niedziela, 25 maja 2014

6. Strach...

-nic po prostu myślałam że mimo tajemnic Alexa byliśmy szczęśliwi a tu nic-powiedziałam bawiąc się palcami. 
-ej mała już widzę uśmiech- powiedział Zayn klękając przede mną 
-Zayn przestań- prosiłam 
-nie do puki się nie uśmiechniesz- zrobił słodkie oczka. Wymusiłam uśmiech a on zwycięsko poklaskał rękami. 
-to my się będziemy zbierać-stwierdziła Joanna 
-nom- przytaknęłam 
-to was odwieziemy. Nie wiadomo co temu palantowi przyjdzie do głowy- powiedział Louis. Razem z Liamem i Zaynem wyszedł z domu pomagając mi. Zaraz za mną szła Joanna szepcząca coś z Andy. 

Chciałam otworzyć drzwi kluczem ale były otwarte. Popatrzyłam się na resztę przerażona.
-zostańcie tu- powiedział Louis i z Zaynem i Liamem weszli do domu. Odczekałam 2 minuty i poszłam za nimi, wbrew rozkazów Joanny. Stanęła w salonie a tam wszystko po przewracane do góry nogami. Telewizor był na podłodze cały w szczepkach a na ścianie napisane czerwoną farbą „Nie ładnie zdradzać swoich. Już nie żyjesz!!!”. Nie wiadomo kiedy po moich policzkach zaczęły płynąć łuzy. 
-Margaret mówiłem żebyś nie wchodziła-powiedział Louis 
-ciekawość zwyciężyła- próbowałam udawać że wszystko gra. Ale tak nie było w środku rozpadałam się na miliony kawałków. Czy ja zawsze muszę mieć pod górkę. Najpierw przeprowadzka do LA potem śmierć Alexa, który okazuje że jest szują. Na deser psychopaci którzy chcą cię zabić. Zajebiście!!
-i teraz musimy zrobić ten remont- powiedział triumfalnie Joanna 
-jutro idziemy pochodzić po sklepach- uśmiechnęłam się blado. 
-a narazię idziecie do mnie bo tu nie zostaniecie-powiedział Louis 
-a ja idę na zakupy- powiedział wesoło Zayn. Myślałam, że faceci nie lubią zakupów, widać miliłam się.
-to kup dobry alarm i...- zastanawiał się Louis 
-naboje do bronie bo nie powiem kto sobie szczelał do kaczek- powiedział zły 
-co celność ćwiczyłem- powiedział obrażony Louis 
-jak dzieci- skomentowała Joanna 
-dobra weźcie najważniejsze rzeczy i jedziemy do Louisa-powiedział Liam. Weszłam do pokoju a tam na łóżku leżał manekin dziewczyny a w serce miała wbity nuż. Pisnęłam i zasłoniłam oczy zalewając się płaczem. Poczułam rękę na ramieniu przez co się wzdrygnęłam.
-spokojnie to tylko ja, Louis- obróciłam się na pięcie i przytuliłam mocno 
-boje się- wyszeptałam 
-przy mnie nie masz czego- pocałował moje czoło-choć spakujemy cię
-ok- otarłam łuzy i spakowałam parę rzeczy z łazienki wzięłam kosmetyczkę. Wrzuciła do walizki i zamknęłam-gotowa 
-to super pamiętasz co mi obiecałaś- spytał zabawnie poruszając brwiami
-a wiesz że ja też mam jedno życzenie- uśmiechnełam się promienie 
-proś o co chcesz- zaśmiał się 
-to tak lody z bitą śmietaną- zaczęłam wymyślać 
-ok nie w ogolę nie miałem skojarzeń w ogolę- zaczną się śmiać a ja wlałam go w bok. 
-jedziemy ja chce na zakupy- powiedział Zayn 
-no jedziemy-przewrócił oczami 

Położyłam rzeczy u Louisa w pokoju bo oczywiście pokoje gościnne zajęli moi przyjaciele. Jeszcze się szczerzyli głupio. Zeszłam na duł bo musiałam zadzwonić do taty że muszę zrobić remont bo miałam napad nie będę wtajemniczać go w szczegóły. To samo zrobiła Joanna i Andy. W sumie mamy pieniądze na zbudowanie 3 domów. Tak to jest mieć ojców prawników. Jutro pan ściąga mi gips! Nie wiem w takim razie po co mi go zakładali ale ok niech im będzie. Podobno wyszło coś źle wybadaniach. Pozamieniali zdjęcia. Z moją nogą jest wszystko w porządku. A więc plany na jutro: po ściągnięciu gipsu idziemy po farby i zamulić meble. Potem pozbywamy się dosłownie wszystkiego. Liam mówił że kamery są w całym domu. Do tego te odrazy dotykały moich rzeczy wszystko wyżce oprócz ciuchów to dobrze wypiorę. 

Nadszedł wieczór. Położyłam się na łóżko zakrywając twarz rękoma. Poczułam jak miejsce obok się ugina i osoba robi ten sam ruch. To Louis.
-mam dość- stwierdziłam 
-ja też- popatrzył się na mnie w tym samym momencie co ja. Nasze oczy się spotkały. Nie mogłam odwrócić wzroku coś mnie przy nim trzymało.
-masz piękne oczy 
-dzięki- odwróciłam wzrok gdyż się zarumieniłam
-mamo , tato sory że przeszkadzam ale zostawiła telefon na dole a dzwoni- Andy rzucił we mnie komórką.
-zastrzeżony- wyszeptałam przestraszona -daj na głośno mówiący- powiedział Louis. 
<><><><> Rozmowa telefoniczna <><><><>
-no widzę że się świetnie bawisz z Tomilsonem- usłyszałam głos jakby znajomy 
-kim jesteś?- spytałam 
-dobrze mnie znasz kocie- powiedział zadziornie. Louis podszedł do okna i zaczął się rozglądać
-Tomilson i tak mnie nie zobaczysz
-daj mi spokój nie mam nic wspólnego z wami!- krzyknęłam 
-masz jesteś moja Alex cię nam dał- po drugiej stronie było słychać śmiech. 
 -jak to wasza?- spytałam zmieszana 
-tak to. Alex postawił cię zamiast prochów które zgubił- w jego głosie było słychać obojętność 
-ona nie jest wasza- powiedział Louis 
-zamknij się- sykną
-nie nie zamknę się ona jest moja a teraz dowodzenia- i się rozłączył. 
<><><><>Koniec rozmowy telefonicznej<><><><>
Co znaczy jego?! I czemu mi się wydaje że znam ten głos!!!
-Czemu ja muszę mieć wiecznie pod górkę- rozpłakałam się
-nie płacz- przytulił mnie-no proszę. Choć spać 
-tylko wezmę sypki prysznic- powiedziałam i wzięłam moją standardową piżamę. 
***POV Louis***
 Poszedłem do drugiej łaziki i szybko się wykąpałem. Ubrany w bokserki i spodnie nad kolano. Powróciłem do pokoju a na łóżku leżała Margaret. W tych seksownych spodenkach. Tylko że zamiast bokserki miała zadłużą bluzkę. Szkoda ale i tak mam ochotę ją przelecieć. Wpatrywała się w moją umięśnioną klatkę.
-fajna nie?-spytałem na co się zarumieniła spuszczając głowę. Zaśmiałem się podchodząc do niej i podniosłem podbródek- słoto się rumienisz. 
-Louis przestań- poprosiła jeszcze bardziej się rumieniąc
-ale co ja robię?- spytałem siadając tuż obok jej. 
***POV Margaret ***
Czemu mam motylki w brzuchu. Przecież się nie zakochałam. Chociaż czuje się tak jak z Alexem a nawet lepiej. Kurwa ja się w nim! Zakochałam się w człowieku którego znam 3 dni. Cholera jasna jak to możliwe. Wpatrywałam się w jego oczy a on w moje zbladliśmy się do siebie a gdy już prawie czułam jego usta na swoich i oczywiście ktoś musiał nam przerwać. 
 -Margaret złaś mi tu na dół!- krzyknęła Joanna 
-biegnę- krzyknęłam i "zbiegłam" po schodach na sam dół.
-co chcesz -ten kolor mi się podoba do pokoju- powiedziała Joanna patrząc na jakaś panele w tablecie 
-no ładny- uśmiechnęłam się
-jeszcze go zobaczę jutro- stwierdziła 
-to mogę już iść?- spytałam 
-nom raczej tak- uśmiechnęła się 
-boże z tobą kobieto- przewróciłam oczami i wyszłam do tymczasowego mojego pokoju. Louis leżał na brzuchu. Z tego wszystkiego przygryzłam dolną wargę. Kurwa ale on ma tyłek. 
-no wiem że ślicznie wyglądam- zaśmiał się 
-podziwiałam pościel- wystawiłam mu język cała zarumieniona
-pamiętasz że masz mi zrobić masaż- wyszczerzył się
-jutro błagam jutro- prosiłam 
-niech ci będzie- ziewał- idziemy spać 
-dobry pomysł- stwierdziłam i weszłam pod kołdrę. On zrobił to samo. Położył rękę na mojej tali i przybliżył mnie do siebie.
_______________________________________________
Mam nadzieje że rozdział się podoba!!!

To sprawdzamy ile was jest!!! Komentujcie :)

3 komentarze:

  1. Jeśli chcesz czytać orginalne tłumaczenie Dark'a z Louis'em to zapraszam :
    http://darktlumaczenie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. !!!NEXT!!! *.*

    OdpowiedzUsuń