinowych ust. Ile ona może nimi zrobić... Louis stop! Opanuj się
-trochę mało- wyszeptałem 
-zrobię naleśniki- zaproponowała
-a na to mogę się zgodzić-uśmiechnąłem się. Zeszedłem z niej i usiadłem obok.
-muszę zrobić te naleśniki?-spytała
-nom chyba że chcesz jeszcze łaskotek- zagroziłem a ona energicznie pokiwała głową, że nie.
***POV Margaret***
Zgodnie z obietnicą zrobiłam te naleśniki. Zjedliśmy a potem Louis włożył wszystko do zmywarki. Gdy usiedliśmy na kanapie zadzwonił jego telefon. 
-Niall- powiedziała i wyszedł z pokoju. No to teraz przyszedł czas na rozejrzenie się po pokoju. Ściany biało szare. Jedna ogromna ściana z ogromnymi oknami i wyjściem na taras. Można to zasłonić białymi storami. Kanapy skażane czarne z dodatkiem białych poduszek. Na ścianie widnieje foto-tapeta Londynu. A na ścianie przede mną bio-kominek a nad nim telewizor. Na środku szary włochaty dywan i mały stolik kawowy. Nieźle się urządził ale dla mnie mało kolorów. To samo w kuchni biało czarne meble ale limonkowe ściana. Przynajmniej tyle. Louis musiał skończyć rozmowę bo wrócił ale zdenerwowany. A już było tak miło. Przeskoczył kanapę i usiadł obok mnie 
-zaraz chłopcy przyjadą małe problemy z Harrym- próbował udawać że wszystko w jak najlepszym porządku.
-ok spoko. Obejrzymy sobie horror tym razem zamiast w ciebie będę się przytulać do innego- powiedziałam z udawanym podnieceniem na co wybuchną śmiechem a ja zaraz za nim.
-nie akurat przytulać to tylko do mnie - udawał obrażonego.
-oooo jak przykro- próbowałam stłumić śmiech. 
 -tak przykro- schował głowę w poduszkę
-no już nie fochaj jak małe dziecko- prosiłam próbując zabrać mu poduszką- Louis no!
- a co będę z tego mieć?-jego głos był stłumiony przez poduszkę
-naleśniki ci zrobię na obita- uśmiechnęłam się 
-naleśniki na śniadanie obiad i święta- powiedział Louis jak z reklamy
-a masz do tego jakieś ale?-postanowiłam „zabić go własną bronią”- foch
-nie błagam Margaret nie obrażaj się- prosił przytulając mnie 
-a co będę z tego mieć?- spytałam
-nie wiem wymyśl coś a co do mojego to chce masaż- ułsmiechną się
-jeszcze czego?- powiedziałam zbulwersowana 
-no proszę- zrobił słotnie oczka. I jak się tu im oprzeć?
-ok- powiedziałam obracaj teatralnie oczami.Drzwi się otworzyły a za nich wyszła czwórka chłopaków ci którzy z Louisem przyjechali pod szkołę.
-a ty nie w szkole?- spytał Louis Harrego
-nie chciało mi się napiszesz usprawiedliwienie?-spytał z uśmiechem 
-a mam inne wyjście?- spytał
-nie bardzo- powiedział przepijając piątkę z Louisem. Nie lobię go. Zawsze się ze mnie nabijał w szkole
-hej modelko- powiedział Zany
-hej modelu- uśmiechnełam się. Po chwili wszyscy przywitali się TYLKO z Louisem. Nie mnie tu w ogulę nie ma widzi mnie ino Zayn i Louis. Nie lobię ich.
-Chłopaki to jest Margaret Margaret to jest: Niall, Liam a Harrrego już znasz. Chyba- przedstawił
-hej- uśmiechnełam się do pierwszej dwójki. Harrego nie lubię chyba wspominałam. Oni odpowiedzieli tym samym. 
-Louis dowiedzieliśmy się wszystkiego ale tu chodzi o Alexsa może lepiej jakby Mrgaret tego nie słuchała- powiedział Liam? No chyba tak, dobrze zbudowany brunet, z pięknymi brązowymi oczami. Tak to Liam.
-ej! Nie nigdzie nie pójdę chce to słyszeć- powiedziałam zła
-Margaret ale tu są rzeczy o których lepiej żebyś nie wiedziała- uprzedził Zayn 
-ale chce wiedzieć, zrozum. Tyle rzeczy przede mną ukrywał. Chce wiedzieć- mój głos się łamał. Wszystkie wspomnienia wracają. 
-dobra mówcie- rozkazał Louis. Objął mnie w tali zmuszając do przybliżenia.
-Alex nie był niewiniątkiem. Mordował ludzi na polecenie Maxa i groził. Mordował w sposób okrutny bo torturował. Sprzedawał narkotyki i przewoził je przez granice. Często widziany był w burdelu- ostatnie zdanie Liam powiedział szeptem. Po moim policzku nieopanowanie zaczęły spływać łuzy. 
-ej mała nie płacz- próbował pocieszyć mnie Zayn dając dziwne znaki do Louisa.
-Margaret nie płacz- Louis mnie przytulił a ja schowałam głowę w zagłębienie jego szyji 
-czyli mnie okłamywał?- spytałam patrząc na Liama
-tak- spuścił głowę- przykro mi 
-chcesz iść spać?- spytał Louis
-nie, mówcie dalej-powiedziałam ocierając łuzy. Mocno objęłam go w pasie potrzebowałam wsparcia. -Max, to jest ten co ci się przyglądał i mówiłaś że często ich razem widziałaś-te słowa skierował do mnie a resztę ogólnie do wszystkich- pracował dla niego. W całym domu Maxa rozstawiłem kamery. Jego brat który przeją pałeczkę niczego nie znajdzie. Tak dowiemy się więcej
-to teraz pozostaje czekać- powiedział bez emocji Louis
-a i Louis pamiętasz jak cie napadła ta banda?-spytał Niall
-tych 10 zamaskowanych?- jego mięśnie się napięły
-no jednym z ich był Alex- odpowiedział a ja już czułam jak złość w nim rośnie 
-dlaczego to zrobili?- spytałam zachrypniętym głosem
-my i oni to dwie różne gangi które się nienawidzą. Po prostu chcieli osłabić najsilniejszego- powiedział Zayn a Louis uśmiechną się na jego komplement.
-aha a co by zrobili ze mną jakbym się z wami spotykała a Alex by żył?- pewnie zapytacie się dlaczego o to pytam. Czysta ciekawość. 
-kurwa tobie dalej coś grozi- powiedział oświecony Liam a Louis coś wyszeptał zrozumiałam tylko że „plan nie...” a co dale to już inna beczka.
-a moim przyjaciołom?- spytałam 
-nie... chyba- powiedział zamyślony.
-co to znaczy chyba?- przestraszona podniosłam się z miejsca
-nie bój się sprawdzimy to ale ty jesteś bardziej narażona- powiedział Zayn i popatrzył dziwnie na Louisa. On położył mnie na swojej klatce i zaczną masować ranę.
-nie bój się o nich- wyszeptał mi do ucha 
-łatwo powiedzieć nie wiadomo co mogą im zrobić- zaczęłam bawić się rękoma
-ale ja wiem i dlatego bardzo się o ciebie martwię- mówił patrząc się na Zayna do którego byłam obrócona tyłem. Wylądowało to tak jakby on mu mówił co ma powiedzieć. Nagle mój telefon zadzwonił. Spojrzałam na ekran a tam Andy. Spojrzałam przestraszona na Louia a on kazał odebrać.
-skarbie jesteś dalej u Louisa?-spytał zdyszany a w tle słyszałam niespokojny oddech Joanny
-tak a co się dzieje?- spytałam przestraszona 
-nie ważne niech cie nie spuszcza z oczu-rozkazał
-Andy gadaj!- krzyknęłam nie za głośno 
-jacyś ludzie nas gonili- powiedział w miarę spokojnie
-kurwa-tylko na tyle było mnie stać 
-ej mała spokojnie- próbował mnie uspokoić 
-nie nie będę spokojna bo przed chwilą chłopcy mówi że grozi wam niebezpieczeństwo! Gdzie jesteście?- spłatam 
-za przestankiem- szepną 
-zaraz przyjadę-powiedziałam i się rozłączyłam-ktoś ich gonił
-gdzie są- spytał Zayn 
-za przestankiem obok szkoły- powiedziałam a po moim policzku polecało stado łes.
-ej mała nie płacz już po nich jedziemy- potarł moje ramię i poszli z Liamem. Zalałam się szlochem a Louis mnie mocno przytulił. Pocierał moje plecy. Wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju gdzie wcześniej spałam. 
-prześpij się, jak przyjadą to obudzę cię- szepną przykrywając mnie po sam nos. 
-nie chce-powiedziałam jak mała dziewczynka 
-no proszę po twoich oczach widać, że jesteś zmęczona
-ale mnie obudzisz?- spytałam 
-tak obudzę- puścił mi oczko i wyszedł. Co prawda to prawda zmęczona byłam. Stypko zasnęłam.
***POV Louis***
Wyszedłem z pokoju i usłyszałem krzyki dziewczyny.
-puść mnie kurwa bo zabije!- krzyknęła. Szybko zbiegłe na dół.
-cicho bo Margaret tyle co zasnęła- powiedziałem zły. Nie chce żeby się obudziła to wtulanie się we mnie a do tego płakanie w koszule. Nie to nie dla mnie, dla mnie dziewczyna jest na jedną, jedyną nic nieznaczącą noc.
-jak byś mi powiedziała że jakaś małpa po mnie przyjedzie to by mnie tu nie było. Wygrzewałabym się pod kołdrą i piłabym kawę-syknęła w stronę Liama. Dziwne Liam nad wszystkim zawsze panuje i zawsze on jest tym dobrym (nie licząc Zayna)
-dobra już spokój do salonu i wszystko im wytłumaczyć ja muszę się napić- powiedziałam. Weszłam do kuchni i wylągłem z lodówki piwo. Sybko je piłam. Poszedłem do salonu a tam te przybłędy słuchały Zayna. 
-i co wszystko jasne?- spytałem 
-no, choć mam pomysł- powiedział Liam z chytrym uśmiechem. Wyszliśmy na zewnątrz...
***POV Margaret***
Otworzyłam zaspana oczy. Wyszłam z łóżka i skierowałam się do łazienki. W lustrze zobaczyłam rozmazany makijaż. No tak płakałam i poszłam spać z makijaże na twarzy. Zmyłam jego resztki i zeszłam na dół. W salonie siedzieli wszyscy łącznie z moimi przyjaciółmi. Szybkim krokiem podeszłam i przytuliłam od tyłu Joanne. Mały uśmiech wdarł się na moją twarz. 
-wyspana?- spytał Zayn 
-nom- pogłębiłam uśmiech. Następne słowa pokierowałam do Louisa- miałeś mnie obudzić
-nie miałem serca- powiedział z ręką na sercu. 
-stało się wam coś- popatrzyłam na moich przyjaciół 
-tak spaliłam z 30 kilo- powiedziała oburzona Joanna 
-ta od razu 50- powiedziałam siadając obok niej. Stojąc o kulach szybko się męczę.
-a kto tam wie- zaśmiała się. Oparłam głowę o jej ramię 
-co się stało?-wreszcie odezwał się Andy 
___________________________________________________
I jest 5!!! Trzymajcie kciuki by we wtorek i środę była ładna pogoda bo jadę na wycieczkę klasową ;) 

czwartek, 8 maja 2014

4. Podglądanie...

4. Pokój Louisa. Siedziałam na jego uszku i wpatrywałam się w obrazki. Nagle drzwi się otworzyły i zobaczyłam właściciela mieszkania. Podszedł do mnie i złączył nasze usta w pocałunek. Taki namiętny. Położył nas i zaczął rękami szukać końca mojej tuniki. Nagle się oderwał i powiedział 
- kocham cię- film jakby się urwał. Srałam w białej przestrzeni a naprzeciwko postać Alexa jak z ostatniego snu. 
 -on kłamie- powiedział zły 
-kto Alex? Kto?- spytałam 
-kłamie- wpadł w furie 
-ale kto powiedz mi- szepnęłam z braku sił 
- on!- krzykną 
-on znaczy kto?-spytałam a on znikną
-Alex!!! 
Obudziłam się cała mokra. Nie mogłam ustabilizować oddechu. Jednak po godzinie w końcu mi się udało. Zasnęłam. 
Rano miała na 3 lekcje więc wstałam o 8 i odplątałam te bandorze. Wyciągałam coś plastikowego żeby usztywniało. Kostka była cała spuchnięta. Mój telefon wydał charakterystyczny dźwięk znaczący, że przyszła wiadomość. Przed sprawdzeniem co zawiera sprawdziłam od kogo. Numer nie znany.
8. 15
Od : 512 036 678 
I jak ta kostka? Xx Louis
Bez zastanowienia odpisałam „
8.15
Do: 512 036 678
Masz wyczucie. Akurat bandaż ściągnęłam 
Na odpowiedź czekałam 30 sekund. Nie żebym liczyła ale... Dobra nie pogrążam się
 8. 16
Od: Louis
I?
 Po 2 minutach odpisałam niech poczeka a z resztą muszę zrobić dosłownie 3 kroki do łazienki. 
8. 18
Do: Louis
Spuchnięta masakrycznie. ZW
 Wzięłam szopki prysznic i w bieliźnie, szlafroku wróciła do łóżka. 
8. 35
Do: Louis 
Jestem!
8.35
Od: Louis
 Spoko. A ty sobie odwinęłaś tą kostkę i normalnie chodzisz?!
 I teraz skłamać czy nie? 
8.36
Do Louis
Nie no z kąt *.#
 Wzięłam z szafki nocnej nowy elastyczny bandaż i przyłożyła na swoje miejsce to coś plastikowego  rozmiar buta pozwiększa mi z 36 na 37. Odczytałam wiadomość która tyle co przyszła 
8. 40
Oo: Louisa
Już ci wieże. Na którą masz do szkoły?
 Po co mu to wiedzieć 
8. 40
Do: Louis
Na  9. 20 
Zawinęłam bandaż i pobiegła się ubrać jak zwykle (od trzech dni) chodzę na czarno. Oczywiście buty pożyczyłam od Joanna. Wzięłam telefon i przeczytałam następnego SMS. 
 8. 45
 Od: Louis
Przyjadę po ciebie nie będziesz się tłukła z tą kostką autobusami
Jaki on opiekuńczy. 
 8. 46
 Do: Louis
Nie che cię fatygować dam sobie radę
 -o nie w tym nie pójdziesz- gdy skończyłam wysyłać SMS, do garderoby wbiegł Joanna która miała lekcje popołudniu. Wyciągnęła z szafy kolorowy zestaw i mi go dała (to ja mam jeszcze te kujonki?)
-w tym i bez dyskusji
-dobrze mamo- powiedziałam i poszłam do łazienki. Przeczytałam SMS.
8. 48
 Od: Louis
Nie będziesz mnie fatygować i będę o 9
Odpisałam tylko ok i ubrałam się. Zrobiłam koka i makijaż i byłam gotowa. Dobrze że te adidasy prawie przykrywają mi bandaż. Andy załatwił mi zwolnienie lekarskie do końca miesiąca więc dziś ze szkoły wychodzę dwie godziny wcześniej. Łi!!! A zapomniałabym, kupili mi kule żebym nie musiała kogoś prosić o pomoc. Kocham ich! Zbiegłam (na tyle ile było to możliwe) na dół i poprawiłam włosy. Z okna zobaczyłam, że Louis już jest więc wszam uprzedzając "mamę".
-hej- powiedziałam wsiadając do samochodu.
-cześć-uśmiechną się- śliczne wyglądasz
-dzięki. Joanna mnie namówiła na kolorowe ciuchy- powiedziałam zapinając pasy
- i bardzo dobrze. Alex to przeszłość a trzeba żyć tym co teraz i jutro- odpalił silnik i odjechaliśmy. Przez całą drogę był jakiś dziwny nie śmiał się tyle co zawsze. Był czasami jakby nie obecny. Podjechaliśmy pod budynek szkoły podziękowałam mu i ruszyłam do klasy. Wszyscy się na mnie dziwnie patrzyli i szeptali coś. Nie przejmowałam się tym.Usiadłam na ławce i zaczęłam się zastanawiać. Co miały znaczyć te sny? Spacer z Louisem i... nie ważne. Potem pojawia się Alex i mówi że kłamie. Ale kto? Louis? Alle jak? Po co? Z jakiego powodu? 

Z ogromną pomocą kul zeszłam na du i z sztucznym uśmiechem podałam nauczycielowi od WF zwolnienie.
-to wszystko?- spytał
-tak- powiedziałam z udawaną uprzejmością w głosie. Wyszłam do góry i odłożyłam do szewki niepotrzebne książki i zostawiłam te z pracą domową. Postanowiłam nie tłuc się autobusami postanowiłam wybrać się pieszo a co mi tam 2 kilometry o kulach. Dobra zwariowałam poczekam to 20 minut na autobus. W 10 min dotarłam do ławki na przystanku. Łi!!! Jestem z siebie dumna. Nagle jakieś auto się zatrzymało a z niego wysiadł Zayn.
-podwieźć cię?
-nie dzięki poradzę sobie- uśmiechnełam się
-tak z tą nogą sobie poradzisz. Wsiadają- powiedział a ja posłusznie wykonałam to. 
-dzięki- powiedziałam gdy staliśmy pod domem
-nie ma za co- uśmiechną się i podał mi kule z tylnego siedzenia.-długo będziesz to nosić?
-za tydzień już mogę to wywalić. Przynajmniej tak mi doktor powiedział- uśmiechnełam się
-to świetnie-powiedział uradowany 
-idziesz na kawę?-spytałam
-nie dzięki ma coś do załatwienia na mieście- powiedział mniej entuzjastycznie
-to innym razem pa- uśmiechnełam się ostatni raz. Posłużył moje słowa z tym samym gestem i wyszłam z pojazdu, skierowałam się do domu. Rzuciłam torbę na kanapę i poszłam po sok. Wróciłam z powrotem i wyciągnęłam książki. Zrobiłam wszystkie zadania i wrzuciłam wszystko z powrotem do torby. Położyłam się i włączyłam telewizor. Akurat leciały wiadomości przełączyła bym gdyby nie to że na ekranie pojawiło się zdjęcie gościa który się mi w wczoraj i z którym chłopcy mieli pogadać po naszym wyjeździe z opuszczonego magazynu. I teraz nasuwa się pytanie: Czy oni go zabili? W końcu w wiadomościach mówią że został brutalnie pobity a potem zaszczelony. Nie to nie możliwe. 
-jestem!- usłyszałam głos Andiego. Już jest szesnasta?- idziemy na imprezę?
-w połowie tygodnia?-popatrzyłam na niego z podniesioną brwią. 
-a co? Jutro mamy na dziewiątą- uśmiechną się
-jutro jest środa czyli mamy na 7. 30 i nic mi nie próbuj wmawiać- powiedziałam i przykryłam się kocem
-boli cię noga?-spytał
-nie swędzi, pewnie że boli i to jak cholera- powiedziałam niemile
-zrobić ci herbaty?- spytał 
-jak ci się chce- uśmiechała się
-już lecę- pocałował mnie w czoło i poszedł do kuchni
-jestem!- usłyszałam głos Joanny
-hej-powiedziałam gdy stanęła w salonie
-sprawdzałaś tą nogę bardzo spuchnęła?- spytała zatroskana 
 -trochę bardziej niż strasznie- powiedziałam a ona z kwaśną miną kazała pokazać. Odwinęłam bandaż a jej oczy jak i moje były co najmie duże.- rano była mniej spuchnięta 
-Andy! Jedziemy z nią do twojego wujka. Zamiast ją zbadać niech zrobi prześwietlenie- powiedziała 
-spoko- uśmiechną się. Wizą mnie na ręce i pojechaliśmy do szpitala.
***POV Louis***
Leżałem na łóżku może z godzinę. Myślałem o wszystkim ale zawsze wszystko prowadziło do Margaret. Nie mogę przestać o niej myśleć. A Liam mówił "nie spędzaj z nią tyle czasu bo się przywiążesz". To nie! Ale kuźwa czy ja się do niej przywiązałem? Czy myślenie o jej pięknych oczach, nogach. Aż chce się... Louis stop! Wykonasz swój plan i ona znika z twojego życia. Ciekawie co teraz robi? A sprawdźmy napiszmy do miej SMS.
18.30
Do: Margaret
Co tam porabiasz
Na odpowiedź nie musiałem długo czekać
18. 31
Od: Margaret 
Jadę ze szpitala 
Na tą wiadomość się przestraszyłem przecież Max nie żyje. Harry zabił go wczoraj więc dlaczego? Po chwili odpisałem 
18.32
Do: Margaret
Co ci się stało?
Patrzyłem w ekran oczekując wiadomości. I jest!
18. 34
Od: Margaret
Nic po prostu mama Joanna i Andy martwili się bo noga mi bardzie spuchła
No i co jej odpisać przecież musi wyjść tak że się o nią martwię. 
-Niall- krzyknąłem z nadzieją że on mi pomoże jednak odesłał mnie z kwitkiem do Zayna.-Zayn
-czego?- spytał wchodząc do pokoju.
-jak napisać by wyszło że się o nią troszczę?-spytałem podając mu telefon. Przeczytał popstrykał i podał mi do zatwierdzenia. Przeczytał ją i wysłałem
18. 35
Do: Margaret
O a czemu do mnie nie dzwoniłaś? Trzeba było pisać to bym ci pomógł i odwiózł do domu
Na odpowiedź troszeczkę musiałem czekać ale pewnie musiała się gdzieś przemieścić. 
18.40
Od: Margaret
Ale przecież nic się nie stało mam tylko delikatnie złamaną nogę
-no i co ja mam jej odpisać?- spytałem bezradnie Zayn czytał razem ze mną i stwierdził
-napisz jej tak „nic się nie stało? Ona jest złamana”-muszę przyznać że Zayn to ma łep. Zrobiłem tak jak powiedział. Na odpowić czekałem z 10 sekund. Nie ja w cale nie liczyłem. Ale na serio.
18.41
Ale jest DELIKATNIE złamana a to duża różnica
-napisz jej że przyjedziesz jutro po nią to zabierzesz ją do szkoły- poradził przyjaciel
-a nie lepiej żebym zabrał ją do siebie dopóki jej lokatorzy się uczą?- spytałem
-szypo się uczysz- chytrze się uśmiechną. 
-oglądałem filmy- ruwnież to zrobiłem i odpisałem
18. 42
Do: Margaret
To jutro zamiast do szkoły zabieram cię do mnie
Drzwi do mojego pokoju się otworzyły a w nich staną Liam z laptopem
-ciesz się że twoja królewna nie zamyka laptopa bo mogłoby być ciężko ale proszę o to ona- podał mi na kolana przedmiot który trzymał. Na ekranie zobaczyłem Mrgaret która leży na łóżku i odpisuje na SMS. A wiecie co było najleprze jej koszulka podwinęła się tak że było widać jej brzuch. Przepiękny widok. Po chwili usadowiła swój telefon na brzuchu. Jak ja chciałbym być na miejscu owego przedmiotu. Mój telefon zawirował. Otworzyłem wiadomość i przeczytałem treść z uśmiechem. 
18. 44
Od: Margaret
Tak tak wmawiaj sobie ja i tak idę do szkoły
18.44
Do: Margaret
Wiesz że ja zawsze stawiam na swoim. Dobra kończę bo mnie Liam woła papa
Ta skłamałem ale co z tego. Wole patrzeć na jej ciało niż pisać SMS. 
-dobra spada do domu pa- przedział Liam
-ja też- dodał Zayn i wyszli. Ja zająłem patrzeniem się w ekran. Nie żałowałem tej decyzji bo Margaret zdjęła spodnie i bluzkę i stanęła w samej bieliźnie. Kolega na dole się odzywa. Ubrała mega krótkie spodenki i bokserkę. O matko jak ona seksownie w tym wygląda. Zaczęła chodzić po pokoju o kulach i zobaczyłem gips. Wzięła torbę i spakowała rzeczy do tornistra. Ktoś wszedł do jej pokoju chłopak. Obstawiam że to Andy. Będą z nim problemy wiem to.
_____________________________________________
Wiem długo ale w tym tygodniu miałam urwanie głowy. A więc tak:
Chce wiedzieć ile was tu jest i czy jest sens dalej to pisać. A więc komentujcie!!!